Medytacja wyciszenia wg. Pauline McKinnon

Po wielu latach psychoterapii, która przyniosła co prawda spore zmiany w moim życiu i myśleniu, ale nie przyniosła ulgi mojemu ciału, które wciąż cierpiało na uporczywe objawy fizyczne oraz lęk, zaczęłam tracić nadzieję, że w ogóle kiedykolwiek z tego wyjdę. Wielokrotnie pytałam terapeutów, czy znają kogoś, kto był w takim stanie jak ja i wyszedł z tego. Zazwyczaj słyszałam książkowe odpowiedzi „tak, można z tego wyjść”, ale nigdy „tak, moja pacjentka z tego wyszła”. Ja jednak potrzebowałam konkretnego dowodu. Zaczęłam poszukiwać książek napisanych przez osoby cierpiące na zaburzenia lękowe. Nie pocieszały mnie wypowiedzi osób, które miały słabsze objawy niż ja i które cierpiały na nerwicę krótko. Nie pocieszyła mnie nawet książka Kazimiery Sokołowskiej „Jak pokonałam depresję i nerwicę”, nie tylko ze względu na słabsze objawy autorki, ale także na fakt, że stosowane przez autorkę metody jak wizualizacje i afirmacje mnie nie pomogły. Jednak książka „Wycisz strach” dała mi nowe, a jednocześnie bardzo proste narzędzie relaksowania ciała, a także poprzez historię autorki tchnęła nadzieją, że jest jakieś światło w tunelu.

(więcej…)

Reklamy

Kiedy duchowość wzmaga lęk

Od dziecka chodziłam do Kościoła. Przeszłam przez wszystkie etapy wychowania religijnego – w domu, u babci i w Kościele. Przez pierwsze lata nerwicy szukałam pomocy u Boga. Bardzo dużo się modliłam, wyłam do Boga aktami strzelistymi i często chodziłam do Kościoła. W tamtym okresie było mi to potrzebne. Jednocześnie narastał mój lęk przed potępieniem. Podczas jednego z najsilniejszych napadów lękowych utraciłam kontakt z rzeczywistością i poczułam, że umarłam. Miałam krótką wizję, która była jak sen, że kiedy umarłam, zostałam wystrzelona w kosmos – w nicość. Było ciemno i nie było tam nikogo, ani Boga, ani ludzi. W mojej nerwicy ten lęk przewijał się wielokrotnie. Za każdym razem podczas napadu paniki ogarniało mnie właśnie to samo przerażenie, przed nicością.

Tymczasem w wielu książkach pisano, że to właśnie wiara może dać siłę, która przeciwstawi się największym życiowym lękom. Że właśnie w walce ze stresem ogromną rolę odgrywa umiejętność oddania życia większej od nas sile, której się wierzy. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego moja wiara jest tak przepełniona lękiem? Jak mam powierzyć moje życie komuś, komu tak nie ufam? I co zrobić, żeby ufać?

(więcej…)

Fałszywe pojęcie grzechu

Przyczyną wielu nerwic lękowych jest represja (mechanizm wyparcia) – najczęściej popędu seksualnego bądź gniewu. A te u wielu ludzi mają korzenie w błędnie rozumianych powinnościach moralnych, które ukształtowały się pod wpływem m.in. religijnego wychowania. Niestety wiele osób pełniących funkcje wychowawców świeckich czy duchowych, sami nie będąc dojrzałymi, przekazuje dzieciom niewłaściwe spojrzenie na te kwestie. Oczywiście w kręgach religijnych wpływ ten jest mocniejszy, ponieważ autorytet duchownych jest większy, a kara wiecznego potępienia bardziej przerażająca niż lanie.

Wspominałam już, że aby powstała nerwica, konieczne jest sprzężenie wielu czynników – w tym charakteru danej osoby. Ja już od dziecka chciałam żyć w zgodzie z wszelkimi normami i nakazami, chciałam być „dobrą dziewczynką”, „dobrym dzieckiem”. To pragnienie pochodzące u dziecka z głębi serca, w połączeniu z tradycyjnym nauczaniem moralności może doprowadzić do katastrofy. I tak też stało się w moim przypadku. A szczególne miejsce w całym tym procesie zajęło jakże ważne i wielkie pojęcie – GRZECH. Czegóż każdy z nas nie mógłby powiedzieć o grzechu – że nie wolno grzeszyć, że Bozia pokaże, że grzech jest zły. Niewłaściwe rozumienie grzechu narobiło w moim życiu sporo zamieszania, postanowiłam więc przyjrzeć mu się z bliska i na nowo zrozumieć jego znaczenie.

(więcej…)

Dzieci wyciśnięte do ostatniej kropli

Książka Alice Miller „Dramat udanego dziecka” jest doskonałą pozycją pomagającą przeżyć gniew przeciwko rodzicom osobom, które stały się tzw. „dziećmi doskonałymi”, gubiąc po drodze po drodze swoją tożsamość (albo raczej nigdy nie budując). Są to najczęściej dzieci rodziców, którzy sami w dzieciństwie nie doświadczyli szacunku i tolerancji dla swoich impulsów i uczuć. Tacy rodzice przez całe życie poszukują tego, czego nie otrzymali w domu, czyli istoty która całkowicie otworzy się na nich, w pełni ich zrozumie i będzie poważnie traktować. Ponieważ nic nie jest w stanie spełnić tej potrzeby, dorosły poszukuje środków zastępczych – do których należą także własne dzieci. Ta książka ukazuje proces „wyciskania” własnych dzieci, w którym możemy się odnaleźć sami. Niszczy to co prawda złudną iluzję jakże szczęśliwego dzieciństwa, ale jednocześnie wyzwala i umożliwia dopuszczenie do głosu gniewu wobec doznanej krzywdy, uczucia jakże obcego „dzieciom doskonałym”.

(więcej…)

Brak granic – istota nerwicy

Wiele już lat poświęciłam na zrozumienie i szukanie przyczyn mojego stanu. Liczyłam na to, że właśnie zrozumienie jest kluczem to rozwiązania problemu. Wiele godzin czytania, rozmyślania, wiele koncepcji. I jak to w życiu bywa – czasem najprostsze rozwiązania dotykają najgłębszej istoty sprawy. Człowiek dochodzi do wniosku, że zagłębiając się w otchłanie nauki zupełnie nie zauważył, że już dawno minął odpowiedź, która leżała na wierzchu. Takie właśnie wrażenie było moim udziałem podczas czytania jednej z najlepszych książek Jerzego Mellibrudy – Poszukiwanie samego siebie. Będę wielokrotnie do niej wracać, jednak dziś nawiążę do tych prostych słów zgłębiających właściwie całą istotę nerwicy. Istotę tą Mellibruda ujmuje następująco:

Wszelkie zaburzenia nerwicowe wyłaniają się z niezdolności jednostki do znalezienia i utrzymania własnej równowagi między nią samą a resztą świata. Wszystkie formy tych zaburzeń mają coś wspólnego, co związane jest z faktem, że granica otoczenia społecznego rozciąga się zbyt daleko w wewnętrzny obszar danej osoby. (więcej…)