Wściekli na kościół i co dalej?

O ile jeszcze pokolenie naszych rodziców pokornie chodzi do kościoła, a na wsi nawet da się pokroić za księdza, o tyle młodzi to już nieźle wkurzeni ludzie, których stopa często progu kościoła nie przekracza. Ci ludzie mają po dziurki w nosie przede wszystkim jednej, śmiertelnej dla ducha, choroby – hipokryzji oraz bezmyślnego religijnego zachowania. To jest post dla tych wszystkich, którzy się bardzo rozczarowali, którzy na samo słowo „Bóg” reagują alergicznie, którzy doświadczyli cierpienia ze strony kościoła, a może i nawet razem z kąpielą wylali Boga ze swojego życia.

Obecna sytuacja społeczna w Polsce coraz częściej pokazuje nam, że granica frustracji związanej z kościołem została przekroczona. Kiedy rozmawiam z ludźmi z rocznika 80′ wielu z nich przyznaje, że było wychowanych w środowisku katolickim, że starali się być dobrymi ludźmi, że przejmowali się spowiedzią, byli ministrantami, rzucały kwiaty na procesjach, a potem im byli starsi zobaczyli, że kościół jest pełen hipokryzji i powiedzieli sobie (i często Bogu) dość.

Wiele z tych osób borykało się także z ogromnym poczuciem winy związanym z człowieczeństwem, także z przeżywaniem własnej seksualności i aby poradzić sobie z tym, zabijali w sobie poczucie winy i odrzucali system kościelny, system wartości (a czasem i Boga). Wiele z tych osób (w tym i ja) przez lata borykało się z lękiem przed Bogiem i przed potępieniem, żyło w poczuciu niegodności.

W moją historię nerwicy doświadczenie, o którym piszę wyżej, wplotło się jak doskonale pasująca nitka. Aby uniknąć piekła, za wszelką cenę chciałam być lepszym człowiekiem, więc nakaz miłowania innych próbowałam zrealizować o własnych siłach i w jedyny sposób, jaki znałam. Odrzuciłam więc tak zwane „złe emocje”, a całą emocjonalność kontrolowałam umysłem. W moim zachowaniu nie było miejsca na ekspresję życia, na nieprzemyślane i nieracjonalne zachowania. I można powiedzieć, świetnie mi to szło przez lata. Do czasu oczywiście.

Kiedy wierzymy w człowieka

Kiedy przed kilkoma laty zmieniłam denominację na kościół protestancki i przez rok wylewał się ze mnie żal do kościoła katolickiego. Czytając Pismo odnajdywałam różnice między tym, czego uczono mnie w kościele, a co tam faktycznie było napisane. Widziałam, że interpretacja niektórych wersetów była wyjaśniana w sposób tendencyjny, aby obronić jakąś kościelną tezę. I czułam się okropnie oszukana i wykorzystana. Byłam naprawdę zła, że nauczono mnie patrzeć na księży, kapłanów i Papieża, jak na bóstwa i dotarło do mnie, że to było wręcz bałwochwalstwo, że to byli zwykli, omylni ludzie. Byłam wściekła kiedy myślałam o tym, że kościół zaakceptował coś takiego jak dogmat nieomylności Papieża, a przecież to był tylko człowiek. Byłam wściekła, że przez lata przed Eucharystią powtarzałam „nie jestem godna”, a przecież był to cytat wyjęty z kontekstu, a Bóg właśnie po to umarł, aby przywrócić nam pełną godność. Byłam wściekła, z powodu pychy kościoła katolickiego, która kazała mi myśleć, że tylko ten kościół ma pełne objawienie Prawdy. W kościele protestanckim spotkałam bardzo wielu wściekłych i poranionych katolików.

Kiedy jednak mój żal się wylał i zaczęłam przyglądać się protestantom – ku mojemu rozczarowaniu zobaczyłam – że oni także mają swoje słabe strony. Oni także często zakładają, że wiedzą wszystko, że właśnie oni w końcu dostrzegli błąd i wiedzą już, jaka jest ta jedyna Prawda. Zwłaszcza jeśli chodziło o takie tematy jak „czyściec” (którego protestanci nie uznają), obcowanie świętych (w co nie wierzą) oraz rolę Maryi w kościele (do której modlitwę uznają za bałwochwalstwo, a nawet upatrują w tym oddawanie czci pogańskim boginiom, a ludzi modlący się do Maryi jako zwiedzonych, a może i zdemonizowanych).

I dotarło do mnie w końcu, że wszędzie, gdzie jest człowiek, wszędzie jest rozczarowanie. I jeśli nie będzie płynęło do mnie życie bezpośrednio od Boga, to na nic to wszystko. Jeśli nadal Prawdy będę szukać wyłącznie u ludzi, to moje rozczarowanie się nigdy nie skończy. Wiedziałam, że żeby dalej żyć jako osoba wierząca muszę zmienić moje patrzenie na kościół i na to co mówią ludzie. Wiedziałam, że musze osobiście znać Boga, aby móc podejmować jakiekolwiek decyzje pod Jego prowadzeniem.

Dlatego nie przypadkiem Jeremiasz napisał (rozdział 5):

Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku
i który w ciele upatruje swą siłę,
a od Pana odwraca swe serce.
(…)
7 Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu,
i Pan jest jego nadzieją.

Rezygnacja z „wiem”

Jeszcze przez jakiś czas próbowałam ludziom uświadamiać, że przecież tak naprawdę wielu rzeczy nie da się wiedzieć na pewno. Oczywiście, są pewne prawdy, co do których denominacje się zgadzają – jak Trójjedyny Bóg, świętość Boga, uniżenie Boga i zejście do ludzi w ciele pod postacią Jezusa (uniżenie do tego stopnia, że na Ziemi zrezygnował ze swojej Wszechmocy i Wszechwiedzy, a wszystko co czynił, czynił mocą Ducha Świętego, jak może to czynić każdy nowonarodzony chrześcijanin) i przyjęcie przez Jezusa wszelkiej kary za nasze grzechy oraz Jego śmierć i zmartwychwstanie. Ale poza tym jest tak dużo różnic dogmatycznych między denominacjami. Czy jest czyściec, czy go nie ma? Czy Maryja była niepokalana czy nie była? Czy można modlić się do świętych czy nie można? 

Zaczęło mnie irytować, że przecież nie każda modlitwa do Maryi musi być bałwochwalstwem, a nie każdy pokłon przez obrazem, pokłonem przed rzeczą. Że przecież często jest to sprawa serca – a tam wejrzenie ma tylko Bóg. Ludziom (a nawet mi samej) jednak ciężko zrezygnować z „racji i wiedzy” – właśnie tych słodkich owoców Drzewa Poznania Dobra i Zła. Bowiem funkcjonowanie w niewiedzy wymaga dwóch trudnych rzeczy – pokory oraz takiego zaufania Bogu, aby można było zrezygnować z kontroli jaką daje wiedza. W wiedzy łatwo zgubić istotę rzeczy – miłość.

Paweł pięknie napisał w Pierwszym Liście do Koryntian:

1. Lecz „wiedza” wbija w pychę, miłość zaś buduje. Gdyby ktoś mniemał, że coś „wie”, to jeszcze nie wie, jak wiedzieć należy.

Wasze drogi nie są moimi drogami

No a poza tym to właśnie w Imieniu Boga dzieją się najbardziej paskudne zranienia. Nie ma bardziej obrzydliwej rzeczy niż to, kiedy człowiek w imieniu Boga czyni zło. Jakiekolwiek zło. Jednak Jezus bardzo wyraźnie powiedział, co o tym myśli. 

Dlatego w Ewangelii Mateusza czytamy (rozdział 18,6):

6 Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. 7 Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.

Jeśli doświadczyłeś/-aś kiedykolwiek zła ze strony ludzi występujących w imieniu Boga, to chciałam Ci powiedzieć jedno. Zrobił to człowiek. I jest to ogromne cierpienie. Ogromna rana. Rozumiem ten potężny ból odrzucenia i wstydu. I Jezus też to rozumie. On najwięcej cierpienia doświadczył ze strony ludzi religijnych. Ale religia – polegająca tak naprawdę na byciu w niewoli, na konieczności wykonywania pewnych rytuałów, które przynoszą poczucie samousprawiedliwienia – nigdy nie była pragnieniem Boga.

Będąc zranionym łatwo zapomnieć, że „święty” oznacza przede wszystkim (z hebrajskiego qodesz lub kodesz) „oddzielony”. Oddzielony nie tylko od zła, ale w przypadku Boga to też inny niż my.  On nie jest naszą kopią, On jest większy niż wszystkie nasze schematy, rany, wyobrażenia. Sam mówi o sobie w księdze Izajasza

55 8 Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. 9 Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.

I to jest wspaniałe. Nawet jeśli kolejny raz myślisz o Nim jak o swoim ojcu, który Cię porzucił, matce, której się bałeś, czy o Bogu karcącym, którym straszono Cię na religii, to pomyśl, że żadna z tych ulepionych form Boga nie jest prawdziwa. I ludzie mogą mieć różne wyobrażenia, mogą Ci o mówić o Nim, mogą Cię Nim straszyć, ale tylko Ty sam, poprzez osobiste spotkanie, osobiste poznanie, możesz się spotkać z Tym, który Jest i Go doświadczyć.

Jego pragnieniem było życie z człowiekiem w bliskiej, pełnej zaufania relacji, a nie pełna śmierci bezmyślna religia:

Żyj ze mną w zażyłości i bądź bez skazy. (Rdz 17,1).

Okazuje się, że wychodzenie z religii nie jest wcale proste. Zanegowanie istnienia Boga jest tak naprawdę tylko ucieczką od siebie i wszystkiego co nałożyła na nas kultura religijna. Tracimy jednak przy tym Tego, który jako Jedyny może nas uwolnić. Dzisiaj jest tak wielu ludzi poranionych przez kościół, że czasem nawet używanie słowa „Bóg” może uruchamiać tak wiele bólu i wściekłości, że nie potrafimy się przez niego przebić.

Byłam dość zdziwiona, kiedy czytając Pismo natrafiłam na ten fragment wypowiedzi Jezusa, bo właśnie ten fragment oddawał to, jak przez wiele lat się czułam:

1 Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: 2 «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. 3 Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. 4 Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. 5 Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. (…) 7 Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi4. 8 Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. 9 Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem5; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. 10 Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. 11 Największy z was niech będzie waszym sługą. 12 Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

Jeśli jesteś rozczarowany, wściekły na ludzi w kościele, którzy Cię zranili, którzy Cię zrazili, to chciałam Cię zachęcić – zostaw człowieka, a zacznij szukać Boga. Przestań patrzeć na ludzi, a zwróć się do Tego, który „umiłował Cię miłością odwieczną”. Bóg sam powiedział w Izajaszu do Ciebie:

1 O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody1,
przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy!
Kupujcie i spożywajcie, bez pieniędzy
i bez płacenia za wino i mleko!
2 Czemu wydajecie pieniądza na to, co nie jest chlebem?
I waszą pracę – na to, co nie nasyci?
Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki
i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw.
3 Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie,
posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie.

Spotkanie Boga zmienia wszystko. Zacznij szukać Go – zacznij mówić do Niego i nadstaw uszy. Porzuć wszystko, co o Nim wiesz, wszystkie schematy, które Ci się uruchamiają, kiedy słyszysz słowo „Bóg”. Zacznij od nowa. Mów do Niego. 

Dodaj komentarz

3 Komentarze

  1. Naprawde interesujacy wpis. Bardzo lubie Ciebie czytac kiedy cos napiszesz.
    Przykre jest to jak Kosciol sprawil, ze wiele osob na slowo ‚Bog’ reaguja bardzo negatywne.
    Zamiast zblizyc ludzi do Stworcy, robia wszystko by Nas od niego oddalic. A Bog jest miloscia. Bog kocha wszystkie swoje dzieci. Ten caly lockdown otworzyl mi oczy na to, ze powstale religie sa po to, by nas dzielic. I obojetnie czy wierzysz w Mahometa czy Jezusa. Obojetne jest to, czy wierzysz w wirusa, czy nie. To bez roznicy. On ma kontrole i On jest Bogiem. Zaden czlowiek nigdy mu nie dorowna. Zaufaj mu. Badz dobry dla siebie i dla innych. Pomodl sie i powierz mu swoje troski. Uwierz, a bedzie Ci dane. Nadstaw uszu i sluchaj.

  2. Sylwia

     /  3 lutego, 2021

    Świetnie napisane Pozdrawiam

  3. adamzwierz

     /  4 lutego, 2021

    Dzięki bardzo.
    Pozdr Adam Zwierz, kapucyn

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: