Inne spojrzenie na egocentryzm w nerwicy

Nie mam wątpliwości, że przebywanie w towarzystwie osoby z nerwicą na dłuższą metę jest bardzo trudne i męczące. Już nawet sam prof. Kępiński pisał:

Cechą charakterystyczną dla osób chorych na nerwicę jest ich przekonanie, że nie ma ludzi bardziej nieszczęśliwych i chorych niż oni. (..) Człowieka zdrowego irytuje, że ktoś (chory na nerwicę – przyp. autora) podkreśla swoją „inność”, zajmując się tylko sobą, gdy on sam musi z własnej  „inności” rezygnować. Stąd biorą się rady dawane chorym na nerwicę, w rodzaju: „trzeba się wziąć w garść”, „każdy człowiek ma swoje zmartwienia”, „nie trzeba tylko myśleć o sobie” itp.

I faktycznie tak jest. Jednakże..

Zawsze kiedy czytałam książki pisane przez lekarzy, irytował mnie sposób, w jaki pisali o egocentryzmie osób chorych na nerwicę. Wielokrotnie analizowano w publikacjach naturę tego egocentryzmu, rolę w procesie rozwoju, irytację jaką wywołuje. Odnosiłam wrażenie, że spojrzenie na osoby z nerwicą jest nacechowane dość negatywnie, także poprzez nieszczęsny egocentryzm. Zgadzam się z tym, że wszelka pomoc i przebywanie z osobami nerwicowymi jest trudne i wymaga wielkiej cierpliwości, której chyba żaden normalny człowiek nie może z siebie wykrzesać bez towarzyszących temu emocji irytacji i złości, dopatruję się jednak w owym egocentryzmie czegoś głębszego – jakiejś głębszej roli i funkcji, niż tylko irytowania wszystkich wokół.

Nie będę pretendować do bycia mądrzejszą od profesora, którego dorobek bardzo sobie cenię, jednakże pozwolę sobie na pewną drobną polemikę.

W Psychopatologii nerwic prof. Kępiński pisze:

Każda choroba łączy się z pewną regresją do dziecięcego egocentryzmu. W nerwicy jednak egocentryzm znacznie wykracza poza te granice. Chory somatycznie nigdy nie jest tak skoncentrowany na swoim cierpieniu, jak chory z nerwicą, i nie czuje się tak nieszczęśliwy, jak on. (..)W egocentryzmie nerwicowym jest wyraźna pretensja w stosunku do otoczenia – „nikt mnie nie rozumie”, „nikt nie chce mi pomóc”.

Czy jednak można się temu dziwić? W przypadku chorób somatycznych można liczyć na jedną z najważniejszych form wsparcia społecznego – na ZROZUMIENIE. Aby dać komuś zrozumienie nie trzeba samemu doświadczyć bólu złamanej nogi, bądź bólu woreczka żółciowego, ale na bazie własnych doświadczeń można sobie to wyobrazić. Można także wnioskować jakie konsekwencje dla cierpiącego, bądź jego rodziny, przyniesie dana choroba. Takie osoby otrzymują konkretne wsparcie medyczne – leki, bądź operację, oraz wsparcie społeczne. Takie warunki sprawiają, że dana osoba może funkcjonować ze swoją chorobą, może przeżyć ból, cierpienie, lęk, ponieważ ma stworzone warunki, które umożliwiają jej pełne przeżycie choroby.

A jak wygląda sytuacja osoby z nerwicą? Przede wszystkim dzieją się dziwne rzeczy z jej ciałem. Często zawodzi, serce bije szybko, słabnie, mdleje i wszystkie te objawy dzieją się naprawdę. Można je wykazać na EKG, można wykazać w innych badaniach. Mimo, że ciało zachowuje się dziwnie, nienaturalnie, lekarze nic nie znajdują, nie są w stanie pomóc i w krótkim czasie pojawia się ich irytacja, a czasem nawet pogarda. Po pierwszym wstrząsie także rodzina, słysząc, że to tylko nerwy, zaczyna doświadczać tej irytacji i kończy się zrozumienie. Jaki jest tego efekt? Nerwicowiec zostaje z problemem sam. Nikt FAKTYCZNIE nie jest w stanie mu pomóc. Nikt też FAKTYCZNIE nie zrozumie tego co on czuje, ani co się z nim dzieje. NIE MA stworzonych warunków do przeżycia lęku, obaw o swoje życie, a z czasem przyjęcia tych dziwnych objawów, ponieważ nikt na to mu nie pozwala. A ciało nadal zachowuje się dziwnie. Objawy nadal postępują i dochodzi do tego niesamowicie silne przekonanie o bliskości śmierci – silny lęk. Jednak osoba przeżywająca to nie ma wsparcia – ponieważ NIKT nie jest w stanie dać jej ZROZUMIENIA, a przez to UPRAWOMOCNIENIA przeżywanego cierpienia. Tak jest i nic tego nie zmieni. Nie chodzi mi bowiem o to, żeby teraz pisać „bo to wina innych, albo inni powinni..”, chodzi mi tylko o spojrzenie na ten egocentryzm z innej strony.

Czy więc można się dziwić, że w takich realiach pojawia się egocentryzm?

Nie na tym chcę jednak zakończyć swoje rozważania. Wydaje mi się, że egocentryzm pełni znacznie większą rolę, niż się powszechnie wydaje.

W podręcznikach egocentryzm w nerwicy jest postrzegany jako niechciany objaw zaburzeń nerwicowych. Ja jednak odnoszę wrażenie, że egocentryzm jest jednym z automatycznych odpowiedzi organizmu, mających ułatwić odzyskanie równowagi przez człowieka. Jest to mechanizm, który uruchamia się samoczynnie i ma właśnie prowadzić do skoncentrowania się na sobie, do wyłączenia się na jakiś czas ze świata, z typowej dla zdrowej osoby równowagi między „dawaniem” i „braniem”. Zauważyłam, że wiele takich mechanizmów pojawia się wraz z wybuchem nerwicy (ale o tym napiszę innym razem).

Profesor pisze:

Egocentryzm jest właśnie wyrazem zaburzonego stosunku do samego siebie.

A ja bym powiedziała  – nerwica jest efektem zaburzonego stosunku do samego siebie, a egocentryzm, jako następstwo nerwicy, stanowi raczej mechanizm skłaniający jednostkę do powrotu do siebie. Nerwica jest właśnie czasem, kiedy konieczny jest powrót do siebie, odnalezienie siebie. Trzeba często przekopać się przez grube pokłady wizji innych osób względem nas, pragnień innych ludzi, które wzięliśmy za swoje, zdrad siebie samego, których dokonaliśmy chcąc zasłużyć na miłość. I egocentryzm może nam w tym pomóc.

Odnalezienie samego siebie i pójście własną drogą w życiu uwalnia od nerwicy. A także sprawia, że egocentryzm naturalnie odchodzi. Jak odstawiony lek, który już nie jest potrzebny.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że egocentryzm jest bardzo trudny do zniesienia dla osób, które są w otoczeniu nerwicowca. Niewątpliwie trudne jest także wyłapanie granic, kiedy można odpuścić chorej osobie, a kiedy powinno się ostro wymagać. Rodzinie może w tym pomóc terapeuta, który powie, w jaki sposób podejść do takiej osoby, jak ją wspierać, a w jakim zakresie od niej wymagać. Wsparcie ze strony rodziny jest jednak często znacznie bardziej skomplikowaną sprawą. Pomijając przypadki, kiedy nerwica jest efektem przeciążenia z powodu trudnych wydarzeń życiowych, często miały wpływ na jej powstanie różne nieprawidłowe mechanizmy rodzinne. I nie chodzi tu koniecznie o jawną patologię w rodzinie, ale raczej o mniej lub bardziej służące człowiekowi sposoby funkcjonowania w rodzinie. Często kiedy jedna osoba zaczyna pracować nad sobą, system ulega degradacji i następuje eskalacja problemów. W takich sytuacjach rodzina nie jest w stanie dać wsparcia osobie z nerwicą i takich przypadków jest najwięcej. Ale jednocześnie – znów, nie bez powodu, cały ten proces może właśnie wesprzeć zmiany w nerwicowcu (o tym szerzej także innym razem).

Oczywiście, może być tak, że osoba nie podejmie się pracy nad sobą, koniecznej do wyjścia z nerwicy i może wspierana lekami, lub zrezygnowaną rodziną, będzie trwała przez lata w stanie podtrzymujących nerwicę. W takiej sytuacji egocentryzm, jako stały towarzysz tego etapu, nie będzie przynosił „dobrych owoców”. Nie jest to jednak wynik tego, że egocentryzm sam w sobie jest „zły”.

Bibliografia: Psychopatologia nerwic, Antoni Kępiński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002 r.
Reklamy
Dodaj komentarz

8 komentarzy

  1. Marina

     /  Luty 14, 2014

    Poznałam fajnego faceta, z którym – być może – uda mi się stworzyć głębszą relację. To początek znajomości, ale otworzył się na tyle, że opowiedział o swoich stanach nerwicy. To dla mnie nowość, nic na ten temat nie wiem. Trafiłam tutaj, żeby zobaczyć „z czym to się je”, jak reagować i co ogólnie o tym wszystkim myśleć. Dziękuję za pomoc.

  2. cornelia

     /  Kwiecień 21, 2014

    Super post! Widze i doswiadczam to tak samo. Mam duze szczescie ze mam bardzo kochajacego i wyrozumialego meza, ktory naprawde dostosowal sie do moich potrzeb i wlasnie przez to doswiadczam zdrowiena (chociaz trwa to ju 4 lata).
    Lekarze i terapeuci to tak troche jak osoby odwiedzajace obcy kraj – obserwuja, badaja zwyczaje, nawyki … a osoba ktora ma nerwice to jak obywatel tego „kraju” – i na tym polega roznica. Nikt z zewnatrz nie jest stanie czuc tego co czuje ten kto mieszka w danym „kraju” na codzien.

  3. Zielona

     /  Kwiecień 24, 2015

    Wydaje się, że cytowany przez Ciebie profesor nie miał nigdy nerwicy lękowej (jak u mnie) ani żadnej innej. Wręcz mnie oburzyło jego spojrzenie na tą chorobę i egocentryzm będący jej skutkiem 😉 Osobiście nigdy nie uważałam, że jestem tą najbardziej cierpiącą, wręcz czułam wstyd ze względu na swoje irracjonalne lęki, kiedy inne osoby chorują na nieuleczalne przypadłości jak AIDS, rak, autyzm i inne. Ukrywałam swoją przypadłość przed ludźmi, unikałam ich i czasami prawda: po prostu ich nie lubiłam, obwiniałam ich, ale jedynie o brak zrozumienia. Tak jak mówisz, egocentryzm wynikał jedynie z braku wsparcia społecznego, braku zrozumienia i uprawomocnienia do cierpienia. W zasadzie jestem samoukiem od ok. 5 lat i z nerwicą oraz fobią społeczną radziłam sobie sama i dalej to robię, aczkolwiek moje napady lęku są już bardzo, bardzo rzadkie 🙂 choć ostatnio się takowy zdarzył w miejscu publicznym, którego nie mogłam opuścić i teraz szukam informacji jak przekonać partnera, żeby zaakceptował i zrozumiał, że coś takiego jak lęki istnieje… niestety nie jest tak wyrozumiały jak mąż Cornelii lub chętny do nauki jak Marina 😦 Ale po tych pięciu latach walki jestem już na tyle silna, że wybieram się w to miejsce ponownie (po miesiącu ;)), bo inaczej będę go unikać do końca życia, taka moja strategia oswajania lęków. Będzie co będzie, ale na pewno stanę się silniejsza. A artykuł jest prześwietny! Książki i publikacje na temat chorób psychicznych powinny być pisane z pomocą osób, które te choroby przeżyły i przeżywają.

  4. Anonim

     /  Grudzień 13, 2015

    A ja mam męża który właśnie taki jest. Bierze leki, psychoterapii nie chce podjąć. Dokładnie jest tak jak autor pisze. Egocentryzm jest wykorzystywany do usprawiedliwiania własnej bierności. A gdy naciskam to reakcja jest taka, że nikt bardziej nie cierpi od niego. A ja gdzie w tym jestem? Od lat nigdzie razem nie wychodzimy, z nikim się nie spotykamy, kompletna izolacja. Brak perspektyw, bo mąż nie pracuje, renty nie załatwia. Tylko wciąż dawać: zrozumienie, cierpliwość, spokój, a poprawy wciąż brak.

  5. Anonim

     /  Grudzień 13, 2015

    Ciekawe przemyślenia

  6. Anonim, bardzo mi przykro z tego powodu. Zrozumienie jest kluczowe, ale jeśli mąż nie podejmuje żadnej absolutnie walki o siebie, to zupełnie zrozumiałe jest, że trudno to tolerować. Egocentryzm, o którym piszę, nie usprawiedliwia takich zachowań. Z własnego doświadczenia widzę, że musi nam zacząć na czymkolwiek zależeć, żebyśmy zaczęli walczyć. W Twoim przypadku nawet bym zaryzykowała, żebyś zaczęła wyrażać swój brak akceptacji dla takiego zachowania, jeśli Twój mąż nie chce zacząć walczyć o siebie. To niestety jak z depresją. On musi zrozumieć, że jeśli nie zacznie walczyć o siebie to zacznie tracić różne rzeczy w swoim życiu, w tym także Ciebie. Zacznij wyrażać, że rozumiesz jego cierpienie, ale nie będziesz tolerować, aby było to usprawiedliwieniem jego bierności.

  7. mąż

     /  Marzec 6, 2017

    a ja na prawdę nie wiem jak pomóc żonie leków nie bierze do psychologa nie chce Karzda z waszych opini jes trafna ale tylko w częsci

  8. Marina

     /  Kwiecień 4, 2017

    Od pierwszego wpisu tutaj minęły ponad trzy lata. Przez ten czas z partnerem zbudowaliśmy naprawdę świetny związek. Z nikim innym wcześniej nie byłam taka szczęśliwa, mamy plany na przyszłość i wierzę, że będziemy ze sobą baaaaaaaaaaardzo długo.
    Przez te czas wielokrotnie złapałam się na myśli, że jestem wdzięczna za nerwicę partnera – być może to brzmi dziwnie, ale tak jest naprawdę. Sądzę, że gdyby nie choroba, to byłby całkiem inny człowiek, a chcę być z nim takim jakim jest, bo jest dla mnie najlepszy na świecie. Oczywiście to nie znaczy, że nie chcę, aby czuł się swobodnie sam ze sobą i żeby był zdrowy, ale myślę, że nerwica uczy nas wyrozumiałości dla siebie nawzajem, troski i dbałości o potrzeby drugiej strony, pokazuje niedoskonałości i uświadamia, że sztuką jest akceptowanie kogoś takim jakim jest.
    W czasie tych trzech lat mieliśmy wzloty i upadki. Najgorzej było wtedy, gdy Partner samodzielnie podjął decyzję o zaprzestaniu brania leków. Z przykrością patrzyłam na to jak się męczy, jak nie śpi po nocach, z przejęciem patrzyłam na napady paniki, lęku i strachu. Normą było przytulanie Partnera w nocy, gdy przez uczucie, że zaraz zatrzyma mu się praca serca, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca; standardem były zimne prysznice w nocy, nerwowa atmosfera (niewynikająca ze złości, ale ogólnie ze zmęczenia, niewyspania, niepewności). Na szczęście Partner zdecydował się na powrót do leków, które bierze od tamtej pory nieprzerwanie do dzisiaj. W między czasie zaczął dużo czytać nt. nerwicy i doszedł do wniosku, że istotą jest zdrowe odżywianie/nieprzejadanie/mikroelementy/dużo snu/sport (polecam do przeczytania książkę pt. „Zbożowa głowa. Zaskakująca prawda o mózgu i jego cichych zabójcach: pszenicy, węglowodanach i cukrze”).
    Koniec końców, zmierzam do tego, że leki są istotne w oswajaniu nerwicy, dlatego musisz zrobić wszystko, aby Twoja żona pochyliła się nad sobą i bez wstydu poprosiła o pomoc psychologa, a w początkowej fazie psychiatrę. Jeśli sama o tę pomoc nie poprosi, to będzie ciężko, bo Tobie raczej nie uda się jej na to namówić. Raczej skup się na trosce, pomocy, uzbrój się w cierpliwość i spróbuj na nią wpłynąć, ale bez nachalności – z wyrozumiałością.
    Pomóż jej zrozumieć, że to dla szczęścia jej i całej rodziny. Ostatecznie i tak sama musi do tego dojrzeć – bez tego ani rusz.

    Powodzenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: