Dzieci wyciśnięte do ostatniej kropli

Książka Alice Miller „Dramat udanego dziecka” jest doskonałą pozycją pomagającą przeżyć gniew przeciwko rodzicom osobom, które stały się tzw. „dziećmi doskonałymi”, gubiąc po drodze po drodze swoją tożsamość (albo raczej nigdy nie budując). Są to najczęściej dzieci rodziców, którzy sami w dzieciństwie nie doświadczyli szacunku i tolerancji dla swoich impulsów i uczuć. Tacy rodzice przez całe życie poszukują tego, czego nie otrzymali w domu, czyli istoty która całkowicie otworzy się na nich, w pełni ich zrozumie i będzie poważnie traktować. Ponieważ nic nie jest w stanie spełnić tej potrzeby, dorosły poszukuje środków zastępczych – do których należą także własne dzieci. Ta książka ukazuje proces „wyciskania” własnych dzieci, w którym możemy się odnaleźć sami. Niszczy to co prawda złudną iluzję jakże szczęśliwego dzieciństwa, ale jednocześnie wyzwala i umożliwia dopuszczenie do głosu gniewu wobec doznanej krzywdy, uczucia jakże obcego „dzieciom doskonałym”.

Po co przeżywać ten gniew?

Nie jestem zwolenniczką pielęgnowania urazy i gniewu i wierzę, że tylko przebaczenie może nam ofiarować pełną wolność. Jednakże, aby było ono możliwe, konieczne jest właśnie pełne przeżycie gniewu po uświadomieniu sobie wielkości doznanych krzywd ze strony rodziców. Niestety wielu znajduje się takich, szczególnie wśród psychiatrów, którzy pogardliwie wypowiadają się o tym procesie „To matka całe życie harowała dla niego, a on teraz ma żal za jakiegoś klapsa, albo że nie przyszła wieczorem, bo już była tak zmęczona”. Takie podejście to dla mnie kompletne niezrozumienie istoty rzeczy. To, że dorosły człowiek, jak mu ktoś zajedzie drogę to się wścieknie na maksa i puszczą mu nerwy na żonę, czy syna, nikogo nie dziwi. Ale że dziecko często nie może wyrazić swojego gniewu, gniew ten trzeba przeżyć już będąc dorosłym człowiekiem. I to jest właśnie miejsce na ten gniew. To jest właśnie ta chwila. Dopiero po uświadomieniu sobie krzywd, przeżyciu wściekłości, gniewu i żalu, można przejść dalej – do współczucia i zrozumienia sytuacji rodziców.

Książka Allice Miller pomaga zobaczyć i odkryć krzywdy wyrządzone przez rodziców, a przede wszystkim przez matkę. Niestety relacja matka-dziecko zawsze będzie tą najważniejszą, dlatego też wymagania wobec matki zawsze będą w tym względzie większe, a rany bardziej bolesne.

Jedynym sensem istnienia jest „uszczęśliwianie” matki.

W dziale „Moja historia” napisałam kilka zdań przedstawiających sytuację w mojej rodzinie:

==Wśród normalnego życia było też sporo miejsca na niezdrowe relacje, obwinianie, manipulację oraz nadmierną zależność między mną a mamą. Jednak wiele z tego, wbrew pozorom, wynikało z wielkiej miłości i troski. Czasem właśnie nadmierna miłość i nadmierne związanie między rodzicami,  a dziećmi, może nas wszystkich wywieść na manowce. Także moja miłość, szczególnie do mamy, była zbyt wielka. Byłam skłonna, już od bardzo młodych lat, zrezygnować z siebie dla niej.==

Ostatnie zdanie doskonale ujmuje mój osobisty dramat i jednocześnie przyczynę moich zaburzeń. Cały ten proces zrozumiałam dokładniej dzięki książce Alice Miller, która doskonale przedstawiła atmosferę takiego wychowania. Ja osobiście wciąż dzisiaj mam dużą awersję do relacji między matką, a niemowlakiem. Wiem na poziomie rozumu, że nie wszystkie matki tak uzależniają swoje dzieci, że ta „prawda” nie jest prawdą globalną, nie jest żadną zasadą. Jednakże póki co uczucia takie są silne i po prostu akceptuję je i pozwalam im być.

