Gdy rozum siedzi na tronie

rozum i serce

Zauważyłam, że w rozwoju i podtrzymywaniu nerwicy ważną rolę odgrywa nadmierny racjonalizm. Rozumiem przez to nawykowe znajdywanie racjonalnych wyjaśnień i uzasadnień, które będą tak bardzo logiczne, że zupełnie zanegują jakże nielogiczny świat Twoich uczuć i serca. Ludzkie serce i emocje nie mają żadnych szans wobec silnego racjonalizmu, który zawsze w sposób wysoce intelektualny dowiedzie Ci, że „te emocje są pozbawione sensu”, „to co czujesz jest niewłaściwe”, „płacz nie ma sensu i jest niemęski”. Ten post jest zachętą, abyś przyjrzał się jaką rolę w Twoim życiu odgrywa rozum i czy przypadkiem jego wielka, pięknie wyglądająca pupa nie przykryła świata Twojego serca.

Żyjemy w świecie, w którym na świeczniku postawiono rozum i jego możliwość. Umiejętności intelektualne są wysoce cenioną wartością. Tymczasem nasze życie ukryte jest w sercu, a serce nie jest logiczne. Kiedy robimy coś z miłości, kierujemy się zupełnie inną logiką – wielką hojnością, pracą nawet bez zarobków, brakiem kalkulacji, czy nam się to opłaca. Rozum jest niezwykle ważny i sam w sobie nie jest wrogiem. Natomiast staje się nim, kiedy zajmuje naczelne miejsce w naszym życiu. Wtedy zaczynamy dokonywać chłodnych kalkulacji, postępujemy tak jak „się nam opłaca”, albo „wypada”, a emocje zaczynają nam przeszkadzać. Jednak człowiek szybko uczy się, jak je wypierać i ignorować.

Ignorując serce zaczynamy tracić siebie, aż pewnego dnia pojawia się wielce niepożądany atak paniki, który doszczętnie niweczy wszelkie racjonalne wysiłki, aby emocje były właściwe. Bardzo często kiedy dochodzi do pierwszego napadu paniki, jesteśmy tak zagubieni i przekonani, że nie ma to żadnego związku z naszym życiem psychicznym, bo już od dłuższego czasu zupełnie straciliśmy kontakt ze swoim wnętrzem, które nazwę tu sercem. Otóż objawy w ciele stają się ostatnim Twoim sprzymierzeńcem, który walczy o przywrócenie Twojego życia, Ciebie i robi to za wszelką cenę.

Osoby z nerwicą osiągnęły swego rodzaju doskonałość w lekceważeniu uczuć i intuicji oraz odczuć informacji płynących z ciała. Oczywiście proces ten zaczął się dość wcześnie, w dzieciństwie, kiedy w zależności od tego, czy nasza rodzina właściwie odzwierciedlała nasze emocje, uczymy się im ufać bądź nie i czerpiąc z nich informację właściwie reagować. Za każdym razem jednak podkreślam – nasi rodzice dali nam tyle ile sami dostali będąc dziećmi, więc jedyną drogą, aby zmienić ten bieg rzeczy, jest wejście na drogę poszukiwania siebie i pracy nad sobą.

O co właściwie chodzi?

Przesadny racjonalizm to dla mnie wszelkiego rodzaju nagminne sposoby używania rozumu prowadzące do lekceważenia emocji, informacji płynącej z ciała, a w efekcie własnych potrzeb. Przy racjonalizacji to rozum mówi nam, co powinniśmy czuć w danej chwili, albo że nasze uczucia są nieadekwatne i należy coś z nimi zrobić. Tymczasem właściwa kolejność powinna być odwrotna. Wpierw zdajemy sobie sprawę, że odczuwamy emocje w danej chwili i może są one nawet dla nas trudne, nieadekwatne według naszej oceny, jednak zamiast je usuwać i zamieniać na inne, stawiamy naszemu rozumowi pytanie: „czuję tak i tak, dlaczego tak czuję? Co mnie boli, czego się lękam, co mnie złości i dlaczego”? Czasem dojście do tego, o co nam właściwie chodzi, zajmuje trochę czasu, ale jest to właściwa droga.

Bardzo często mamy do czynienia z tym mechanizmem, kiedy ktoś nami manipuluje. Np. mężczyzna, który „niby przypadkiem” siedząc obok Ciebie w kinie dotknie Cię kilka razy. Ty czujesz, że Twoje ciało jest spięte, że coś jest nie tak, ale sytuacja jest jakby czysta i zaczynasz ignorować informację płynącą z ciała, bo przecież „nic się nie stało”, poza tym „jestem przewrażliwiona i przesadzam”. I w efekcie nie reagujesz. Innym przykładem są osoby manipulujące poprzez bierną agresję, gdy nie wyrażają jej wprost, a wręcz przeciwnie maskują ją uśmiechem i spokojnym tonem mówienia. Ty czujesz, że coś jest nie tak, ale przecież rozum mówi „nie no, przecież ona jest miła”. Ciało nie jest głupie i ma znacznie więcej możliwości rozpoznawania sytuacji niż nasz rozum.

Podobnie jest kiedy już jako dorośli ludzie powtarzamy sobie „to jest tak banalna sytuacja, a ja znów czuję się rozwalona, przesadzam i mam się wziąć w garść” i dalej ignorujemy to, co się z nami dzieje.

Emocje, które są w nas, kiedy się im przyjrzymy, mogą zaprowadzić nas do celu – do braku zaspokojonej potrzeby, przekroczenia przez innych naszej granicy, do tego, że czegoś po prostu nie chcemy, lub właśnie chcemy (chociaż to takie nielogiczne), do tego kim jesteśmy i o co nam właściwie chodzi. Zachęcam Was, abyście zdjęli z tronu rozum. Rozum jest ważny i jest potrzebny, ale kiedy wiedzie prym, wtedy to kim jesteś, twoje serce, emocje i potrzeby nie mają żadnych szans. Rozum powinien znaleźć się na swoim miejscu, a nasze serce na swoim.

Konsekwencje wykluczenia serca z naszego życia są zawsze poważne. Jedną z nich jest wykluczenie tej części z nas, która potrzebuje realizować się w sposób twórczy. Jako osoby dorosłe mamy to gdzieś w głowie, że rysowanie, tańczenie i inne tego typu działania generalnie nie mają sensu, jeśli na nich nie zarabiamy bądź nie jesteśmy w nich bardzo dobrzy. No bo po co robić coś, w czym nigdy nie będziemy bardzo dobrzy? I tak nasze rysowanie kończy się na szkole podstawowej. Wycinamy całą, jakże poważną przestrzeń nas samych, aby zająć się sprawami „ważnymi, które mają sens”: rozwojem kompetencji zawodowych i pracą zarobkową. Zaczynamy sobie tłumaczyć, że „już nie jesteśmy dziećmi i nie zajmujemy się głupotami”. Rozum mówi nam, że „to nie ma sensu i nie jest ważne”.

W taki sposób tracimy nie tylko część siebie i możliwość ekspresji siebie, ale także radość płynącą z tych działań oraz siłę, która jej towarzyszy. Ta radość i siła pozwala równoważyć smutek i brak sił, które powstają w wyniku wielu różnych trudnych okoliczności. Radość i siła pojawiają się zawsze wtedy, kiedy robimy coś naprawdę z serca, coś co jest dla nas osobiście ważne, co umożliwia nam wyrażanie naszej indywidualności, niepowtarzalności. Może zawsze chciałaś tańczyć, albo rysować, ale doszłaś do wniosku, że żadna z Ciebie baletnica, ani żaden malarz. Zachęcam Cię, wróć do tego. Czy robisz coś dla samego robienia? Tylko dlatego, że sprawia Ci to radość? Czy masz taką rzecz w swoim życiu?

Jak zdjąć racjonalizm z piedestału w swoim życiu?

  1. Być świadomym

Przede wszystkim trzeba zacząć od większej świadomości nas samych. Może większość życia funkcjonowaliśmy na autopilocie i nie wiemy nic o tym dokąd jedziemy, kto kieruje i gdzie właściwie my chcemy jechać. Świadomość wymaga większej uwagi skierowanej na emocje, odczucia, nasze prawdziwe motywy (po co coś robię, dlaczego, czy właściwie tego chcę) oraz potrzeby. Początkowo wydaje nam się, że nie ma odpowiedzi na te pytania – to jest najlepszy dowód na to, że niewiele wiemy o sobie samych. Ale powolutku nasza świadomość nas będzie się zwiększać.

2. Stawiać pytania

Pytania są kluczem do nas. Stawianie właściwych pytań i cierpliwe szukanie odpowiedzi zacznie nas prowadzić. Kluczowymi pytania odnośnie nas samych są np.:

  • Co lubię, czego nie lubię?
  • Co sprawia mi radość?
  • Jakie mam marzenia? Jeśli nie mam marzeń, to dlaczego?
  • Co jest dla mnie ważne? Co było ważne dla mojej rodziny? Czy to co jest ważne dla mnie faktycznie jest moje?
  • Czego chcę, czego pragnę?
  • Co czuję i o czym mnie to informuję?

Może kiedy czytasz te pytania myślisz sobie „głupoty, nie mam na to czasu”. Czy jesteś więc ważny sam dla siebie? Co wiesz o sobie? Gdzie podziało się Twoje serce? A może z Ciebie został już tylko Twój rozum, który mówi Ci „to się opłaca, a to się nie opłaca”. Życie bez serca staje się kieratem. Staje się gonitwą pozbawioną radości.

Początkowo będziemy się czuli niewygodnie. Jak w nowych, trochę przyciasnych butach. Przyglądajmy się jakie myśli pojawiają się w naszych głowach „to nie ma sensu, nie mam czasu na te bzdury”. Może warto zapytać się więc „co ma dla mnie sens?”. A potem, czy tak właśnie chce żyć?

Jeśli pojawi się myśl „inaczej się nie da” to od razu Ci mówię, da się, tylko pytanie jak. A może się „nie da” bo pojawia się jakiś lęk? A może „liczy się tylko praca”, bo tak było w mojej rodzinie?

Przyglądajcie się uważnie Waszym myślom. Zacznijcie przyglądać się Waszym emocjom? Pomyślcie nad tym, jaką rolę w Waszym życiu pełni rozum? A co myślicie o sercu?

    3. Szukać własnych wartości

Pytania o wartości są jednym z najważniejszych pytań, do którego trzeba wracać. W Internecie dostępnych jest wiele ćwiczeń, które mogą Wam pomóc określić Twoje wartości. Czy są to relacje, albo miłość, albo pieniądze, albo praca, podróże, piękno? Najlepiej określić kilka najistotniejszych wartości oraz sprawdzać, czy w naszym życiu faktycznie je realizujemy. Warto też zastanawiać się, czy wskazane przez nas wartości faktycznie są nasze, a może są to wartości naszej rodziny? Może to ojciec całe życie chciał, abyś osiągnął wielki sukces zawodowy, a Ty tak naprawdę chciałeś prowadzić proste życie na wsi? Jeśli będziesz pytał, Twoja świadomość i refleksja będzie wzrastać, a za nią pojawią się odpowiedzi.

Reklamy
Dodaj komentarz

9 komentarzy

  1. Lena

     /  Listopad 1, 2016

    Oh jakie to prawdziwe… W mojej obecnej sytuacji bardzo prawdziwe.

  2. Kasia

     /  Listopad 2, 2016

    Wspaniałe wyjaśnienie. Nic dodać nic ująć. Chciałam teraz na poziomie rozumu odpowiedzieć, ale nic z tego, serce wzięło górę. Bardzo dziękuję

  3. inżynier

     /  Listopad 4, 2016

    Witam :* bardzo się cieszę, że trafiłam na Twój blog daje mi to nadzieję, że to cholerstwo da się pokonać! Z nerwicą męczę się od 3 lat ostatnio mam gorszy czas ponieważ podjęłam pracę. Ciągły stres, nieustający niepokój w sytuacjach błahych niszczą mi życie. Wiem, że to tylko siedzi w mojej głowie i to wszystko jest nieracjonalnym myśleniem, ale w chwili silnego lęku ciężko racjonalnie do tego podejść. Pozdrawiam wszystkich, którzy zmagają się z tą chorobą

  4. kac

     /  Listopad 6, 2016

    Coraz bardziej jak psycholog…ale z tą przewagą że praktyk. W ciekawą stronę idziesz.

  5. Agnieszka

     /  Listopad 19, 2016

    Cieszę się, że odnalazłam tę stronę. Z nerwicą zmagam się od dawna; zawsze byłam bardzo emocjonalna, a ataki lęku pojawiły się na progu dojrzałości. Bywało lepiej, gorzej, był czas, kiedy zapominałam, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Trzy lata temu w wypadku zginął mój mąż, zostałam sama z 1,5- roczną córką- to był straszny czas, pomogły mi regularne wizyty u psychologa i wydawało się, że wyszłam na prostą. Niestety od kilku miesięcy czułam rosnące napięcie, źle spałam, ciągle byłam poirytowana, no i zaczęło się od nowa. Obawa o przyszłość, czy zdołam utrzymać siebie i córkę, czy daje jej wszystko, czego potrzebuje, poczucie osamotnienia, bo jednak w ostatnim czasie wpadłam w schemat praca- dom- natłok myśli. Najgorsze jest, kiedy łapie mnie to w pracy- wracam wyczerpana. Ale dziś to było już apogeum. Zawsze staram się tłumaczyć sobie, że to tylko mój umysł, tyle, że dziś nie zadziałało zupełnie. Poszłam z córką na spacer i w pewnym momencie poczułam, że kręci mi się w głowie, serce przyspieszyło, czułam, jakby chodnik pod nogami zaczął falować. Chciałam zawrócić, ale stwierdziłam, że zaraz przejdzie- idziemy dalej. Skończyło się na tym , że ledwo dotarłam do samochodu, ostatni odcinek prawie biegłam, a mała za mną za rękę, miałam wrażenie, że wszystko się rozmywa, a podłoże chwieje na boki. W domu po dłuższej chwili wszystko wróciło do normy, ale mam tak cholerne wyrzuty sumienia, że „przegoniłam” malucha, który ledwie za mną nadążał, bo nie umiem nad tym zapanować.
    Przed chwilą przeczytałam o medytacji wyciszenia- to moja ostatnia deska ratunku, nie chcę, by to przejmowało nade mną kontrolę i uniemożliwiało mi cieszenie się życiem.

  6. Bacha

     /  Grudzień 21, 2016

    Do Agnieszki
    Spróbuj mindfullness. Nie wiem na ile jest to rozwiniete w Polsce – ja mieszkam w UK i jest tu sporo informacji i stron z dostepem do technik relaksacyjnych i do informacji. Ja też mam problemy z nerwicą i doskonale wiem przez co przechodzisz. Mi mindfulness bardzo pomaga. Wiem że w momencie biegnięcia myśli – trzeba to po prostu zaakceptować – to Twój mózg jest przemęczony wieczną analizą, rozmyślaniem, zamartwianiem się. Za tym bardzo często jest po prostu ukryty lęk. Ja w takich sytuacjach pozwalam aby mój mózg po prostu sobie brzęczał w tle a ja dalej robię swoje. A i co ważne staraj się w takich sytuacjach podejśc do siebie z miłością, czułością i zrozumieniem. To samo dotyczy się innych objawów somatycznych. Trzeba to po prostu zaakceptować (to Twój mózg po raz kolejny daje Ci sygnał że jesteś dla siebie zbyt krytyczna, surowa lub po prostu nie pozwalasz sobie na jakieś uczucia – np. na lęk. Ja sobie nigdy na niego nie pozwalałam, zawsze z nim walczyłam i to był mój błąd. Tak naprawdę należy sobie na niego pozwolić, jest on normalną częścia naszego życia. W momencie gdy go zaakceptujesz – z czasem zaczniesz zauważać iskierkę nadziei i siłe w sobie). Zyczę Ci powodzenia i z tego co piszesz to masz raczej sporo powodów do bycia dumną z siebie niż żeby jeszcze bardziej siebie linczować…
    Acha co do przyspieszenia – też to mam. To efekt uboczny lęku. Ja w takiej i innych sytuacjach paniki, lęku: 1.rozpoznaję to co się ze mną dzieje, zwalniam (nawet jeśli Twój mózg każe Ci biegnąć, Ty tego wcale nie musisz słuchać), 2.pozwalam na to, akceptuję to, 3. analizuję to z czułością, miłością do siebie (np. co mi ta dana sytuacja chce powiedzieć – np. że jestem zbyt surowa dla siebie, albo znowu nie czuję się wystarczająco dobra, bezwartościowa itp)., 4. nie identyfikuję się z tym co się ze mną dzieje, zezwalam na to. I co ważne wtedy bardzo często nasze serce dochodzi do głosu – jest ważne żeby się w to wsłuchać – to w takich momentach nasze prawdziwe „ja” się odzywa, to kim tak naprawde jesteśmy. Wiem że to brzmi absurdalnie, ale z czasem staje się to coraz łatwiejsze i coraz bardziej odkryjesz siebie. Tylko trzeba na to czasu, może nawet tygodni, miesięcy. To są tylko podstawy mindfulness, jest tego sporo więcej. Medytacja mindfulness naprawdę uczy akceptacji tego co się dzieje w danej chwili i skupianiu się na tu i teraz. Na dostrzeganiu bieżącego momentu, na pięknie danego momentu. Życzę Ci powodzenia. Szukaj informacji po internecie a na pewno coś znajdziesz dla siebie.

  7. Bardzo fajnie piszesz. Zgadzamy się z każdym słowem. Dzisiejsze czasy są czasami rozumu. Ludzie boją się okazywać uczucia innym, a nawet sami przed sobą przyznawać, że je czują. Ciągle udają, zakładają maski wyluzowanych, uśmiechniętych, szczęśliwych osób, które niczym się nie przejmują. Okłamują w ten sposób nie tylko innych, ale także siebie. A potem cierpią, boją się, chorują na depresję czy nerwicę, popełniają samobójstwa, bo czują, że czegoś im brakuje, ale sami nie wiedzą czego. A przecież wystarczy słuchać głosu serca i odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania, odnaleźć siebie samego.
    Zapraszamy do nas Niedawno pisałyśmy o nerwicy, może Cię zainteresuje.

  8. Bardzo madry i ciekawy teskt. Zgadzam się w 100%.

  9. hmm.. ciekawy temat poruszyl .. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: