Problemy z miłością – do refleksji

Podejmując pracę terapeutyczną prędzej czy później dochodzimy do kwestii trudnych emocji – gniewu, złości oraz ich wyrażania. Nie bez powodu. Zarówno w nerwicach jak i depresjach często pojawia się ten problem. Niektóre depresje powstają m.in. właśnie z powodu „zakopanej” złości i agresji, która nigdy nie została wyrażona. Pięknie tłumaczy to podejście freudowskie i terapeuci często z niego korzystają. Jednak po takiej pracy mamy wrażenie, że w naszych rodzinach rządziła tylko nienawiść i zło. A to nie jest prawdą. W ostatnim czasie, pod wpływem lektury książki Berta Hellingera, uświadomiłam sobie coś bardzo ważnego – rozpatrujemy te wszystkie emocje złości i gniewu w oderwaniu. Jako samodzielne, osobne byty. Tymczasem to właśnie miłość stanowi dla nich istotne tło, i w takim rozumieniu zmienia się perspektywa.

Chociaż nie zachęcam do korzystania z metody ustawień (co wyjaśniam krótko w tekście), to jednak sama jej idea dała mi sporo do myślenia. Chciałabym, żeby ten post stanowił punkt wyjścia także dla Waszej refleksji na temat pułapek miłości, w które mogliśmy powpadać jako dzieci.

(więcej…)

Reklamy

Dzieci wyciśnięte do ostatniej kropli

Książka Alice Miller „Dramat udanego dziecka” jest doskonałą pozycją pomagającą przeżyć gniew przeciwko rodzicom osobom, które stały się tzw. „dziećmi doskonałymi”, gubiąc po drodze po drodze swoją tożsamość (albo raczej nigdy nie budując). Są to najczęściej dzieci rodziców, którzy sami w dzieciństwie nie doświadczyli szacunku i tolerancji dla swoich impulsów i uczuć. Tacy rodzice przez całe życie poszukują tego, czego nie otrzymali w domu, czyli istoty która całkowicie otworzy się na nich, w pełni ich zrozumie i będzie poważnie traktować. Ponieważ nic nie jest w stanie spełnić tej potrzeby, dorosły poszukuje środków zastępczych – do których należą także własne dzieci. Ta książka ukazuje proces „wyciskania” własnych dzieci, w którym możemy się odnaleźć sami. Niszczy to co prawda złudną iluzję jakże szczęśliwego dzieciństwa, ale jednocześnie wyzwala i umożliwia dopuszczenie do głosu gniewu wobec doznanej krzywdy, uczucia jakże obcego „dzieciom doskonałym”.

(więcej…)

Nerwica – gniew żywcem pogrzebany

Zbliżają się święta – stąd wzięło mi się takie mocne porównanie. Nerwica jest procesem ZMARTWYCHWSTAWANIA do życia. Trudnym i bolesnym, ale DO ŻYCIA. Musiało minąć wiele lat, zanim pozwoliłam sobie na te słowa. Nigdy nie chciałabym przechodzić tego cierpienia jeszcze raz, każda sekunda bólu była obrzydliwa! Ale jednak…wciąż wydostaję się z grobu i im wyżej jestem, tym z większą siłą chcę się wydostać. To tam, ponad ziemią, jest życie. To tam wyczuwam radość. Co prawda po drodze przestałam być święta, przestałam być ukochanym dzieckiem, z którego rodzice mogą być dumni, dałam sobie spokój ze świetną, ambitną pracą, ale za to co zyskuję? Życie zyskuję! I człowieczeństwo zyskuję! I siebie odzyskuję. A ten post zawdzięczam wspaniałemu psychiatrze – dr. Andrzejowi Rogiewiczowi i jego książce „Powrót z krainy lęku”.

Nerwica – to wygrzebywanie się z ziemi nas pogrzebanych żywcem!

(więcej…)

Brak granic – istota nerwicy

Wiele już lat poświęciłam na zrozumienie i szukanie przyczyn mojego stanu. Liczyłam na to, że właśnie zrozumienie jest kluczem to rozwiązania problemu. Wiele godzin czytania, rozmyślania, wiele koncepcji. I jak to w życiu bywa – czasem najprostsze rozwiązania dotykają najgłębszej istoty sprawy. Człowiek dochodzi do wniosku, że zagłębiając się w otchłanie nauki zupełnie nie zauważył, że już dawno minął odpowiedź, która leżała na wierzchu. Takie właśnie wrażenie było moim udziałem podczas czytania jednej z najlepszych książek Jerzego Mellibrudy – Poszukiwanie samego siebie. Będę wielokrotnie do niej wracać, jednak dziś nawiążę do tych prostych słów zgłębiających właściwie całą istotę nerwicy. Istotę tą Mellibruda ujmuje następująco:

Wszelkie zaburzenia nerwicowe wyłaniają się z niezdolności jednostki do znalezienia i utrzymania własnej równowagi między nią samą a resztą świata. Wszystkie formy tych zaburzeń mają coś wspólnego, co związane jest z faktem, że granica otoczenia społecznego rozciąga się zbyt daleko w wewnętrzny obszar danej osoby. (więcej…)

Inne spojrzenie na egocentryzm w nerwicy

Nie mam wątpliwości, że przebywanie w towarzystwie osoby z nerwicą na dłuższą metę jest bardzo trudne i męczące. Już nawet sam prof. Kępiński pisał:

Cechą charakterystyczną dla osób chorych na nerwicę jest ich przekonanie, że nie ma ludzi bardziej nieszczęśliwych i chorych niż oni. (..) Człowieka zdrowego irytuje, że ktoś (chory na nerwicę – przyp. autora) podkreśla swoją „inność”, zajmując się tylko sobą, gdy on sam musi z własnej  „inności” rezygnować. Stąd biorą się rady dawane chorym na nerwicę, w rodzaju: „trzeba się wziąć w garść”, „każdy człowiek ma swoje zmartwienia”, „nie trzeba tylko myśleć o sobie” itp.

I faktycznie tak jest. Jednakże..

Zawsze kiedy czytałam książki pisane przez lekarzy, irytował mnie sposób, w jaki pisali o egocentryzmie osób chorych na nerwicę. Wielokrotnie analizowano w publikacjach naturę tego egocentryzmu, rolę w procesie rozwoju, irytację jaką wywołuje. Odnosiłam wrażenie, że spojrzenie na osoby z nerwicą jest nacechowane dość negatywnie, także poprzez nieszczęsny egocentryzm. Zgadzam się z tym, że wszelka pomoc i przebywanie z osobami nerwicowymi jest trudne i wymaga wielkiej cierpliwości, której chyba żaden normalny człowiek nie może z siebie wykrzesać bez towarzyszących temu emocji irytacji i złości, dopatruję się jednak w owym egocentryzmie czegoś głębszego – jakiejś głębszej roli i funkcji, niż tylko irytowania wszystkich wokół.

Nie będę pretendować do bycia mądrzejszą od profesora, którego dorobek bardzo sobie cenię, jednakże pozwolę sobie na pewną drobną polemikę.

W Psychopatologii nerwic prof. Kępiński pisze:

Każda choroba łączy się z pewną regresją do dziecięcego egocentryzmu. W nerwicy jednak egocentryzm znacznie wykracza poza te granice. Chory somatycznie nigdy nie jest tak skoncentrowany na swoim cierpieniu, jak chory z nerwicą, i nie czuje się tak nieszczęśliwy, jak on. (..)W egocentryzmie nerwicowym jest wyraźna pretensja w stosunku do otoczenia – „nikt mnie nie rozumie”, „nikt nie chce mi pomóc”.

Czy jednak można się temu dziwić? W przypadku chorób somatycznych można liczyć na jedną z najważniejszych form wsparcia społecznego – na ZROZUMIENIE. Aby dać komuś zrozumienie nie trzeba samemu doświadczyć bólu złamanej nogi, bądź bólu woreczka żółciowego, ale na bazie własnych doświadczeń można sobie to wyobrazić. Można także wnioskować jakie konsekwencje dla cierpiącego, bądź jego rodziny, przyniesie dana choroba. Takie osoby otrzymują konkretne wsparcie medyczne – leki, bądź operację, oraz wsparcie społeczne. Takie warunki sprawiają, że dana osoba może funkcjonować ze swoją chorobą, może przeżyć ból, cierpienie, lęk, ponieważ ma stworzone warunki, które umożliwiają jej pełne przeżycie choroby.

A jak wygląda sytuacja osoby z nerwicą? Przede wszystkim dzieją się dziwne rzeczy z jej ciałem. Często zawodzi, serce bije szybko, słabnie, mdleje i wszystkie te objawy dzieją się naprawdę. Można je wykazać na EKG, można wykazać w innych badaniach. Mimo, że ciało zachowuje się dziwnie, nienaturalnie, lekarze nic nie znajdują, nie są w stanie pomóc i w krótkim czasie pojawia się ich irytacja, a czasem nawet pogarda. Po pierwszym wstrząsie także rodzina, słysząc, że to tylko nerwy, zaczyna doświadczać tej irytacji i kończy się zrozumienie. Jaki jest tego efekt? Nerwicowiec zostaje z problemem sam. Nikt FAKTYCZNIE nie jest w stanie mu pomóc. Nikt też FAKTYCZNIE nie zrozumie tego co on czuje, ani co się z nim dzieje. NIE MA stworzonych warunków do przeżycia lęku, obaw o swoje życie, a z czasem przyjęcia tych dziwnych objawów, ponieważ nikt na to mu nie pozwala. A ciało nadal zachowuje się dziwnie. Objawy nadal postępują i dochodzi do tego niesamowicie silne przekonanie o bliskości śmierci – silny lęk. Jednak osoba przeżywająca to nie ma wsparcia – ponieważ NIKT nie jest w stanie dać jej ZROZUMIENIA, a przez to UPRAWOMOCNIENIA przeżywanego cierpienia. Tak jest i nic tego nie zmieni. Nie chodzi mi bowiem o to, żeby teraz pisać „bo to wina innych, albo inni powinni..”, chodzi mi tylko o spojrzenie na ten egocentryzm z innej strony.

Czy więc można się dziwić, że w takich realiach pojawia się egocentryzm?

Nie na tym chcę jednak zakończyć swoje rozważania. Wydaje mi się, że egocentryzm pełni znacznie większą rolę, niż się powszechnie wydaje.

W podręcznikach egocentryzm w nerwicy jest postrzegany jako niechciany objaw zaburzeń nerwicowych. Ja jednak odnoszę wrażenie, że egocentryzm jest jednym z automatycznych odpowiedzi organizmu, mających ułatwić odzyskanie równowagi przez człowieka. Jest to mechanizm, który uruchamia się samoczynnie i ma właśnie prowadzić do skoncentrowania się na sobie, do wyłączenia się na jakiś czas ze świata, z typowej dla zdrowej osoby równowagi między „dawaniem” i „braniem”. Zauważyłam, że wiele takich mechanizmów pojawia się wraz z wybuchem nerwicy (ale o tym napiszę innym razem).

Profesor pisze:

Egocentryzm jest właśnie wyrazem zaburzonego stosunku do samego siebie.

A ja bym powiedziała  – nerwica jest efektem zaburzonego stosunku do samego siebie, a egocentryzm, jako następstwo nerwicy, stanowi raczej mechanizm skłaniający jednostkę do powrotu do siebie. Nerwica jest właśnie czasem, kiedy konieczny jest powrót do siebie, odnalezienie siebie. Trzeba często przekopać się przez grube pokłady wizji innych osób względem nas, pragnień innych ludzi, które wzięliśmy za swoje, zdrad siebie samego, których dokonaliśmy chcąc zasłużyć na miłość. I egocentryzm może nam w tym pomóc.

Odnalezienie samego siebie i pójście własną drogą w życiu uwalnia od nerwicy. A także sprawia, że egocentryzm naturalnie odchodzi. Jak odstawiony lek, który już nie jest potrzebny.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że egocentryzm jest bardzo trudny do zniesienia dla osób, które są w otoczeniu nerwicowca. Niewątpliwie trudne jest także wyłapanie granic, kiedy można odpuścić chorej osobie, a kiedy powinno się ostro wymagać. Rodzinie może w tym pomóc terapeuta, który powie, w jaki sposób podejść do takiej osoby, jak ją wspierać, a w jakim zakresie od niej wymagać. Wsparcie ze strony rodziny jest jednak często znacznie bardziej skomplikowaną sprawą. Pomijając przypadki, kiedy nerwica jest efektem przeciążenia z powodu trudnych wydarzeń życiowych, często miały wpływ na jej powstanie różne nieprawidłowe mechanizmy rodzinne. I nie chodzi tu koniecznie o jawną patologię w rodzinie, ale raczej o mniej lub bardziej służące człowiekowi sposoby funkcjonowania w rodzinie. Często kiedy jedna osoba zaczyna pracować nad sobą, system ulega degradacji i następuje eskalacja problemów. W takich sytuacjach rodzina nie jest w stanie dać wsparcia osobie z nerwicą i takich przypadków jest najwięcej. Ale jednocześnie – znów, nie bez powodu, cały ten proces może właśnie wesprzeć zmiany w nerwicowcu (o tym szerzej także innym razem).

Oczywiście, może być tak, że osoba nie podejmie się pracy nad sobą, koniecznej do wyjścia z nerwicy i może wspierana lekami, lub zrezygnowaną rodziną, będzie trwała przez lata w stanie podtrzymujących nerwicę. W takiej sytuacji egocentryzm, jako stały towarzysz tego etapu, nie będzie przynosił „dobrych owoców”. Nie jest to jednak wynik tego, że egocentryzm sam w sobie jest „zły”.

Bibliografia: Psychopatologia nerwic, Antoni Kępiński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002 r.