Jak z dobrego domu wyjść z zaburzeniami?

Kiedy w końcu uwierzyłam (a zajęło mi to kilka dobrych miesięcy), że moje ciało niedomaga z powodu problemów psychicznych, trudno było mi zrozumieć, jak to możliwe, skoro wychowałam się w dobrej, normalnej rodzinie. W naszym domu nigdy nie było jawnej przemocy, ani nadużywania alkoholu, nie było bicia, ani biedy. To przecież ludzie z takich patologicznych rodzin powinni mieć problemy z psychiką, a nie ja. W końcu wszyscy się kochaliśmy, rodzice mnie przytulali, mówili, że kochają. A jednak objawy nerwicy mówiły same za siebie. Dlatego tak trudno było w ogóle spojrzeć na swoją rodzinę z boku. Tak trudno mi było dostrzec w moim idealnym domu jakiekolwiek wady.

I tak sobie wychodzimy ze szczęśliwych domów – wykształceni, przygotowani do pracy, grzeczni i ułożeni. Mamy plan na swoje życie – taki właśnie całkiem ułożony – studia, praca, awans, małżeństwo, dzieci i bezmyślnie go realizujemy, aż do dnia, kiedy ciało odmówi posłuszeństwa, albo nagle, zupełnie bez przyczyny, odechce nam się żyć…

Często zadaję sobie pytanie, czy kiedykolwiek uda nam się pojąc w pełni rozmiary samotności i opuszczenia, na które byliśmy skazani jako dzieci. Nie myślę tu o dzieciach, które w oczywisty sposób są zaniedbywane i dorastają, zdając sobie sprawę ze swojej niedoli. Ale istnieją ludzie, którzy trafiają na terapię wypełnieni obrazami szczęśliwego i otoczonego troskliwością dzieciństw. Ci pacjenci w dzieciństwie dysponowali wieloma możliwościami, byli utalentowani i rozwinęli później swoje zdolności, za które nierzadko ich chwalono i które stały się podstawą ich sukcesów. Większość już  pierwszym roku ukończyła trening czystości, a wielu z nich między drugim a piątym rokiem życia bardzo sprawnie pomagało opiekować się młodszym rodzeństwem.

Zgodnie z powszechnie panującymi przekonaniem tacy ludzie – duma swoich rodziców – powinni posiadać silne i stabilne poczucie własnej wartości. (..) W głębi stale czai się depresja, uczucie pustki, wyobcowania, bezsensu istnienia, która pojawia się gdy zabraknie narkotyku złudzenia wielkości, gdy nie są „na szczycie”, nie świecą najjaśniej na firmamencie sukcesu. Kiedy nagle dopada ich uczucie, że nie mogą sprostać idealnemu obrazowi siebie, pojawiają się lęk albo silne poczucie winy i wstydu

Krok po kroku w idealnym domu

Miller przedstawiła klimat takiego domu i przebieg całego procesu w kilku kluczowych punktach:

  1. Dziecko posiada wrodzoną potrzebę, aby od chwili narodzin traktować je z szacunkiem i powagą jako tę istotę, która w danym momencie jest.
  2. Tę istotę, którą w danym momencie jest oznacza: uczucia, wrażenia i ich przejawy, i to już od niemowlęctwa.
  3. W atmosferze szacunku i tolerancji dla swoich impulsów i uczuć, dziecko może w fazie oddzielania się zrezygnować z symbiozy z matką i z czasem rozwinąć psychiczną samodzielność.
  4. Aby umożliwić taki zdrowy rozwój, rodzice dziecka musieliby  dorastać w podobnym klimacie. Tacy rodzice mogą przekazać dziecku poczucie bezpieczeństwa i pewności, w którym rozwija się jego zaufanie.
  5. Rodzice, których dzieciństwo było pozbawione takiego klimatu mają niezaspokojoną podstawową potrzebę: przez całe życie poszukują tego, czego w odpowiednim czasie nie znaleźli w swoich rodzicach, istoty, która całkowicie otworzy się na nich, w pełni ich zrozumie i będzie poważnie traktować.
  1. Te poszukiwania skazane są na niepowodzenie, gdyż dotyczą sytuacji nieodwołalnie minionej, mianowicie okresu bezpośrednio po urodzeniu.
  2. Człowiek z niezaspokojoną i nieświadomą – z powodu wyparcia – potrzebą jest jednak uzależniony od przymusu zaspokojenia tej potrzeby za wszelką cenę za pomocą środków zastępczych – tak długo, aż nie pozna swojej wypartej historii życia.
  3. Takim środkiem zastępczym są niestety często własne dzieci. Noworodek jest w swym rozwoju całkowicie zdany na rodziców. A ponieważ jego istnienie zależy od ich życzliwości, zrobi wszystko, aby jej nie utracić. Od pierwszego dnia zmobilizuje wszystkie możliwości, jakimi dysponuje, tak jak młoda roślinka, która zwraca się ku słońcu, aby przeżyć.

Rodzice odnaleźli w fałszywym ja dziecka poszukiwane przez siebie potwierdzenie, namiastkę brakującego bezpieczeństwa, a dziecko, które nie mogło zbudować własnego poczucia bezpieczeństwa, staje się – najpierw świadomie, a później nieświadomie – zależne od rodziców.

Dziecko – automat z odbiornikiem uczuć rodziców

W wyniku tej operacji powstaje dziecko bardzo zaawansowane technologicznie bym powiedziała, nie dość, że układne to jeszcze z wbudowanym odbiornikiem uczuć i emocji tych istot, od których zależy jego przetrwanie. Jako dziecko z odbiornikiem świetnie odbiera, natomiast nie nadaje..

Dziecko takie wykazywało zdumiewającą zdolność do intuicyjnego, a więc również nieświadomego wyczuwania potrzeb matki lub obojga rodziców i odpowiadania na nie, to znaczy przyjmowania nieświadomie przeznaczonej mu funkcji.

Takie dzieci do perfekcji rozwinęły w sobie sztukę niedopuszczania do siebie uczuć; dziecko może ich doświadczać jedynie wówczas, kiedy w jego otoczeniu jest osoba, która akceptuje je wraz z jego uczuciami, rozumie je i chce mu towarzyszyć. Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli dziecko boi się, że może utracić miłość matki bądź kogoś, kto ją zastępuje, to nie może doświadczać tych najbardziej naturalnych reakcji emocjonalnych „dla samego siebie”, w samotności, lecz musi je wyprzeć. Pozostają one jednak zachowane jako informacje nagromadzone w ciele.

Człowiek bez tożsamości

Dziecko można wychować tak, że stanie się w końcu dokładnie takim, jakie chcemy. Można żądać od niego szacunku, oczekiwać, że będzie myślało i czuło to samo, co my, pławić się w jego miłości i podziwie, można poczuć się silnym w jego obecności, a jeśli ma się go dosyć, zostawić je obcym ludziom. Można też być w centrum zainteresowania, gdyś dziecięce oczy podążają za matką nieustannie.

Przystosowanie się do potrzeb rodziców prowadzi często do osobowości „jak gdyby” lub tego, co określane jest jako fałszywe ja. Człowiek wykształca w sobie postawę, dzięki której na zewnątrz pokazuje jedynie to, czego się od niego oczekuje,  i w końcu całkowicie się z tym stapia.

Nie może ufać własnym uczuciom, gdyż brak mu w tym doświadczenia, nie zna swoich prawdziwych potrzeb i jest w najwyższym stopniu obce dla siebie samego. W tej sytuacji nie potrafi oddzielić się od rodziców i również jako dorosły pozostaje zależy od potwierdzenia ze strony osób reprezentujących rodziców, takich jak partner, grupa, a przede wszystkim własne dzieci.

Szansa na odzyskanie siebie – budowa własnego domu

Naturalny proces terapeutyczny, gdy już się rozpoczął, stale posuwa się naprzód. Osoba cierpiąca zaczyna mówić o swoich uczuciach, traci swą potulność, lecz wciąż, na skutek doświadczeń z dzieciństwa, nie potrafi uwierzyć, że może to robić bez narażania swojej egzystencji. Jej dawne doświadczenia każą oczekiwać odrzucenia, obawiać się niechęci i kary, gdy się broni i walczy o swoje prawa, lecz wciąż na nowo doświadcza wyzwolenia, które przynosi podjęcie ryzyka.

A teraz jego prawdziwe uczucia stają się silniejsze od zasad dobrego wychowania. Na szczęście. Jednak na początku nie łatwo odkryć prawdziwe przyczyny wściekłości, gdyż kieruje się ona przeciw ludziom, którzy chcą nam pomóc, na przykład terapeucie i własnym dzieciom – a więc ludziom, którzy budzą w nas mało lęku, dzięki czemu łatwiej skierować na nich agresję, choć nie są jej przyczyną.

Im bardziej pozwalamy zaistnieć dawnym uczuciom, tym silniejsi i bardziej spójni się czujemy.

Tam, gdzie wcześniej odnaleźć można było jedynie przerażającą pustkę lub równie przerażające fantazje o własnej wspaniałości, nieoczekiwanie otwiera się bogactwo autentycznego życia. Nie jest to powrót do domu, gdyż ten dom nigdy nie istniał. Dorosły sam buduje sobie dom.

Zdrowe poczucie własnej wartości oznacza, w moim rozumieniu, niepodważalną pewność, że doznawane uczucia i potrzeby należą do własnego Ja…Właśnie w tym oczywistym i naturalnym dostępie do własnych uczuć i pragnień człowiek odnajduje swoją siłę i szacunek do siebie. Wolno mu być smutnym, zrozpaczonym lub bezradnym i nie obawiać się, że kogoś to wyprowadzi z równowagi. Wolno mu bać się, kiedy czuje się zagrożony, wolno odczuwać złość, kiedy nie może zaspokoić swoich pragnień.

Same piękne i przyjemne uczucia nie wystarczają, aby utrzymać nas przy życiu, by uczynić nasze istnienie głębokim, cennym i pełnym decydujących wglądów. Często to właśnie te niewygodne, nieprzystosowane uczucia, przed którymi najchętniej byśmy uciekli – niemoc, wstyd, zawiść, zazdrość, pomieszanie, wściekłość, smutek – mają dla życia decydujące znaczenie.

Bibliografia: Alice Miller, Dramat udanego dziecka, Wydawnictwo Media Rodzina, 2007 r.
Reklamy
Dodaj komentarz

1 komentarz

  1. Justynianus

     /  Lipiec 19, 2012

    Jest to bardzo udany scenariusz dla ludzi z nerwicą, jeśli ta objawi się znacznie w wieku dorosłym, w którym to człowiek ma ułożone życie, pracę, niezależność finansową i przyjaciół. Wówczas łatwiej sobie poradzić z nerwicą. Co ma zrobić człowiek, jeśli nerwica dopadła go już w bardzo młodym wieku, rujnując mu życie. Problemy w szkole, brak przyjaciół, znikome wsparcie w rodzinie, bo ta uważa, że jest leniem, i nic mu się nie chce. Człowiek zostaje sam ze swoim problemem. Pomoc psychologiczna w szkole to fikcja, to pogadanka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: