Historia rodziny Bieńkowskich – One Life to Give

Jest to historia niezwykła. Naznaczona ogromnym cierpieniem. Jakkolwiek bym ją opisała, nie odda to rzeczywistości, której musiała doświadczyć rodzina Bieńkowskich. Ta historia dała mi wbrew pozorom wiele nadziei. Podobnie jak życie Pani Janiny. Chciałabym zachować pamięć o tych niezwykłych ludziach. Historia ta została spisana w książce Radykalna wdzięczność (oryg. Radical Gratitude).

Jest to historia rodziny Bieńkowskich:

Władysław Bieńkowski i jego żona (dziadkowie)

Zofia i Wincenty Bieńkowski (rodzice)

Andrzej i Jurek Bieńkowski (dzieci, Andrzej autor książki)

Deportacja na Syberię

W 1939 roku Lwów został przejęty przez rząd sowiecki. Stalin rozkazał deportować ponad milion polskich obywateli na Syberię. Pewnej jesiennej nocy żołnierze weszli do mieszkania i dali rodzinie – babci, dziadkowi, matce i dwóm małym chłopcom 10 minut na spakowanie się i opuszczenie mieszkania. Każdy z dorosłych mógł zabrać ze sobą tylko jedną walizkę. Rodzinę przewieziono samochodem wojskowym i załadowano do zatłoczonego bydlęcego wagonu.

Podróż w wagonie trwała 3 tygodnie, bez ogrzewania, bez jedzenia i wody, bez światła, bez możliwości wyjścia na zewnątrz. Było ciasno i zimno. Wielu ludzi zmarło w trakcie podróży, podczas postoju wywlekano ich na zewnątrz. Ludzie zachowywali się różnie, jedni próbowali żartować, inni wpadali w panikę, płakali się i modlili, jeszcze inni zamykali się w sobie.

Któregoś dnia pociąg się zatrzymał i kazano rodzinie wysiąść. Wokół była tylko pustynia zimna, w oddali syberyjska wieś – składająca się nie z domów, jakie zwykli jesteśmy widzieć, ale z glinianych lepianek. Rodzina weszła do lepianki z klepiskiem, teraz to był ich nowy dom. Nie byli witani z radością. Dla mieszkańców stanowili konkurencję względem ograniczonego jedzenia, do tego byli wrogami systemu. Mieszkańcy mogli z nimi zrobić co chcieli. Tutaj nie były potrzebne ogrodzenia, śmierć czaiła się wszędzie, a poza terenem wsi była oczywista. Nie tylko ludzie byli głodni. Głodowały także wilki. W poszukiwaniu pożywienia podchodziły do lepianek, a te najgłodniejsze próbowały dostać się do środka.

Poświęcenie dziadka

W takich warunkach dziadek podjął być może najtrudniejszą w życiu decyzję o zaprzestaniu jedzenia. Życzeniem Władysława było także, aby pochowano go nago, a ubranie sprzedano, tak aby można było za nie zdobyć trochę jedzenia. Mimo protestów żony i córki, Władysław kontynuował swój zamiar. Głęboko wierzył, że tylko w ten sposób może zwiększyć ich szanse na przeżycie.

Kiedy nadszedł dzień śmierci kobiety i dzieci owinęły ciało i wyniosły je poza wieś. Ziemia była skuta lodem, nie było więc możliwości wykopania dołu. Nazbierali więc kamieni i na ile się dało, przykryli ciało. To był bardzo trudny pogrzeb, nie tylko ze względu na zimno i wycieńczenie, ale przede wszystkim na prośbę dziadka, żeby pochować go nago. Jedyne co można dać drugiemu człowiekowi w tej ostatniej chwili, to godny pochówek, którego tutaj nie można było zorganizować. Kobiety zbyt dobrze zdawały sobie sprawę także z tego, że najważniejszym celem ofiary dziadka było ich przetrwanie i muszą zrobić wszystko, aby tak się stało.

Którejś nocy babci przyśnił się dziadek. We śnie przypomniał jej pewne oddalone od wsi miejsce, gdzie latem zbierali poziomki. Poprosił, aby się tam wybrała i odeszła od tego miejsca 500 kroków na południe. Kiedy kobieta się obudziła, wydawało jej się, że zaczyna majaczyć, że to nie może być prawdziwe. Jednakże babcia obudziła jednego z chłopców i poszli razem, zanim wzeszło słońce. Kiedy doszli kobieta odwróciła się w kierunku południowym i zaczęła odliczać po polsku kroki, aż w oddali zauważyła, że coś leżało na ziemi. Był to cielak z pobliskiej hodowli, zabity przez wilki, ale co dziwne, nie zjedzony. Cielak był jeszcze ciepły. Kobieta zrozumiała, że tą informację naprawdę przekazał jej mąż, że wciąż im pomaga. To była bardzo wzruszająca chwila.

Kilka tygodni po tym wydarzeniu zmieniła się pogoda. Wciąż było zimno, jednakże temperatura była wyższa od zera. Babcia chciała wrócić na grób, żeby wykopać większy dół.

Kiedy rodzina dotarła na miejsce zastała przerażający widok. Oto zwłoki ukochanego dziadka, męża i ojca były porozrzucane dookoła grobu i rozczłonkowane. To wygłodzone wilki wywęszyły szczątki. W tej dramatycznej chwili babcia przypomniała sobie ostatnie wydarzenie. I zrozumiała, że jej mąż poświęcił się dla nich po raz kolejny. Trudno doszukiwać się tu racjonalności, ale wszystko wskazywało na to, że wilki nie pożarły cielaka, a w zamian pożywiły się ciałem Władysława. Było to bardzo dziwne. Nie było to bowiem zachowanie typowe dla wilków. Bez wątpienia zdarzyło się coś niezwykłego, chociaż w tak okrutny dla nich sposób.

Obierki i święte życie

Córka Zosia – matka dwóch chłopców pracowała wpierw przy wyrabianiu gliny na budowę lepianek, zaś potem doglądała krów w sowchozie. Za tę pracę otrzymywała bochenek chleba na tydzień.

Po różnych dniach głodu zdarzały się także cuda, które pozwalały żyć. Wymagały jednak porzucenia dumy i wstrętu. Wymagały wytrwałości i doceniania ich. Takim wydarzeniem był dzień, w którym jedna Rosjanka zaproponowała Zosi, że „zapomni” o nakarmieniu części świń i zostawi dla nich karmę przy oborze. Były to obierki i ziarno, z którym można było przygotować coś na wygląd strawy. Dla kobiety, która znała 3 języki, miała wyższe wykształcenie było to trudne. Ale kobieta ta wiedziała już zbyt dobrze, że najważniejsze jest ich przetrwanie.

Takie zachowanie ze strony Rosjanki było dość wyjątkowe. Na co dzień raczej spotykali się z zawiścią i nieprzyjemnościami ze strony mieszkańców wsi.

Drugim cudem, który zdarzył się pod koniec wycieńczającej zimy w 1941 roku był kolejny sen babci. Babci ponownie przyśnił się jej mąż Władysław. We śnie prosił, aby wysłać córkę Zosię do odległej o kilka kilometrów wsi. Tym razem babcia także spróbowała zaufać.

Kiedy Zosia dostała się w końcu do wsi spotkała starszą kobietę, która dźwigała na głowie ogromny worek mąki. Kiedy kobieta zobaczyła Zosię, zaczęła narzekać na mąkę, że ma dużo wołków zbożowych. Było to dość dziwne narzekanie, ponieważ nikt na Syberii nie gardził taką mąką. Jednakże kobieta stwierdziła, że nie będzie miała z niej pożytku i oddała ją Zosi. Tego wieczory wszyscy mieli serca pełne wdzięczności dla kochanego dziadka. Ku zdziwieniu wszystkich po otwarciu mąki okazało się, że mąka była bardzo dobra i czysta.

Sierpień był miesiącem zbiorów ziemniaków. Zebrane w workach czekały na załadowanie do pociągu i wywiezienie. Ziemniaki, które zostały pominięte, lub były marnej jakości, zostały na polu. Prawo zabraniało jednak ich zebrania, za co groziła śmierć. Przed świtem, w ciemnym ubraniu, babcia szła na pole, aby zdobyć trochę jedzenia. Każde wyjście było ryzykiem.

Jak tam dziś Wasz Bóg?

Któregoś dnia, jak to zdarzało się często wcześniej, do ich lepianki wszedł bez pukania Fendrik, sowiecki żołnierz. Chwiejąc się na nogach podszedł do babci i z drwiną zapytał „Jak tam dziś Wasz Bóg”? Wyznawanie religii było niedozwolone, ale Fendrik wiedział, że babcia się codzienne modli. Jeszcze przed zsyłką miał do swojej dyspozycji majątek rodziny i wiedział, że jest to rodzina wierząca. Żołnierz wyśmiewał wiarę i Boga, oraz naiwność rodziny w oczekiwaniu na cud powrotu. Jednakże babcia odpowiedziała „I tak będę prosić Boga i powrót na naszą ziemię”. Żołnierz zareagował błyskawicznie, wściekł się, a następnie przystawił do skroni babci lufę pistoletu krzycząc „módl się teraz do swego Boga o pomoc, albo niedługo się  z nim spotkasz”. Babcia zaczęła się modlić na głos „Ojcze nasz..”, a żołnierz odbezpieczył broń. Babcia wyszeptała „Ojcze niebieski, proszę, pobłogosław Fendrika. Dzisiaj i każdego dnia błagam Cię, okaż mu uzdrawiającą moc swojej miłości. On chce być porządnym człowiekiem. Okaż mu swoją miłość i wskaż dobrą drogę.”

Żołnierz wziął pistolet i bez słowa odwrócił się wyszedł.

Fendrik wielokrotnie proponował Zosi małżeństwo. Była to częsta praktyka, że przywiezione bez mężów Polki, aby ratować swoje dzieci lub siebie, zawierały małżeństwa z sowieckimi żołnierzami. Niewątpliwie była to dramatyczna decyzja. Zosia jednak zawsze wierzyła, że kiedyś wróci, że spotka się znów ze swoim mężem. Mimo, że taka decyzja zmieniłaby ich sytuację, nie zdecydowała się nigdy na ten krok. Chociaż nie zawsze była pewna tej decyzji.

Miłość silniejsza…

Któregoś dnia komisarz zwolnił Zofię z obowiązku pracy przy krowach i zapowiedział, że czeka ich przeniesienie do innego miejsca. Był to powód do niepokoju, nikt bowiem nie wiedział, jaki miał być tego powód, ani do jakiego miejsca zostaną przeniesieni. W noc poprzedzającą wyprowadzkę zjawiła się u nich Maria – Rosjanka, z którą Zofia pracowała przy krowach. Przyniosła ukrytą w fałdach spódnicy serwatkę, którą zazwyczaj dodawała do karmy dla świń. Oczywiście taki czyn był zakazany. Rosjanka ryzykując życie okazała im niebywałą dobroć.

Wiosną, 1942 roku armia hitlerowska wkroczyła do Rosji. Stalin zagrożony przegraniem wojny szukał pomocy na Zachodzie. Pod naciskiem aliantów i rządu polskiego na uchodźctwie zgodził się na uwolnienie przetrzymywanych w Związku Radzieckim oddziałów wojsk polskich. Alianci potrzebowali teraz każdego zdrowego mężczyzny, aby zaprząc go do walki z nazizmem. Takim żołnierzem był także Wincenty Bieńkowski. Kiedy został uwolniony ruszył z brytyjskim transportem na Syberię. Pragnął odnaleźć rodzinę, choć wiedział, że potrzebny jest mu cud. Jedynym przewodnikiem była linia kolejowa, którą niegdyś byli wywożeni „wrogowie systemu”. Zatrzymywał się w każdej wiosce, która znajdowała się na trasie linii, bądź w okolicy. Po trzech miesiącach poszukiwań, jedna z mieszkanek wioski rozpoznała babcię na fotografii. To właśnie w jej wsi mieszkała wcześniej rodzina Bieńkowskich, teraz jednak nie wiedziała dokąd zostali przeniesieni. Wskazała tylko kierunek, w którym odjechali. W tym też kierunku ruszył Wincenty.

Będąc w jednej z napotkanych wiosek zobaczył kobietę zamiatającą podwórko. Podszedł do niej i zaczął dopytywać, czy wie coś o losach polskiej rodziny.

To była jego żona – Zofia..

Co było dalej?

Rodzina Bieńkowskich spędziła rok w irańskim obozie przejściowym dla Polaków. Następnie przeniosła się do Palestyny, gdzie Wincenty służył w wojsku brytyjskim. W 1947 roku przenieśli się do Anglii, a w 1948 roku, dzięki wsparciu rządu brytyjskiego, wyemigrowali do Stanów i zamieszkali w Nowym Jorku.

Babcia wróciła do Polski pod koniec lat pięćdziesiątych. Zmarła w Polsce 3 lata później.

Zosia bardzo długo chorowała na tyfus. Zmarła w 1951 roku w wieku 37 lat.

Wincenty Bieńkowski zmarł w 1963 roku w swoim domu w Schenectady.

Andrzej – podczas podróży do irańskiego obozu uchodźców bardzo ciężko zachorował. Jego wycieńczony organizm nie radził sobie z chorobą. Przez kilka dni był umierający. Którejś nocy przyśnił się mu dziadek. Powiedział, że jeśli się położy i odpocznie to wyzdrowieje. Kiedy dorósł został terapeutą i pomógł wielu ludziom. Kiedy pisał tą książkę miał 73 lata.

Młodszy brak – Jurek – został ojcem i mężem, oraz profesorem astrofizyki w Princeton University.  Miał swój udział w pracach projektorskich pierwszych pojazdów kosmicznych. Zginął w kwiecie wieku, potrącony przez samochód.

 Warto odwiedzić: http://www.onelifetogive.net/

Historia została spisana na podstawie książki Radykalna wdzięczność, Andrew Bienkowski, Mary Akers, Wyd. Medium, Warszawa 2009

Reklamy
Dodaj komentarz

1 komentarz

  1. ania

     /  Styczeń 6, 2012

    Oglądałam kiedyś film o tej rodzinie, i był tam wywiad z tym człowiekiem. To było rzeczywiście szokujące.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: