Wróćmy do naszych serc i bądźmy sobą

Coraz bardziej przekonuję się, że jednym z największych naszych problemów przyczyniających się do powstania objawów nerwicowych jest brak kontaktu z samym sobą, odłączenie od istoty siebie, a zaraz za tym brak akceptacji siebie. Z drugiej strony brakuje nam także całościowego spojrzenia na siebie jako na człowieka – koncentrujemy się na ciemnej stronie, a zupełne nie dostrzegamy wspaniałości człowieczeństwa. Do tych dwóch refleksji skłoniła mnie lektura książki Anity Moorjani, która w książce „Umrzeć, by stać się sobą” opisała swoją historię doświadczenia z pogranicza śmierci, do której doprowadził ją bardzo złośliwy rak. To doświadczenie zaowocowało przede wszystkim zmianą jej postawy wobec siebie samej. Czegoś z czym za życia miała największe problemy.

Chociaż doświadczenie to porusza kwestię życia po śmierci, nie na tym chcę się skupić w tym artykule. Zależy mi raczej na tym, abyśmy zastanowili się nad sensem naszej choroby i nad tym w jaki sposób już od wielu lat postrzegamy siebie, co o sobie wiemy i co o sobie myślimy.

Czytaj dalej „Wróćmy do naszych serc i bądźmy sobą”

Leki psychotropowe – brać czy nie brać?

Dostaję od Was sporo maili z tym pytaniem. To jest bardzo częsty dylemat, przed którym stają osoby z zaburzeniami lękowymi. Podjęcie decyzji utrudnia jeszcze fakt, że nasz kochany lęk wiąże się często z samym faktem przyjmowania leków psychotropowych, lub leków w ogóle. Jedno jest pewne – leki nie zawsze i nie dla każdego. Mam nadzieję, że ten post pomoże Wam w podjęciu właściwej decyzji, a jeśli już okaże się, że lek jest rozwiązaniem dla Ciebie to postaram się rozwiać Twoje najgłębsze obawy dotyczące ich brania.

Czytaj dalej „Leki psychotropowe – brać czy nie brać?”

Problemy z miłością – do refleksji

Podejmując pracę terapeutyczną prędzej czy później dochodzimy do kwestii trudnych emocji – gniewu, złości oraz ich wyrażania. Nie bez powodu. Zarówno w nerwicach jak i depresjach często pojawia się ten problem. Niektóre depresje powstają m.in. właśnie z powodu „zakopanej” złości i agresji, która nigdy nie została wyrażona. Pięknie tłumaczy to podejście freudowskie i terapeuci często z niego korzystają. Jednak po takiej pracy mamy wrażenie, że w naszych rodzinach rządziła tylko nienawiść i zło. A to nie jest prawdą. W ostatnim czasie, pod wpływem lektury książki Berta Hellingera, uświadomiłam sobie coś bardzo ważnego – rozpatrujemy te wszystkie emocje złości i gniewu w oderwaniu. Jako samodzielne, osobne byty. Tymczasem to właśnie miłość stanowi dla nich istotne tło, i w takim rozumieniu zmienia się perspektywa.

Chociaż nie zachęcam do korzystania z metody ustawień (co wyjaśniam krótko w tekście), to jednak sama jej idea dała mi sporo do myślenia. Chciałabym, żeby ten post stanowił punkt wyjścia także dla Waszej refleksji na temat pułapek miłości, w które mogliśmy powpadać jako dzieci.

Czytaj dalej „Problemy z miłością – do refleksji”

Trądzik różowaty w nerwicy

Długo trwająca nerwica może doprowadzić do rozwoju trądzika różowatego (łac. rosacea), który zazwyczaj rozwija się po 30 roku życia . Jeżeli jednak jego przyczyną jest nerwica, może pojawić się u znacznie młodszych osób – tak było w moim przypadku. W początkowym okresie nerwicy odczuwałam często „pieczenie”, „palenie” na twarzy, które każdy na pewno zna z własnego doświadczenia kiedy doświadczał silnych emocji. Jeśli jednak taki stan trwa zbyt długo prowadzi do trwałego zaczerwienienia twarzy, które utrzymuje się długo i w dość krótkim czasie skutkuje rozwinięciem się trądzika różowatego. A ten potrafi naprawdę skutecznie zepsuć i tak już kiepski nastrój. W tym poście przedstawię, jak po wielu latach poszukiwania rozwiązania ja radzę sobie z tym problemem.
Czytaj dalej „Trądzik różowaty w nerwicy”

Kiedy duchowość wzmaga lęk

Od dziecka chodziłam do Kościoła. Przeszłam przez wszystkie etapy wychowania religijnego – w domu, u babci i w Kościele. Przez pierwsze lata nerwicy szukałam pomocy u Boga. Bardzo dużo się modliłam, wyłam do Boga aktami strzelistymi i często chodziłam do Kościoła. W tamtym okresie było mi to potrzebne. Jednocześnie narastał mój lęk przed potępieniem. Podczas jednego z najsilniejszych napadów lękowych utraciłam kontakt z rzeczywistością i poczułam, że umarłam. Miałam krótką wizję, która była jak sen, że kiedy umarłam, zostałam wystrzelona w kosmos – w nicość. Było ciemno i nie było tam nikogo, ani Boga, ani ludzi. W mojej nerwicy ten lęk przewijał się wielokrotnie. Za każdym razem podczas napadu paniki ogarniało mnie właśnie to samo przerażenie, przed nicością.

Tymczasem w wielu książkach pisano, że to właśnie wiara może dać siłę, która przeciwstawi się największym życiowym lękom. Że właśnie w walce ze stresem ogromną rolę odgrywa umiejętność oddania życia większej od nas sile, której się wierzy. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego moja wiara jest tak przepełniona lękiem? Jak mam powierzyć moje życie komuś, komu tak nie ufam? I co zrobić, żeby ufać?

Czytaj dalej „Kiedy duchowość wzmaga lęk”