Moja historia

Moja historia
Mam 36 lat. Przez 16 lat borykałam się z nerwicą lękową. Lęk był główną treścią mojego życia, chociaż póki nie eksplodował, nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Choroba wiele mi odebrała, ale też zmusiła mnie do walki o życie i o siebie. Teraz zbieram owoce w postaci bliskich relacji i odwagi do życia. Wiele zawdzięczam psychologii. Ostatecznie jednak ze szponów śmierci wyrwało mnie osobiste spotkanie z Bogiem. Od tego momentu moje życie zaczęło podlegać dalszej transformacji w sposób, jakiego się nie spodziewałam. Był to jednak proces pracy, nie wydarzyło się to jednego dnia.

Aby skuteczniej pomagać innym przekwalifikowałam się. W 2015 roku zostałam psychologiem w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. W 2016 chcę ruszyłam z programem warsztatów dla osób, które borykają się z lękiem i objawami nerwicowymi.

Jak to się zaczęło?
Lęk zaczął pojawiać się pod koniec liceum. Wchodził w moje życie powoli, początkowo odczuwałam go jedynie z dala od domu, na wyjazdach. Pewnego dnia, gdy wracałam do domu, rozpętała się burza. Doświadczyłam pierwszy raz w życiu bliskości śmierci, silnego przeczucia, że zaraz zginę. Gdzieś po miesiącu będąc na mieście moje ciało zaczęło się dziwnie zachowywać. Zrobiło mi się słabo, dostałam drgawek, nudności, a moje serce pędziło jak oszalałe. Przeleżałam na ławce w centrum miasta kilka godzin, aż wszystko się uspokoiło. W kolejnych dniach jednak się to powtarzało, więc rodzice zawieźli mnie do szpitala. Byłam tak osłabiona, że nie miałam siły chodzić. Miałam także ogromne problemy ze spożywaniem pokarmów, ponieważ cały czas towarzyszyły mi nudności. Były tak silne, że toczyłam walki, żeby coś połknąć i utrzymać w żołądku. Przez okres roku bardzo mało jadłam, zazwyczaj udało mi się zjeść zupę i dwie kanapki, co stanowiło większość mojego dziennego spożycia.

Początkowo nikt nie wiedział co mi dolega. Dostałam leki na zwolnienie pracy serca i wysłano mnie do domu. Przez tydzień brałam tylko te leki. Potem trafiłam do lekarki medycyny pracy, która była jednocześnie homeopatką. Ona pierwsza mnie zdiagnozowała na nerwicę lękową, dała mi także wiele leków homeopatycznych, które choć nie przynosiły mi ulgi, stanowiły jedyną nadzieję, oraz wysłała do psychologa.

Ja osobiście w taką diagnozę nie wierzyłam przez około pół roku. Nie uważałam, że mam jakiekolwiek problemy psychiczne, które mogłyby doprowadzić do takich zaburzeń. Jednakże zaczęłam chodzić do psychologa. W pewnych momentach przeczucie śmierci było tak silne, że żegnałam się marzeniami, wizjami swojej przyszłości, ludźmi z przeszłości. Z uczuć nie pozostało mi wtedy już nic, tylko lęk. A budząc się każdego dnia dziwiłam się, że wciąż żyję.

Apogeum
Tak się zaczął kompletny rozkład mojego życia. Przez rok nie mogłam się normalnie odżywiać. W domu kazano mi „wziąć się w garść„. Chudłam.  Wymioty, wymioty, biegunka, biegunka. Potem doszły potworne bóle żołądka, pierwszy rok walki o jedzenie, drugi rok – ból. A przy tym wszystkim potworny lęk i poczucie odrealnienia, zniekształcenia rzeczywistości. Kolory były przejaskrawione, a podczas napadów paniki „wykrzywiały się” ściany. Zdarzało się, że nie wiedziałam jak wrócić do domu, albo co jest napisane na rozkładzie jazdy. Te wszystkie doświadczenia rodziły ogromną bezradność i coraz większą depresję.

Lęk przed śmiercią
Zaczęły się regularne typowe napady paniki. Na początku nie wychodziłam z domu, potem powoli starałam się wychodzić. Napadom towarzyszyły duszności, biegunki, omdlenia, zawroty głowy.
Każdego dnia w mojej głowie brzmiało „dziś umrzesz”. Wszędzie robiło mi się słabo. Nie mogłam korzystać z toalet, jeździć windą, chodzić do kina, biblioteki, hipermarketu, oddalać się od domu. A we wszystkim najgorsze były: lęk, ciągła poczucie bliskości śmierci, ból fizyczny i brak zrozumienia w domu. Codzienne bóle żołądka trwały 3 lata, przy czym jednego roku ból zdarzał się tak silny, że nocą gryzłam poduszki.

Jeden Bóg
Zawsze odczuwałam pewien respekt przed Bogiem. Przez te wszystkie lata błagałam Boga o ratunek. To była jedyna rzecz, którą mogłam zrobić, chociaż nie wierzyłam, że Bóg cokolwiek tu zdziała. Lecz trzymanie się jakiejkolwiek nadziei było lepsze niż momenty braku nadziei, kiedy chciałam się zabić. Jednak zawsze lęk przed śmiercią i potępieniem był silniejszy. Ale pragnienie ulgi w tym ogromnym cierpieniu było przeogromne.

Wiele doświadczeń, które zebrałam w Kościele przyczyniły się do odejścia z kościoła katolickiego. Przez 5 ostatnich lat wołałam do Boga, aby objawił się sam, bo wszystko co o Nim wiedziałam mnie niszczyło. W 2014, któregoś dnia, Bóg niesamowicie odpowiedział na moje modlitwy. Od tego dnia rozpoczął się dalszy proces przemiany mojego życia. Dziś jestem w kościele protestanckim, ale to nie kościół jest moją nadzieją, ani nie religia. To Bóg sam dotknął mnie niesamowicie swoją miłością i nadał mi wartość, a mojemu życiu sens. W końcu mogłam być słaba, w końcu Ktoś zaakceptował całą prawdę o mnie i mogłam zrezygnować z samotnej walki i pozwolić sobie na to, jaka jestem. To był proces, w którym poznawałam Kim On jest, a przez to poznawałam siebie. Proces, w którym uczyłam się na nowo żyć. Bóg przywrócił mi wiele praw, które kiedyś zostały mi zabrane. Prawo do słabości, prawo do bycia nieidealną, prawo do złości, prawo do nieradzenia sobie, prawo do prawdy o sobie i wiele innych.

Piszę o Bogu, ponieważ takie jest moje doświadczenie. Ale nie oznacza to, że chcę przez to powiedzieć, że jeśli nie uwierzysz w Boga, to nie będziesz zdrowy. Wierzę, że jeśli będziesz szukać prawdy o sobie to w końcu ją znajdziesz. Wierzę, że Bóg jest miłością. Jeśli więc będziesz szukać miłości, także tej do siebie, znajdziesz właściwą drogę.

Mój sens
Te wszystkie lata mnie wyrzeźbiły. Dziś jest już zdecydowanie łatwiej, ponieważ powoli zbieram owoce cierpienia i pracy, którą wykonałam. Nie jestem zwolenniczką teorii, że cierpienie uszlachetnia i zawsze cierpienie będzie budziło moją odrazę. Nie jednego człowieka złamie ono doszczętnie i zniszczy. Ale cierpienie może sprawić, że rodzi się w człowieku determinacja i to ona dopiero daje siłę, żeby przeciwstawić się kłamstwu  – zdobyć się na odwagę, żeby żyć zgodnie z własnym sercem, a nie według życzeń i oczekiwań innych. Także, żeby podjąć często ryzykowne i trudne decyzje, ale zgodne z naszym wewnętrznym pragnieniem. Niewątpliwie najdroższym owocem dla mnie jest poznanie prawdy o Bogu, a zaraz potem odkrycie siebie i własnego serca, własnych najgłębszych pragnień, a nie tych, które wydawały mi się nimi, a w rzeczywistości były albo czyimiś pragnieniami, albo czyimiś oczekiwaniami wobec mnie.

Nerwica przywiodła mnie do prawdziwej wolności. Zaczęłam budować głębokie relacje z innymi ludźmi i narodziło się we mnie ogromne zrozumienie dla ludzkiego cierpienia i słabości. To bardzo zbliżyło mnie do ludzi i jest do dziś źródłem wielkiego szczęścia. Ale sama nadal jestem w procesie. Wciąż mam obszary, które stanowią wyzwanie. Takim wyzwaniem pozostaje dla mnie chociażby lot samolotem i dalekie podróże.

Jednocześnie praca z lękiem – badanie go odkrywanie i rozumienie, stało się moją pasją. Dlatego postanowiłam pójść na studia psychologiczne. Moim pragnieniem jest zebranie dobrych i skutecznych metod pracy z lękiem w jeden holistyczny program terapeutyczny leczenia nerwic i wspieranie ludzi, którzy są na tej drodze.
Mam nadzieję, że ta strona pomoże Ci. Że skróci Twoje cierpienie.

Reklamy
Dodaj komentarz

120 komentarzy

  1. renata

     /  Wrzesień 10, 2012

    Podobne objawy podobne reakcje i podobne przerażenie na myśl o nicości i o drugiej antypodzie nieogarniętej przez ludzki umysł czyli o wieczności. Jak sobie pomóc?

  2. Powoli, po kolei i z cierpliwością. Na wszystkie pytania znajdą się odpowiedzi, ale potrzeba ciszy i pytań do siebie samego. Jeśli chcesz napisz więcej do mnie na maila kontakt@nerwicalekowa.com. Za jakiś czas będę też pisała o metodzie zmniejszania napięcia nerwowego w ciele – bo od tego trzeba zacząć, żeby zmniejszyć objawy. Potrzebuję jeszcze czasu na przygotowanie artykułów. Renatko, napisz do mnie więcej. Będziem mogły też porozmawiać przez telefon.

  3. ania

     /  Wrzesień 14, 2012

    Bardzo Ci dziękuję. Z tekstów które piszesz bije taki spokój, opanowanie i zrozumienie dla cierpienia, że pomimo tego, że wszystko to wiem, to czytam je, żeby przenikać tym spokojem. Jestem na początku drogi mojej pracy nad sobą. bardzo się pogubiłam w życiu.Teraz widzę jak bardzo. Bez leków nie daje rady.
    Pozdrawiam Cie bardzo, bardzo serdecznie.
    Pisz dalej, bardzo Cię proszę.
    Napisz coś o lekach. Mam z tego powodu, chociaż dużo mniejsze, niż wcześniej poczucie winy, że jestem słaba, że nie potrafie wyjść z tego sama.

  4. Ania, bardzo Ci dziękuję za tego posta. To takie posty dają mi siłę do pisania i walki. Obiecuję, że napiszę o lekach. Napisz, jeśli jest coś konkretnego, co chciałabyś, żebym poruszyła. Szykuję się powoli do serii artykułów nt. pewnej techniki pracy z ciałem, która mi osobiście dała po 12 latach kopniaka nadziei. W dużej mierze będę poświęcała jej przyszłe teksty, ale także inne tematy będę poruszać. Pozdrawiam Cię i ściskam bardzo mocno. Zaskoczyłaś mnie, że odczuwasz z tych tekstów spokój – nie sądziłam, że tak mogą być odbierane. Dziękuję

  5. nieprzekonana

     /  Październik 1, 2012

    Czytam,czytam… i nie jestem do końca przekonana, czy to również mnie dotyczy,czy jestem w stanie nadal oszukiwać samą siebie,że to nie o mnie. Od trzech lat borykam się z większością dolegliwości tu opisanych,ale NERWICA jest ostatnią diagnozą jaką mogę zaakceptować.Mam już dość spacerów po różnego rodzaju specjalistach i leczeniu farmakologicznym nie stwierdzonych chorób,ale tak na wszelki wypadek, może pomoże. Pokładam duże nadzieje w to, że twoje artykuły pomogą mi zrozumieć i zaakceptować to, co się ze mną dzieje.Pozdrawiam

  6. Nieprzekonana, ja nie zgadzałam się z diagnozą przez kilka dobrych miesięcy. Chodziłam do psychologa i powtarzałam mu jak mantrę, że lekarze się pomylili. Dopiero któregoś dnia natrafiłam na artykuł, który wskazywał wszystkie moje objawy. I powoli zaczęłam wierzyć..Jednak dobrze, żeby zdiagnozował Cię specjalista. I bez względu na wynik zachęcam Cię do stosowania techniki wyciszenia, o której będę pisać.

  7. Tak, ja też dziękuję za tego bloga… i czekam na nowe materiały o nowej metodzie.

  8. Agnieszka

     /  Listopad 4, 2012

    Witam:) bardzo się ciesze, że natrafiłam na Twojego bloga:)już od jakiegoś czasu szukałam właśnie takiej strony:) Również zmagam się z nerwica lękową już od 8 lat, ale dopiero od roku bardzo się uaktywniła i zniszczyła mi niemalże całe życie…Mam podobne objawy i lęki. Obecnie uczęszczam na psychoterapię, gdyż leki zupełnie odpadają, bo po nich czułam się jeszcze gorzej, psychoterapia trwa już pół roku i jest trochę lepiej 🙂 Jednak często uświadamiam sobie, że nigdy z tego nie wyjdę , bo zazwyczaj jak jest kilka dni dobrze i już rodzi się we mnie nadzieja, że mogę być „normalna” i zacząć w miarę normalnie funkcjonować w społeczeństwie to przychodzi gorsze samopoczucie i wszystko niszczy… I tak właśnie kręci się błędne koło. Dziękuję za tego bloga, na pewno pomoże on niejednej osobie i uświadomi jak działa nerwica lękowa:) Pozdrawiam 🙂

  9. beata

     /  Grudzień 16, 2012

    Małgosiu. Trafiłam na Twój blog ponieważ pracuję nad swoimi lękami od kiedy pamiętam, a teraz muszę pomóc swojej córeczce, która „odziedzicza” po mnie te ludzkie ” cechy.. Ale pracuje nad nimi nie tylko w sferze zrozumienia ich ale również w sferze ducha.. Zrozumiałam, ze wtedy tylko będziemy wolne od lęku kiedy te dwie sfery będą miały równowagę.. Ja pozbyłam się już większości lęków poprzez warsztaty na 12 krokach.. Kiedy sobie pomogłam, potrafię teraz lepiej pomóc dziecku.. Smutna jest Twoja historia, bo zanegowałaś wszystkie wartości ducha przekazane Ci przez Rodziców. Nie powinnyśmy negować, ale budować na tym co otrzymałyśmy.. Wiele leków jest nam przekazywane przez nasze pokolenia..Stąd tak ważne jest drzewo genealogiczne. Poznanie ich, poprzez rozmowę z rodziną uwalnia nas lub zmniejsza te lęki. Wiem co mówię, bo przez to przeszłam.. Ale nie straciłam wiary w Boga.. To nie Bóg jest winien temu że taka jestem.. Życzę Ci Pogody Ducha…. A nie tylko wiedzy psychologicznej.

  10. Beato, bardzo Ci dziękuję za wpis. Nigdy nie zanegowałam Boga. Fakt, odeszłam od Kościoła, aby dać Bogu przestrzeń na ponowne Objawienie siebie, ale bez Boga nie wyobrażam sobie życia. Modlitwa i medytacja są teraz absolutną podstawą mojego życia. A także powierzenie Mu swojego życia. Gdyby tak nie było, nie wiem skąd miałabym czerpać nadzieję.

  11. Nathalie

     /  Grudzień 20, 2012

    Dziękuję za tę stronę.
    Właściwie to nie bardzo wiem co mi jest. Jedno co jest pewne to to, że odczuwam silny lęk w pewnych sytuacjach gł. społecznych, a ostatnio cierpię na bezsenność, jestem stale napięta, zdenerwowana i zmęczona. Rodzice mają już dość mojego zachowania i wywołuje to niemiłe sytuacje. Czasem myślę, że moje życie dobiega już końca i że to wszystko mnie wykończy…Ale.. Dała mi Pani nadzieję, że wszystko wróci do normy. Dziękuję.

    Naprawdę z tekstów bije taki spokój i zrozumienie. 🙂

  12. Nathalie

     /  Grudzień 20, 2012

    Czytam, czytam i prawie się rozpłakałam. 😛
    W końcu czuję, że ktoś byłby w stanie mnie zrozumieć. To dużo dla mnie znaczy.
    Jeszcze raz DZIĘKUJĘ :):)

  13. Gosia

     /  Grudzień 27, 2012

    Kochane, nie jesteście same, tak wiele z nas choruje. Mnie się to przydarzyło dwa lata temu. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że właśnie ja…. Marzę o uwolnieniu się od dolegliwości i powrotu do samej siebie sprzed stycznia 2011. Jestem cały czas na lekach , choć w tej chwili na minimalnych dawkach , bo staram się odstawić . Z tego, co widzę po sobie oraz po tym , co udało mi się przeczytać na wielu forach i blogach , również tutaj, droga do wyzdrowienia jest długa. Pani Małgosiu, mam własne doświadczenia z modlitwą w Odnowie w Duchu św. i wiem , że w wielu przypadkach choroba pozostaje. Owszem sporo osób doświadcza łaski , nieraz natychmiastowej. Jeżdżę na modlitwy o uzdrowienie od początku moich dolegliwości i zawsze mam nadzieję, że kiedyś…. Może teraz mniejszą niż na początku. Nawet zdarzyło mi się odczuć potworny żal, że nie doznałam uzdrowienia z lęków. Rezygnacja – i owszem – była. Myślę w jakiejś formie przeżyłam też noc duchową (?)… Przyznaję Pani całkowitą rację w tym, że cierpienie nie uszlachetnia, że ludzka natura nie pozwala nam na pogodzenie się z taką właśnie chorobą ( długo , bo 19 lat chorowałam na astmę w zaostrzonej postaci i uważam , że tamten czas to nic w porównaniu z tymi dwoma latami leczenia nerwicy), możemy sobie nawet mówić , że jesteśmy pogodzone – ale po każdym ataku jest żal , bunt , opuszczenie rąk , wszystko wraca na nowo. I można pytać – gdzie jest moja wiara? Można pytać – gdzie jest Bóg i czemu żąda ode mnie czegoś takiego? Dla mnie sens jest tylko w oddaniu cierpienia Chrystusowi , pocieszenie jest właśnie jedynie w tym, że On był Człowiekiem i doskonale wie, jak nam tu jest, zna demona strachu , bo przeżył go w Ogrodzie Oliwnym i na Golgocie. Zna uczucie totalnego opuszczenia i wie , czym jest strach przed śmiercią. Wie , co to znaczy , gdy Bóg milczy. Rozumiem również Pani wypowiedź o Bogu , którego musimy o coś prosić, błagać … Trudno jest zobaczyć Go w innym ujęciu niż to , do którego jesteśmy poniekąd przez Kościół przyzwyczajeni. Myślę, że rzeczywiście sens jest w modlitwie trwania bez słów, tak jak Pani to czyni. To chyba najgłębsza forma modlitwy. Podziwiam Pani chęć prowadzenia bloga dla chorych. To jest dobroć i miłość do drugiego człowieka , zrobiła Pani wiele. Pozdrawiam 🙂

  14. Magdalena

     /  Styczeń 31, 2013

    Czytam i placze…Jestem tak blisko Twojej historii i tak daleko…Mysle,ze jestem na poczatku drogi z ktora ty jestes juz oswojona…I do tego jestem w 3 m ciazy….
    Tak martwie sie o mojego malca a nie umie go jeszcze kochac,nie mam wystarczajacej motywacji by podjac walke z tym demonem , ktory pcha mnie codziennie do szuflady gdzie trzymam leki na sen…dluuugi sen…
    Mam cudownego meza,ktory wie ze mysle o samobojstwie czesto, lecz jego slowa:ufam ci , ze mnie nie zostawisz samego, tylko zapedzaja mnie do naroznika z ktorego nie potrafie uciec.

  15. Magda, kiedy pojawi się nadzieja, odejdzie ta chęć. Czasem nawet maleńka drobinka nadziei wystarczy. Będę miała Cię w sercu..

  16. luna

     /  Luty 1, 2013

    ja od 4 lat cierpie na nerwice lekowa.z tego powodu kilkanascie razy ladowalam w szpitalu,za kazdym razem to samo-strach przed smiercia,zawalem,innymu chorobami..
    kiedys lekarz wsciekl sie i powiedzial mi kilka przykrych slow..ze nastepnym razem to mam jechac do wariatkowa..bliscy sie odemnie odsuwali..od 8 miesiecy chodze na terapie poznawczo-behawioralna.kazdy komu o tym mowilam patrzyl na mnie krzywo..w nikim nie mialam oparcia.napady powoli traca na czestotliwosci.ale caly czas towarzyszy mi lek przed smiercia.chociaz tak naprawde czasami wolalabym umrzec..kazdy bol glowy,serca a nawet palca uruchamia we mnie cala lawine mysli o najrozniejszych chorobach..nie panuje nad swoim zyciem..

  17. Magdalena

     /  Luty 3, 2013

    Luna wiem o czy mowisz gdy wspominasz bol palca i lawine niepotrzebnych uczuc.Ja nie boje sie juz smierci, zreszta nie wiem czego sie boje…chyba tego , ze czuje sie zle i tyle…wrecz mysle, ze smierc mnie wybawi jedynie…To nie jest wazne…Wazne jest to , ze choc wielokrotnie sie poddaje to podejmuje walke…nawet teraz…wlasnie mnie naszlo to bezsensowne myslenie, ze moje zycie nie ma sensu i to uczucie ‚przeciagu’od przelyku do zoladke.
    Mysle , ze pomaga mi swiadomosc , ze inni tez cierpia, ze moje odczucie nie jest tak zle jak innych…sama popatrz:ja do szpitala nie trafilam, wiec to bedzie moim punktem pozytywnym z twojej historii, ale Ty mozesz ode mnie naladowac baterie swiadomoscia, ze strach przed smiercia mija…Czytanie blogu jak ten, tez jest terapia….

  18. Iza

     /  Luty 4, 2013

    Mnie dzieje się to samo psychiatra stwierdził u mnie nerwicę lękową.. Dziękuję za tę stronę jest bardzo pomocna sprawia że czuję się normalna i daje nadzieję że znów będę szczęśliwą sobą .Przeczytałam artykuł o Hellingu i o tym że poczucia winy oraz wyrzuty sumienia wpływają na to że człowiek wpada w stan nerwicy i depresji. Myślę że tak było w moim przypadku. Chodzi o to że mam bardzo dużą emocjonalną więź z moją mamą która ma często depresję . Za którą bardzo się modliłam żeby w końcu znalazła dobrego męża i się pobrała i to się spełniło ale ja od tego czasu jakoś przestałam się cieszyć życiem i zamkłam się w sobie czuję częste kłucie w sercu jak bym nie mogła oddychać i nie mogę się uczyć ani nic jak bym była głupia.I kiedy staram się odzyskać chęć do życia i odnaleźć w sobie szczęśliwą ja widzę że stan mojej mamy się pogarsza i mam wyrzuty sumienia które sprawiają że myślę że jeśli chcę żeby była szczęśliwa to ja nie mogę być szczęśliwą sobą i cieszyć się życiem a jedynym ukojeniem na to jest iście do zakonu czego nie chcę bo nie uważam że mam powołanie chociaż kocham Boga ale to tak jak bym chciała się poświęcić za dobro mamy bo wierzę w cuda i mam wrażenie że jak to zrobię to ona wreszcie będzie mogła się cieszyć z z życia i z tego że ma w końcu obok siebie tak wspaniałego męża. Cały czas słyszę w głowie głos twoje szczęście albo jej? poświeć się a będzie szczęśliwa a ty będziesz mieć wewnętrzny spokój i brak wyrzutów sumienia nie robie tego celowo to chyba dla tego że kocham moją mamę nad życie a ona jest nieszczęśliwa mimo że ma wszystko i to tak jak bym chciała coś na to poradzić i cały czas widzę winę w sobie jak to małe dziecko które widzi że mama zrobiła sobie krzywdę i cierpi razem z nią płacze i ma wyrzuty sumienia że to z jego winy się stało… Nie chce wierzyć że nie ma innego spokoju i że kiedyś nie będziemy mogły byś razem szczęśliwe … Kocham moją mamę ale nie chcę tego robić zwłaszcza że kiedy jej to mówię to ona sama mówi że nie chce nawet tego słyszeć .. powtórzę myślę że od tego mi się zrobiła nerwica. Muszę porozmawiać z psychiatrą na ten temat ale myślę że ważną rzeczą kiedy wam się to dzieje to iść do dobrego terapeuty albo starać się samemu znaleźć źródło waszej ,,Choroby” (naszej). Musicie dążyć do tego żeby się wyleczyć szukajcie pomocy samym jest trudno nie bójcie się powiedzieć tego komuś zaufanemu ale przede wszystkim idźcie do specjalisty bo normalni ludzie mogą tego nie zrozumieć a on sie tym zajmuje i wie co wam dolega i jak wam pomóc starajcie się jak najbardziej otworzyć na świat znaleźć źródło problemu. Byście mogli znów bez leku w sercu iść przez życie będąc szczęśliwymi sobą jakimi byliście kiedyś. Nie dajcie się temu złu które chce nam odebrać chęć do życia bo jesteśmy wspaniałymi i dobrymi,wrażliwymi ludźmi i inni nas potrzebują takimi wspaniałymi jakimi jesteśmy. Nie dajcie się ściągnąć na dół .. Wierze że nam wszystkim się uda 🙂

  19. Iza

     /  Luty 4, 2013

    Pani całkowitą rację w tym, że cierpienie nie uszlachetnia, że ludzka natura nie pozwala nam na pogodzenie się z taką właśnie chorobą ( długo , bo 19 lat chorowałam na astmę w zaostrzonej postaci i uważam , że tamten czas to nic w porównaniu z tymi dwoma latami leczenia nerwicy), możemy sobie nawet mówić , że jesteśmy pogodzone – ale po każdym ataku jest żal , bunt , opuszczenie rąk , wszystko wraca na nowo. I można pytać – gdzie jest moja wiara? Można pytać – gdzie jest Bóg i czemu żąda ode mnie czegoś takiego? Dla mnie sens jest tylko w oddaniu cierpienia Chrystusowi , pocieszenie jest właśnie jedynie w tym, że On był Człowiekiem i doskonale wie, jak nam tu jest, zna demona strachu , bo przeżył go w Ogrodzie Oliwnym i na Golgocie. Zna uczucie totalnego opuszczenia i wie , czym jest strach przed śmiercią. Wie , co to znaczy , gdy Bóg milczy. Rozumiem również Pani wypowiedź o Bogu , którego musimy o coś prosić, błagać … Trudno jest zobaczyć Go w innym ujęciu niż to , do którego jesteśmy poniekąd przez Kościół przyzwyczajeni. Myślę, że rzeczywiście sens jest w modlitwie trwania bez słów, tak jak Pani to czyni. To chyba najgłębsza forma modlitwy. Podziwiam Pani chęć prowadzenia bloga dla chorych. To jest dobroć i miłość do drugiego człowieka , zrobiła Pani wiele. Pozdrawiam
    Pani Gosiu piekne i wspaniałe słowa, musi byś pani wspaniałą osobą:)

  20. Iza

     /  Luty 4, 2013

    Chciałam jeszcze dodać że nie myślmy o sobi że jesteśmy inni albo chorzy myślmy że jesteśmy ludźmi, którzy tak jak wiele innych ma problemy i starajmy się robić wszystko co robiliśmy jak czuliśmy się zdrowymi i szczęśliwymi sobą rób cie to co zawsze dawało wam szczęście to co kochaliście chociaż to bardzo boli starać się robić rzeczy które kiedyś kochaliśmy a teraz sprawiają nam ból to mimo to rób my to bo to pomoże nam odnaleźć samych siebie i być znów szczęśliwym sobą jak kiedyś nie bojącego się świata i niczego 🙂
    Więc do boju bo jestem pewna że damy radę tylko musimy tego bardzo chcieć 🙂 Gorąco wszystkich pozdrawiam i ściskam:)

  21. Kleo

     /  Luty 5, 2013

    Moja historia trwa od gimnazjum, a od 4-5 lat leczę się u psychiatry i chodzę na terapię do psychologów. Zastanawiam się jak ja to wytrzymuje.. jestem wyczerpana ciągłymi lękami. To nie jest zycie to wegetacja. Próbuję już wszytskiego – czytam ksiązki dotyczące nerwicy i radzeniem sobie z nią, chodzę na terapię, biorę parogen 25 mg. Jeśli macie jakieś sposoby radzenia sobie z nią dajcie znać. Szczególnie jak zmniejszyć lęk w sytuacjach stresowych np w pracy. Mówienie sobie w myślach „będzie dobrze”, nucenie piosenek nie pomaga… Dadajcie mi otuchy !. Czy kiedyś będę zdrowa? Otworzę oczy i nie będę czuła lęku. Pojadę w góry bez biegunki…. czuje się żenująco że nie umiem zapanować nad swoim organizmem. Pozdrawiam

  22. Iza

     /  Luty 5, 2013

    Słuchajcie byłam dziś na siłowni i ćwiczyłam bardzo intensywnie i czuję się wspaniale 🙂 To bardzo pomaga 🙂 wyładowywuje nasze nerwy odsuwa złe myśli. Sport to naprawdę zdrowie nie tylko fizyczne ale i psychiczne 🙂 Nie wyzdrowiejecie odrazu ale poczujecie się dużo lepiej bedziecie lepiej oddychać nabierzecie odwagi i pewności siebi której nam do tej pory brakowało i wyjdziemy z tego ,,Główna” Bo my mamy prawo do życia i bedzięmy żyć pełnią życia i będziemy się nim cieszyć! Naprawdę spróbujcie codziennie albo biegać ,ćwiczyć , koncentrować się na swoim dobrym samopoczuciu podobaniu się sobie i czerpaniu przyjemności z tego życia które jest po to stworzone byśmy się z niego cieszyli i mogli być szczęśliwi 🙂 Pozdrawiam wierze że się nam uda mnie sie powoli udaje czuje że jestm na dobrej drodzę muszę wyładowywać złe emocje i nerwy które mnie sciskają 😀 Wyrzućcie , wypoćcie z siebie nerwicę a zobaczy cie że ożyjecie jakbyście się narodzili na nowo 🙂
    Wszystkim nam powodzenia:*!

  23. Kleo

     /  Luty 6, 2013

    Iza – ja od początku stycznia chodzę na siłownię i faktycznie lepiej się czuję (lżej) Faktem jest że są lepszei gorsze dni. Zastanawiam się ile miesięcy,lat potrzebuje organizm żeby zapomnieć o stanach lękowych. W tej chwili wygląda to w ten sposób że ja walcze – chodzę na siłownie, czytam książki,staram się odwracać uwagę od lęku. Jest cholernie ciężko ja mówie sobie” lubisz siebie, uśmiechnij się, rozluźnij się”, a organizm swoje mam mdłości,boli mnie głowa,jestem senna, w sumie ciągle śpię…

  24. Magdalena

     /  Luty 6, 2013

    Ja czuje sie dobrze tylko gdy jem! Tragedia…Ale usmiecham sie dzisiaj..jupi!
    NB moj mail gdyby ktos chcial pogadac:majewska1979@googlemail.com Ale wiem ze malo z nas tak naprawde chce gadac, juz jestesmy zmeczeni, znuzeni i poddajemy sie….

  25. Iza

     /  Luty 6, 2013

    Wiem Kleo masz racje to pomaga ale nie koniecznie wylecza dziś choć byłam poćwiczyć to dostałam ogromnego ataku paniki, mdłości i bólu głowy i bardzo się źle czuję. Jeśli ktoś z was zna dobrego psychoterapeute w krakówie to niech napisze bo muszę zacząć terapie tylko u kogoś wartego polecenia 🙂 Miałam nadzieję że sobie poradzę sama ale coraz bardziej widzę że nie a nie mogę męczyć rodziny i ich przygnębiać bo im zaszkodze będą się tylko przejmować i martwić i nic dobrego z tego nie wyniknie ..

  26. Kleo

     /  Luty 11, 2013

    Obecnie jestem na etapie czytania ksiązki „Lęk i Fobia” Edmund J. Bourne.
    Polecam świetnie napisana.

  27. Kazik

     /  Luty 11, 2013

    Małgosia bardzo , bardzo Ci współczuję.Walczysz z tym już tak długo.Ja walczę krócej
    a leków unikam bo jak je brałem było dobrze a później jak przestawały działać była tragedia.
    Gdyby zdrowi potrafili zrozumieć chorego na nerwicę, może byliby bardziej pomocni i wyrozumiali.Od kiedy zacząłem chorować otrzymuję od znajomych same ciosy dobijające mnie.Gorąco pozdrawiam Cię

  28. brenda

     /  Luty 14, 2013

    Witam, od dwóch lat cierpię na nerwicę lękową. Diagnozowano mnie długo, leczono na nadciśnienie i prawie doprowadzono do obłędu. Moja nerwica pojawiła się nagle, była efektem mobbingu w pracy. Po roku silnych ataków paniki, bólu żołądka, o którym pisze autorka bloga, a także identycznych relacjach w domu, gdzie ciągle słyszałam, „że mam się wziąć w garść”, wreszcie trafiłam na dobrego lekarza i dzisiaj mogę powiedzieć, że chce mi się żyć. Cały czas biorę leki, gdyż dla mnie najskuteczniejsza okazała się długość terapii. Lekarstwa przyjmuję 15 miesięcy i dopiero teraz widzę, że jest dobrze. Zatem nie można się zniechęcać po paru miesiącach przyjmowania leków, bo to wszystko trwa zdecydowanie dłużej.
    Sama choroba jest wyniszczająca, doprowadza do depresji, nie byłam w stanie wstać z łóżka, każde wyjście z domu, było okupione atakiem duszności, bólu i tachykardii serca. Moje tętno przekraczało 180 uderzeń na minutę. Masakra.

    O moim chorobie i leczeniu wie tylko mąż. Świat jest zbyt okrutny żeby mówić wprost o nerwicy.

  29. Kleo

     /  Luty 14, 2013

    Nasze historie są podobne. Każdy z nas ( z tego tego forum) przechodzi ten koszmar. Motywujące jest że da się z tego wyjść na prostą.

  30. Refka

     /  Luty 24, 2013

    Ja też miałam takie bóle brzucha, że gryzłam poduszkę, 10 lat mija kiedy byłam pierwszy raz u psychiatry z nerwicą, branie tabletek, odstawienie, depresja, lęk, nerwice narządów wewnętrznych, wymiotowałam, miałam tak napięte ciało i napięcie w głowie, ze myślałam, że tego nie wytrzymam,ze zwariowałam, że zaraz umrę, bałam się wszystkiego i wszystkich a nawet siebie, itd, żadne leki od psychiatry nie pomagały, chciałam nie żyć, ale postawiłam wszystko na jedną kartę, zwróciłam się do Boga, trafiłam do Odnowy, nie podobało mi się tam, miałam lęk przed Bogiem, tamci ludzie wydawali się tacy obcy, te praktyki wstawiennicze takie nieprzekonujące, ale pomyślałam sobie że dam sobie i Bogu szansę, że zostanę, częste msze, nawet codziennie, już potem od tego częstego chodzenia na samą myśl, że będę tam szła czułam strach, ale szłam, mimo lęku, mimo mdłości, trzęsących się nóg, cała spięta, szłam tam po raz kolejny, i mówiłam sobie: Boże pomóż, mimo tego co czuję, ale zważ nie na moje uczucia ale na wolę, że chcę iść, bo tak mi intuicja podpowiada. Bóg stopniowo otwierał furtki, chociaż musiałam czekać, ale ciągle miałam nadzieję, myślałam o Nim, że tylko On może być moją ostatnią deską ratunku. Już cztery lata i dwa miesiące jak dzień w dzień chodzę na msze, na modlitwy, rekolekcje, jak staram się rozwijać wieź z Bogiem, jak staram się zaakceptować to wszystko co na mnie przychodzi, siebie , ludzi i wolę Boga, ostatnio modlitwa kontemplacyjna. Okazuje się, że ta modlitwa jest tak prosta, że mogą ją praktykować osoby z depresjami, a nawet wskazane jest żeby modliły się nią osoby które czują, ze świat zewnętrzny ich już nie cieszy.
    Bóg wysłuchał lęki są coraz rzadsze, ostatnio po rekolekcjach poczułam, jabkby mi coś odmarzło w sercu, co przedtem miałam taki lęk, jakbym miała odłamek lodu w sercu, to te urazy, nieprzebaczenie do innych, do siebie , nieakceptowanie siebie, itd.
    Jestem przekonana. Wiara czyni cuda, bez niej nie jest możliwe wyzdrowienie.

  31. Mariusz

     /  Luty 25, 2013

    No i ja tu trafilem,sam nie wiem czy iść do Psychiatry czy nie,boję sie brać psychotrow 😦

  32. Mariusz

     /  Luty 25, 2013

    brenda z jakiego Miasta jesteś?? U mnie w Miasteczku o dobrego lekarza to masakra :/ ja mam podobne jak Ty brenda też przez pracę sie zaczęło a najgorsze ejst to,że będe musiał tam wrócić 10marca 😦 Ja mam nagły przypływ adrenaliny,objawia sie to nagłym zawrotem w głowie zaraz serce wali jak szalone i ciśnienie 190/120 i drgawki nóg i rąk,suchość w ustach i straszne spięcie mięśni,jak wstane pooddycham przy oknie pochodzę i odraz tabl na nadciśnienie to mija po 15min,straszne mi to utrudnia życie,i stąd pewnie mam nadciśnienie tętnicze…a powiedzcie mi macie kłopoty ze snem?? Ja zasnąć zasnę ale budze sie co 2h w nocy,a i straszne czuję sie ciągleeee zmęczony brak sił na cokolwiek.Za 2mies mam mieć zrobiony rezonans głowy bo kiedyś miałem mały wypadek i chcą wykluczyć…Ale jak czytam te wszystkie objawy to jestem pewnie na 90% ze to nerwica 😦 objawiła sie jakieś 9lat temu jak wyjechalen za granicę i teskniłem za Panną :/ spać po nocach nie mogłem przez 2mies schudłem 15kg zero apetytu,jak wróciłem do Pl poszedł do lekarki i mi powiedziala ze to objawy nerwicy,i że z czasem przejdzie i zebym nie myslal o tym i tak zrobiłem!! I szczerze przeszło,ale za jakiś czas wraca i tak teraz mam,przechodzi,powraca ale teraz ciągle to wemnie siedzi chroniczne zmęczenie brak sił na cokolwiek,rodzina tykogada przesta sie nad sobą użalać,dziewczyna także mnie nie rozumie 😦 Do Ani co [piszę do góry,powiedz mi skąd Ty jesteś??

  33. Andrzej Świerżewski

     /  Luty 28, 2013

    Polecam obejrzenie filmu „Siostry Magdalenki” to wyleczy was z reszty złudzeń co do koscioła katolickiego.

  34. Wierzę, że Kościół to więcej niż tylko ludzie i ich grzeszność. Grunt to wpierw zbudować siebie – i relację z Bogiem. Jeśli się jest osobą myślącą i szczerą wobec Boga można do Kościoła wrócić i czerpać…Dla mnie to jeszcze nie czas, ale może taki czas nadejdzie. Wierzę, że taki czas mógłby nadejść, ale wpierw trzeba uporać się z ranami, z poukładaniem sobie wiary w głowie i w sercu…

  35. Monikka

     /  Kwiecień 14, 2013

    Witam wszystkich nerwusów 🙂 podobnie jak poprzednicy przechodze przez to samo. Jeszcze miesiąc temu nie miałam pojecia o tym, że istnieje coś takiego jak nerwica lękowa. Zawsze miałam mały problem z chodzeniem do marketów, kin itp. miejsc gdzie jest ograniczona możliwość ucieczki i tłum ludzi nie rozumiejących mnie. Czułam mały niepokój jednak dawałam sobie z tym rade. Około miesiąca temu zaczeło sie na dobre, całkiem niespodziewanie jak grom z jasnego nieba hehe :). byłam w markecie, stałam w dużej kolejce no i zaczeło sie..(szczegółów chyba nie musze przybliżać ) Wtedy byłam jeszcze wstanie wyjść spokojnie z domu, spacerować, wejść do małego sklepiku itp, Dzisiaj jest mi ciężko wyjść z domu, zaczyna sie wiosna powinnam sie cieszyć a tu nic!! zupełnie mnie to przeraża. Za dwa dni mam wizyte w psychologa i szczerze przeraża mnie nawet to, boje sie że w drodze dostane ataku paniki i nie zdołam dojść do niego, staram sie być silna i myśleć pozytywnie ale jakoś marnie mi to wychodzi. Cała ta sytuacja mnie przytłacza, a tym bardziej dlatego, że mam trzy-letniego synka który wymaga wyjścia na spacer, na plac zabaw, czasami do przychodni itp, a w tym momencie nie jestem w stanie mu tego zapewnić. Szukam pomocy i wsparcia, szukam ludzi którzy przeszli przez to i dają rade w życiu, żyją normalnie, chce uwieżyć w to że ja też potrafie i dam rade, Proszę o pomoc!!!
    PS. Duże ukłony w strone założycielki bloga!

  36. Choruje na nerwicę 13 lat ,tzn. pierwszy atak paniki miałam 13 lat temu. Myślę,że choroba dawała znać o wiele wcześniej. Im dłużej trwa, tym dłuższe negatywne doświadczenie.
    Monikko,to dobrze ,że trafiłaś na tę stronę już teraz. To znaczy,że szukasz szybko pomocy.Zobaczysz wyjdziesz z tego .Będziesz wolna i szczęśliwa.Pokonując to trudne doświadczenie dasz sobie tyle siły! Nauczysz się siebie. Życzę Ci , żebyś wyzdrowiała!

  37. onWalczy

     /  Maj 20, 2013

    Czytam Was kochani…mam nerwice na bank :/ jeszcze nie bylem u psychiatry…Ja wychodze z domu uprawiam sporty.Pomaga ,ale jak wypije alkohol przechodzi calkowicie! szok..Teraz mam lęk przed alkoholizmem:/Ale jak zrezygnowac z czegos co raz w tygodniu daje ulge. ?

  38. lena

     /  Maj 30, 2013

    hej Iza, znam godnego polecenia psychoterapeutę w Krakowie, proszę podaj namiar do siebie, to się odezwę

  39. Daria

     /  Czerwiec 6, 2013

    hej.jestem nowa .U mnie sprawa jest o tyle bardziej skomplikowana ,ze psychiatra oprócz nerwicy stwierdził również hipochondrię:(już nie daję rady…Mam 29 lat i żyje w przeświadczeniu że to cholerstwo niszczy mi życie.Nie jest to stan codzienny.bywa dobrze,ale jak chwyci to nie ma zmiłuj…A myślę że stało sie tak odkąd nagle zmarł mój dziadzia-na białaczkę-z dnia na dzień…Od tamtej pory robię badania krwi średnio 2 razy w roku.Nakręcam się na wszystkie możliwe choroby…”miałam już” SM,tętniaka,guza mózgu…teraz jestem na etapie kolejnej choroby która spowoduje ze umrę.mam 3 letnia córkę i wiem że to dla niej muszę się pozbierać…tylko żeby to było takie proste…chodziłam na terapię grupową przez 3 miesiące…efekt marny-nie otworzyłam się w ogóle…to był czas w którym czułam się dobrze więc nie chciałam TEGO ruszać….kiedy mnie dopada mam wrażenie że żyje w innym świecie…napięte mięśnie,ogólne spięcie,ból głowy ewidentnie napięciowy,trzęsą mi się ręce,częste oddawanie moczu,ciągle mi zimno,ciągłe głębokie oddechy,często zawroty głowy,niepokój,strach przed śmiercią…do tego jeszcze nerwobóle umiejscawiają mi sie w dziwnych miejscach…rwie mnie w piersi,co chwile dopadają mnie bóle mięśni…przy skrętach tułowia boli w klatce piersiowej…i jak tu powiedzieć że życie jet piękne?:(

  40. Monikka

     /  Czerwiec 15, 2013

    A mnie pociesza myśl, że nie jestem sama. Za dwa tygodnie mam wizyte u psychiatry, to jest dla mnie ostatnia nadzieja. Byłam wcześniej u psychologa ale nic mi ta wizyta nie dała, opowiedziałam o swoim problemie i tyle. Do tego od ok.2 tygodni biore leki na uspokojenie, narazie ziołowe br., i musze przyznać że pomagają i troche tłumią objawy paniki. Mam nadzieję, że wszystkie damy radę:) Podobnie jak poprzedniczka mam 3-letniego synka i to dla niego chce żyć normalnie, bo wiem że jak narazie jego życie jest w moich rękach więc nie mogę się załamywać.

  41. Monikka

     /  Czerwiec 15, 2013

    A co powiecie o treningu autogennym schultza ?? Ja staram się stosować do treningu co jakiś czas, nie daję rady codziennie bo czuję kompletną flustracje słuchając tego w kółko, ale i tak faktycznie potrafi to wyciszyć. Stosuję również metode wizualizacji przez muzykę, wyczytałam o tym na pewnym forum.Wkladam słuchawki w uszy, włączam muzykę taką jaką lubie,radosną:) z jaką mam dobre wspomnienia i wyobrażam sobie różne miłe, przyjemne sytuację, przypominam sobie sytuacje z życia, tylko takie radosne lub wymyślam, marzę 🙂 Poprostu wyświetlam sobie film, a reżyserem jestem ja:) Powiem szczerze, że pomaga taka wizualizacja, trzeba się mocno skupić na tym i oderwać się od wszystkiego co nas otacza i można się cudnie odstresować. Szukam pomocy w każdym kierunku 🙂 Pozdrawiam wszystkie nerwusy. Ps. Może wy macie jeszcze jakieś ciekawe sposoby na obniżenie stresu, napadów paniki itp.

  42. Daria

     /  Czerwiec 19, 2013

    U mnie niestety wizualizcja nie pomaga,bo najzwyczajniej w świecie nie potrafię się wczuć…:(Jedyne co staram się robić to tłumaczyć sobie,że nic mi nie jest .U mnie problemem jest awersja do brania tabletek,wiec się męczę….czasem na melisę się skuszę ale szału nie ma:(Pozdrawiam!:)

  43. Nina

     /  Czerwiec 29, 2013

    Witam wszystkich 🙂
    Trafiłam tutaj z przypadku, jak większość, szukając – znalazłam 🙂
    Nie będę się rozpisywać o moim przypadku, bo nie o to mi chodzi. Chcę zaproponować książki, których autorem jest dr Joseph Murphy np „Dar intuicji” -myśli kształtują życie, „Potęga podświadomości” są tez inne pozycje.
    Przypuszczam, że wszyscy, którzy popadają w nerwice, to ludzie bardzo wrażliwi, zawsze chętni do niesienia pomocy, uśmiechnięci, silni! tak silni, bo nie pozwalamy, aby ktoś myślał o nas inaczej! ale kiedy nazbiera nam się za dużo emocji, którymi nie możemy się podzielić,(bo przecież jestesmy przykładem świetnego radzenia sobie w życiu:) ) zaczyna nas ogarniać frustracja, a lęki pozbawiają nas wszystkiego…..najprostsza decyzja stanowi problem nie do pokonania….
    Ale jest na to rada – lęki można wykurzyć z naszej podświadomości, tak możemy, bo tylko nasza myśl tam je utrzymuje, a nad naszymi myślami TYLKO MY PANUJEMY!
    Jeżeli czujesz,że wszystko już zawiodło…..nic nie jest w stanie Ci pomóc, ale jestes świadom, że jesteś kimś wartościowym, i że tak naprawdę chcesz żyć, bo świat jest piękny,
    to zrób to co Ja – Postaw się! Kiedy byłam totalnie już wykończona i nikogo obok, z kim mogłabym porozmawiać, po kolejnej nocy ogarniętej niepokojem, nieprzespanej – za radą z książki zaczerpniętą- poszłam wczesnym rankiem do parku i płacząc w złości, wykrzyczałam do Swojej Podswiadomości w niecenzuralny sposób, że mam już dość i niech wszystkie lęki znikną! tylko Ja myślami tworze Świat i wiem jaka jestem i nie ma żadnych podstaw by się bać! KONIEC!
    Nie wiem jak długo tam byłam,ale wróciłam zmęczona i….spokojna 🙂
    Sprawdziłam, że można w 100% wpłynąć na swoją podswiadomość, ale udało mi się to tylko w akcie desperacji.
    Wierzę, że każdy ma w sobie siłę aby pokonać lęk!
    Powodzenia 🙂

  44. Anka

     /  Lipiec 7, 2013

    Autorko strony, wielkie Ci dzięki! Bardzo mi pomogły Twoje opisy wszelkich zaburzeń nerwicowych. Teraz mam się lepiej (choć akurat dziś wysokie ciśnienie na dworze i mam niewielkie zawroty głowy i ucisk w klatce piersiowej). W najgorszych chwilach leżałam w łóżku z laptopem na kolanach, dreszczami, zaburzeniami rytmu serca, przerwami na biegunkę i czytałam Twój opis objawów. Pomagało mi to kolejny raz uwierzyć, że to nerwy, a nie śmiertelna choroba. To tak zamiast robienia sobie karteczek 😉

    Co mi oprócz tego pomogło:
    – dziewiąty miesiąc chodzę na psychoterapię indywidualnie
    – ziołowy Sedomix + Vita Buerlecithin
    – fakt, że ktoś z moich bliskich też przez to badziewie kiedyś przechodził, więc mam kogoś, kto mnie rozumie i wie, że nie wydziwiam
    – leków od psychiatry za radą terapeuty jednak nie wykupiłam

    Terapii nie zamieniłabym na nic innego. Uczę się cały czas, że powinnam myśleć o sobie. Sprawiać sobie przyjemności. Zasługuję na to. Jak sama o to nie zadbam, to kto zadba? Próby zadowalania otoczenia są bezsensowne, podobnie próby kontrolowania i naprawiania świata oraz radzenia sobie ze wszystkim. Mam za to prawo złościć się na innych i oznajmiać im tę złość. Każda stłumiona i niewypowiedziana emocja staje się objawem lub lękiem. Dodatkowo próbuję się nauczyć, że jak coś przykrego schowam głęboko w zakamarkach pamięci, to wcale nie znaczy, że tego nie ma. To jest i też generuje lęki. I trzeba się zmierzyć z tymi ukrytymi emocjami. To niby wszystko takie proste i każdy to wie, ale okazuje się, że wiedzieć, a wykorzystywać w praktyce to dwie różne rzeczy. A najtrudniej chyba uwierzyć, że te proste rzeczy pomogą.

    Wszystkim cierpiącym życzę ulgi. Ja zaczynam mieć coraz większą nadzieję, że z tego wyjdę i wreszcie przestanę się bać w różnych, zdawać by się mogło prostych sytuacjach.

  45. monikka86

     /  Sierpień 9, 2013

    witam wszystkich ponownie, chciałabym podzielić się nowościami,otóż jakiś miesiąc temu wkońcu wybrałam się do lekarza psychiatry, wkońcu się przemogłam i dzisiaj czuje że mogę odetchnąć z ulga. lekarz jednoznacznie stwierdził nerwicę lękową, dostałam leki (citabax) i dzisiaj po miesiącu przyjmowania tego leku, leki praktycznie zniknęły, mogę normalnie wychodzić,robić wszystko co robiłam wcześniej,i czuje się naprawdę super,czuje że zmierzam w dobrym kierunku,przede mną jeszcze długa terapia ale wiem że dam radę i nie poddam się! dlatego radzę każdemu z was wizytę u psychiatry to nic nie kosztuje i nic napewno nie stracicie możecie jedynie zyskać – SWOJE ŻYCIE! a co do wizyty u psychiatry to jeżeli ktoś się nie orientuje,to nie potrzebujecie skierowania więc nie ma problemu z dostaniem się do niego. Zostawiam swojego emaila jakby ktoś chciał pogadać:) monikka865@wp.pl

  46. Aleksandra

     /  Sierpień 10, 2013

    Witajcie! Też choruję na nerwice lekową. Fajnie by było jak by gdzieś została stworzona grupa wsparcia gdzie każda osoba mogła by przyjść i pogadać o swoich lękach z innymi osobami które przechodzą to samo. Może nawet są takie grupy tylko o nich nie wiem. Sadze że nam nerwicowcą było nam łatwiej bo nie udawaliśmy byśmy przez sobą osób którymi nie jesteśmy. Chyba wiecie co mam na myśli Pozdrawiam Aleksandra.

  47. edek

     /  Sierpień 10, 2013

    witam Panstwa czytalem te posty i musze napisać cos o sobie. niestety Bozia nam nie pomoże i prosze nie pisac takich glupot ze skomlenie do krzyżyka pomaga ,nic nie pomaga ja walcze z tym dziadostwem ok 10 lat u mnie zaczelo sie przez sex drags i muze i mam teraz jazdy fobie lęki bylem u psychiatrow i mowie wam ze oni gówno pomagają potrafią tylko recepty wypisywac ,leków antydepresyjnych jest mnóstwo i niekazdy kazdemu podpasuje a ten idiota przepisal mi ketrel lek na schizofrenie kurwa jak mnie trzeplo po 2 tygodniach to niewiedzialem co sie dzieje ze mna odrazu odstawilem ipo czase bylo lepiej bylem tydzien w szpitalu psychiatrycznym diagnoza lęk uogólniony z napadami lęku i inne zaburzenia psychiczne ale niewiem jakie jak powiedzialem tam lekarzom co mi przepisal pan doktor to powiedzieli co to za idiota i czy on legalnie przyjmuje teraz mam mysli samobójcze bylo juz dobrze ale wraca scierwo i to coraz silniejsze teraz mam 38 lat jestem silny ale juz sie poddaje mysle ze nerwica wygrywa powoli starcilem prace mam kobiete której nie kocham chyba albo sam juz niewiem mam tez osobowosc borderline sam do tego doszedlem takze poraz kolejny sam polegałem na sobie

  48. edek

     /  Sierpień 10, 2013

    podoba mi sie post NINY to co napisala to prawda pozdrawiam Panią czy tez koleżanke fajnie jest to ujęte i prawdziwe

  49. monikka86

     /  Sierpień 12, 2013

    edek – trochę wiary w siebie!bo co ci pozostało jak nie włączyć o siebie.ta choroba to nerwica – czyli jedna z niewielu chorob na która my sami mamy wpływ! chory na nowotwór nie ma na to wpływu, umrze może nie, pomimo że walczy z tym dziadostwem, a my nerwicowce? to przede wszystkim zależy od nas czy damy radę z tego wyjść. Także trzeba próbować wszystkiego,jak nie ten lekarz to inny,jak nie te leki to może inne będa dobre,może terapia albo grupa wsparcia,cokolwiek by się tylko nie poddać. mamy tylko jedno życie nikt nam drugiego w prezencie nie podaruje więc z jakiej racji oddawać je nerwicy! wiem co mowie bo ostatnie miesiące to był horror dla mnie, ale ratuje się jak mogę i nie poddam się dopóki to świństwo nie zostawi mnie raz na zawsze! pozdrawiam

  50. edek

     /  Sierpień 15, 2013

    elo monia jak chcesz poagadac to zapraszam na gg 4522906 i wszystkich którzy mają to scierwo

  51. ragazza

     /  Sierpień 18, 2013

    Dzięki za stronkę, pomogła mi dzisiaj poczuć się lepiej. Wygląda na to, że mam nerwicę, wszystkie objawy się zgadzają. Jeszcze oficjalnie nie zdiagnozowana, a raczej określoną jako ogólne osłabienie organizmu. Pierwsze objawy osłabienia pojawiły się w listopadzie 2012 r. nie wiedziałam co się dzieje. Na zbliżający się w grudniu wyjazd dostałam hydroksyzynę, ale o dziwo wzięłam ze 2 tabletki. Nie były mi potrzebne. Przez ostatnie pół roku pojawiały się napady duszności, drgawek w nocy, robiło mi się słabo w pracy w autobusie, serce zaczynało szaleć, a ja się zastanawiałam na co jestem chora (serce, wrzody?). Oczywiście EKG i morfologia nic nie wykazały. Na początku lipca byłam 2 tyg w Hiszpanii, nie było różowo, ale mimo złego samopoczucia jakoś przetrwałam. Po powrocie poczułam się lepiej, jeździłam na rowerze, starałam się złapać kondycję. Ale ostatnie kilka dni było okropne. Pojechałam do Zakopanego, z zamiarem pochodzenia po górach a nie po Zakopanym no i się zaczął Hardcore. Ledwo wdrapałam się na Gubałówkę (dla zdrowej mnie to żaden wyczyn), serce mi strasznie waliło podczas drogi, a jak już dotarłam to źle się czułam, nie miałam apetytu i zastanawiałam się jak ja wrócę na nocleg. Przy schodzeniu już takiego wysiłku nie było ale i tak nie było różowo. Myślałam ok następnego dnia będę wolniej się wspinać, ale to nic nie dało. Wstałam dosyć późno, niby po odpoczynku a już zmęczona, ruszyłam doliną, myśląc, że w spokojnym tempie i niewielkim wysiłku to dam radę, ale czułam się źle. Chciałam zawalczyć zaczęłam się wspinać, ale po kilkukrotnych przystankach wywołanych kołataniem serca i przeczuciem, że zaraz dostanę zawału zawróciłam ze szlaku. To była dla mnie straszna porażka. Jeszcze kilka lat temu należałam do wspinających się na Kasprowy wierch a nie korzystających z kolejki, byłam na czerwonych wierchach i giewoncie. To był wysiłek, ale byłam w stanie go znieść, a teraz.. Przez 3 dni pobytu dreptałam po zakopanym, wjechałam !!! wyciągiem na wielką krokiew, zdążyłam znienawidzić Krupówki i oglądałam z dołu kiedyś zdobyte szczyty. Podobno sport jest wskazany dla nerwicowców ale wspinaczka górska już nie? Skoro same napady lękowe nie szkodzą zdrowiu a serce wytrzyma ciągłe przyśpieszanie i zwalnianie to czy można zbagatelizować to kołatanie przy wysiłku i wdrapywać się choćby na Rysy. Ciężko jest to zbagatelizować bo serce przyśpiesza, robi ci się niedobrze, masz wrażenie ze zemdlejesz, a wiadomo, że w wyższych partiach gór zachowanie równowagi to warunek konieczny, żeby się wspinać. Zastanawiam się czy jeszcze kiedyś wejdę o własnych siłach na szczyt większy niż Gubałówka.

  52. irek 3-city

     /  Sierpień 22, 2013

    za jakis czas znow wejdziesz ! zobaczysz .

  53. Joanna

     /  Wrzesień 12, 2013

    Ziarenko nadziei ….
    Witam ! Mam nerwicę od około 6 miesięcy , choć wiem , że mój organizm sygnaizował mi to już wcześiej . Ogolnie pomimo nerwicy czuję się dość dobrze. Wiem, że to brzmi idiotycznie , ale to prawda. Pierwszy i jedyny atak miałam w lutym.Dodam , ze zawsze miaam probemy na tle hormonalnym więc zaczęłam przyjmować atykoncepcję , z resztą i tak chciałam uniknąć ciązy. Po 3 latach brania , strasznie zaczely mi cierpnac nogi, teraz juz wiem , że to pewnie objaw nerwicy , ale wtedy myslałam o zakrzepicy. Bałam się spać , myslałam ze mi serce stanie w nocy, Dodam, że studiuje 2 kierunki i naprawde moje życie pędzi.Wiecznie niewyspana , placzliwa i zlękniona. Załamana. Podczas zajęć atak lęku. Juz nie miewam ataków , zostały złe myśli i napięcie. Poszlam do psychologa , który stwierdził , że jestem zestresowana… haha dobre sobie. Nie uwierzyłam, ale czułam się coraz lepiej jak dowiedziałam się , że tylko wmawiam sobie śmierć. Lęki dotyczące zawału , zakrzepicy, raka itd itp opuścily mnie, 3 miesiące czułam się śmietnie. Dodam , ze nie miałam agorafobii i wychodzenie z przyjaciolmi zawsze sprawia mi ogromna przyjemnośc , tak samo jak dalekie wyjazdy. Teraz juz wiem , ze strach mija jak się człowiek na tym nie skupia. Byłam zajęta, natłok zajęc zajmował mi mysli i było błogo. Nagle – wakacje, stres. Tak to brzmi dziwacznie , ale stresowały mnie wakacje ,wiedziałam , że jak zaczne odpoczywać , to moje mysli zaczną krążyć wokol tematu nerwicy. Lipiec i siepień minęły dobrze. Wyjechalam nad morze , w gory , podrozowalam pociągiem , samochodem , Nie balam się tego. Mialam bardzo dobry humor. teraz jest wrzesień i przez 2 , 3 dni miałam spadek nastroju. U kobiet to pewnnie normalne , ze raz mamy gorszy dzien raz lepszy. Od kilku dni mam lęk przed depresją. Chciaz wiem , ze przygnębieie mija jak się człowiek na nim nie skupia. Wiem , ze mam wsparcie i dam sobie rade. Kolejny raz. Bo nerwica moze wrocic , bo juz raz przetarlismy jej sciezki , ale my mozemy ksztaltować swoja osobowość. Wiem , ze na ogol zyje normalnie , robie to co wszyscy ludzie i cenię siebie. Może w zyciu zrobilam kilka rzeczy , ktorych bym nie powtorzyła , ktore były złe, ale teraz po dosiadczeniu z nerwica wiem , ze juz nie powtorze tego ,co skrzywdziło innych , i przy okazji mnie.

    O mojej nerwicy wie tylko mój chlopak , który nie do konca wierzy w nią. Radzę sobie bez terapii i tabletek. Silą wlasnej odobowości , bo W KAŻDYM JEST TO COŚ , KAŻDEGO COŚ UTRZYMUJE PRZY ŻYCIU I KAŻDY JEST WARTOŚCIOWY.
    Chętnie porozmawiam z kimś kto potrzebuje troche wsparcia, opowiem o technikach , które stosuje u siebie. Mam również kilka pytań co do zmniejszania napięcia, bo to te napiecie powoduje zle samopoczucie. Pomóżmy sobie nawzajem.
    gg 6585865,
    mail : gr.asia@o2.pl

  54. Ania

     /  Wrzesień 20, 2013

    Moja nerwica zaczela sie 8 lat temu,wlasciwie byla ze mna od zawsze ale ujawnila sie wlasnie osiem lat temu kiedy wrocilam z pracy..Nagle zaczelo mi sie robic slabo,serce zaczelo walic jak oszalale,zaczelo sie zatrzymywac bardzo przykre i dziwne uczucie, oddech plytki.ciezko mi bylo zlapac powietrze,i to straszne wrazenie ze umieram,zadzwonilam na pogotowie bo jeszcze wtedy nie wiedzialam co tak naprawde sie ze mna dzieje.W szpitalu dali mi zastrzyk na uspokojenie i magnez dozylnie no i wypuscili,a ja dalej nie wiedzialam co mi dolega,setki badan,az w koncu lekarz powiedzial zebym poszla do psychiatry,no i sie wybralam (oczywiscie zaczelam leczenie prywatnie bo panstwowo to by mnie lekarz tabletkami tylko nafaszerowal) diagnoza Depresja z Nerwica Lekowa,zapisal mi leki i zaczelismy psychoterapie.Psychoterapia pomogla mi w tym ze potrafie sobie radzic z napadami ataku paniki gdzie te wszystkie objawy ktore juz opisalam narastaja z podwojona sila a potem jest ulga i zmeczenie.Gdy bralam leki czulam sie super ataki wcale sie nie pojawialy,ogolnie nie biore lekow juz z 6miesiecy i ataki sie pojawiaja szczegolnie wieczorem ale staram sobie z nimi radzic,jak dlugo wytrzymam sama nie wiem,bywaja ciezkie chcwile ale mam nadzieje ze wytrwam czego zycze innym,jesli ktos by mial ochote porozmawiac o nerwicy zapraszam na gg 25260638 dobrze jest popisac z kims na ten temat,z kims kto cie rozumie bo sam przezywa to samo,mozna to traktowac jako mala psychoterapie,a jeszcze lepiej jesli ktos jest z tego samego miasta i mozna sie spotkac i na wzajemnie sie wspierac.Ja jestem ze Starogardu Gdanskiego a dokladniej Rywald.pozdrowionka dla wszystkich nerwuskow buziaki.Ania

  55. Także choruję na nerwicę lękową. Non stop towarzyszy mi lęk, który często przeradza się w ataki paniki. Od kilku tygodni ćwiczę wyciszenie, ale nie widzę żadnych zmian. Kiedy u Pani pojawiły się pierwsze efekty? Czy to naprawdę możliwe, żeby napady paniki i odrealnienie przestały przychodzić?

  56. Kaśka

     /  Październik 21, 2013

    Hej, ja mojego pierwszego silnego ataku paniki (wcześniej nie łączyłam moich stanów odrealnienia w trudnych sytuacjach z paniką) dostałam w zeszłe wakacje w lipcu 2012, tuż po obronie mgr, zagranicą na wyjeździe. Co prawda było mi nieco łatwiej, bo skończyłam psychologię (niestety nie kliniczną 🙂 ), ale polecam spróbować wyjść z paniki o własnych siłach, bez leków. Moja droga to kilkutygodniowa terapia poznawczo-behawioralna, która zdecydowanie pomogła, ale nie wystarczyła, teraz od pół roku chodzę na terapię egzystencjalną i jest już naprawdę dobrze.

    Dla mnie momentem, w którym realnie poczułam, że panuję nad paniką, paradoksalnie był moment, w którym się jej poddałam zamiast z nią walczyć. Kiedy czuję się zestresowana i spanikowana, po prostu siadam lub się kładę, odpuszczam mięśnie (trening Jacobsona do wyćwiczenia tej umiejętności polecam 🙂 ) i negatywne myśli przekuwam w obiektywne spojrzenie na sytuację. Można powiedzieć, że nawet zaprzyjaźniłam się nieco z paniką, bo jej obecność zaznacza, w którym momencie coś mnie przerasta i że warto się tym zająć.
    Kosztowało mnie to pół roku leżenia w łóżku, kosztuje nadal zbyt wielki strach żeby wyjechać z miasta (choć dwa razy się udało! :D), częste picie alkoholu dla rozładowania napięcia (powoli staram się zmniejszyć jego częstotliwość 😉 ), ale udało się o własnych siłach i bez psychotropów. Jeśli ktoś znajdzie w sobie tyle siły – naprawdę polecam!

  57. Anonim

     /  Listopad 5, 2013

    Tez mam nerice od nie dawna ale uwierzcie mi ze nie ma sie tego co wstydzic. Z mojej rodziny powiedziałem kazdemu z czym sie zmagam nawet zaczałem rozmawiac o tym z miomi znajomymi i powiem Wam ze daje mi to wiekszy spokoj ze wiem ze ktos o tym wie i nie zamierzam tego ukrywac bo naprawde nie ma sie czego wstydzic. Tacy jestesmy i tyle.
    Zycze Kazdemu powodzenia we wlasnej walce i głowa do góry. Kiedys musi byc lepiej…naprawde 🙂

  58. Anonim

     /  Listopad 15, 2013

    A ja jestem matką, która cierpi z powodu nerwicy natręctw dziecka – dorosłego już człowieka ale dziecka. Ból ogromny… wszystko to prawda o relacjach w rodzinie, o miłości za „bardzo”, Bogu, zwątpieniu.. rozumiem doskonale. Uczę się żyć od nowa mając 50 lat. W nowej rzeczywistości utkanej z lęku i poczucia śmierci.

  59. Matko, jestem pod wrażeniem, że dotarłaś tutaj i napisałaś tego posta. Musiałaś być bardzo odważna, żeby to zrobić. Żeby wytrzymać pojawiające się poczucie winy, bezradności, żalu. Z tej odwagi, z tego zaczynania „od nowa”, chociaż w bólu, może jeszcze przyjść wielkie szczęście. Każde zaczęcie od nowa, jest wielką szansą. Pamiętaj też, że nie jesteśmy ani dobrzy, ani źli. Jesteśmy i tacy i tacy jednocześnie. Nie daj się wciągnąć w bezradność winy. Patrz raczej na to doświadczenie jako szansę, jako niekończącą się szkołę życia. Zachęcam Cię do podjęcia terapii, albo Wam wszystkim do podjęcia wspólnej terapii systemowej. Jeśli się nie uda, to Ty daj sobie szansę przepracować to i naprawdę zacząć od nowa. Nauczyć się nowych sposobów okazywania miłości, nowych sposobów traktowania siebie i innych. Na tą drogę pozostaję myślami, ciepłymi i serdecznymi..

  60. joanna

     /  Listopad 18, 2013

    Mam 25 lat , od 3 choruję , od roku jestem bez leków , było lepiej ale nie rewelacyjnie bo dalej nigdzie nie byłam w stanie wyjechać na wakacje, tyle że bez strachu poruszałam się po większej części miasta w którym mieszkam. Ostatnio wszystko wraca 😦 Moja nerwica zaczęła się wraz z rozpoczętą nauką w szkole policealnej, teraz zostałam wysłana do podobnej szkoły – wymóg z pracy, wszystko wróciło , wspomnienia i stres który na nowo obudził we mnie to cholerstwo. Mam chwile kiedy wolałabym umrzeć. Kiedy myślę o sobie i o swoim życiu jakie mam przez tą chorobę chce mi się płakać, pragnę mieć dziecko a odsuwam to bo nie radzę sobie sama ze sobą a jak mam wziąć na siebie odpowiedzialność za dziecko…np. zachoruje – pójdziemy do lekarza, ja dostanę tam ataku i będę chciała uciec a będę musiała zostać, złapie mnie tam biegunka i przecież nie zostawię go w wózku samego i nie polecę do toalety, poza tym boję się że okres ciąży wykończy mnie jeszcze bardziej, że lęki się nasilą.Poza tym czytam wszędzie ile lat ludzi zmagają się z tym i że nie jest to takie łatwe do wyleczenia i nie mam już żadnej nadzieji że ja kiedykolwiek z tego wyjdę.

  61. Anonim

     /  Listopad 30, 2013

    Dziękuję za ta stronkę.Wszystko to co piszesz dokładnie pasuje do tego co przeżywam.Kilka dni temu lekarz rodzinny skierował mnie do psychiatry.Od niego dowiedziałam się,że to nerwica lękowa ,że nie wymyślam jak mi to niektórzy sugerowali no i przede wszystkim to,że to sie leczy.
    Moja historia zaczęła się wiosną i poczatkowo myślałam,ze to przesilenie wiosenne lub chandra.Później doszły inne rzeczy ,które mnie sama doprowadzały do szału: kłótliwość,szukanie drugiego dna,podejrzliwość,napady płaczu ,gonitwa myśli,bezsenność….
    Nie mogłam się na niczym skupić,ciągle bolał mnie kark,ręce ,całe ciało…Miałam pójść do psychiatry ,ale dołączył problem dyskopatii.W sierpniu przeszłam operację kręgosłupa ,ponieważ miałam niedowład stopy i problem z utrzymaniem moczu,do tego straszne bóle ,których nie uśmierzały nawet silne środki.
    Po dwóch miesiącach wzglednego spokoju wszystko to co zwiazane z psychika wróciło.Kilka dni temu dostałam wysokiego ciśnienia,miałam wrażenie,że zaraz coś sie stanie,że nie wytrzymam,ciemniało mi przed oczami…Teraz po wizycie u lekarza wiem,że to ataki panicznego lęku ,które atakują zupełnie niespodziewanie.Dzisiaj mimo leków znów to sie powtórzyło i nie wiem jak sobie z tym poradzić.Dopiero tutaj przeczytałam,że to wszystko to tylko chwilowe i absolutnie nie zagraża życiu.Ciężko to sobie wytłumaczyć niestety…
    Biorę leki przeciwlekowe oraz przeciwdepresyjne.Jestem na początku drogi,która mam nadzieję znajdzie szczęśliwe zakończenie.
    Jeszcze raz dziękuję za tą stronkę.
    Aga

  62. Bartosz

     /  Grudzień 8, 2013

    Witam:D bardzo ciekawy blog. Osobiście także prowadzę bloga o podobnej tematyce. Wszystkich nerwicowców zapraszamD: http://psychoneurotyk.blog.pl/

  63. aldona

     /  Styczeń 12, 2014

    Witam. Szukam porady, wskazowki co do leczenia nerwicy lękowej. Zostały u mnie zastosowane leki antydepresyjne po których miałam zespół serotoinowy zadziały tak leki min parogen, zoldat, trzeba bylo je odstawic, trittico cr na poczatku w miare dobrze potem im dluzej tym gorzej zaczely sie nasilac objawy, mam pytanie czy sa jakies preparaty homopatyczne, ktore rzeczywiscie komus pomogly i przyniosly ulge? Ktorymi mogłabm sprobowac sie wspomoc.

  64. brenda

     /  Styczeń 12, 2014

    Aldona, ja przeszlam przez homeopatie i zadzialala jeszcze gorzej. Mialam koszmary senne i czulam sie fatalnie. Ataki staly sie silniejsze i czestsze.

  65. Marta

     /  Styczeń 23, 2014

    Czytając twoją historię, rozpłakałam sie. Mam wrażenie że czytam o sobie. Nieumiem sobie pomóc. A mój mąż mnie nie rozumie:(

  66. monikka86

     /  Luty 27, 2014

    witam, dawno mnie tu nie było. jestem po ok. 9-ciu miesięcy leczenia, i muszę powiedzieć że chyba nigdy nie czułam się tak dobrze jak teraz:) moje napady leku całkowicie zniknęły. biorę lek antydepresyjny,do tego zaczęłam uprawiać sport, rzuciłam palenie i czuje że moje życie zaczyna na nowo nabierać sensu. ze swojej choroby dzisiaj się śmieje, staram się zajmować rzeczami które zajmują mi tyle czasu i zabierają tyle energii że niemam już czasu zastanawiać się nad swoją nerwicą. Moim ratunkiem było głównie to że w porę udałam się do lekarza, do pani doktor która jest psychiatra z powołania a nie jak większość z przypadku. Życzę innym sukcesu i wytrwałosci, wiary w siebie a napewno dacie radę, nie dajmy się nerwicy! :)pozdrawiam

  67. Witam. Jestem nowa w temacie nerwicy lękowej. Jednak kilkakrotnie zasięgałam porady lekarskiej, z której dowiadywałam się co mi dolega- teraz zaczynam przetrawiać temat. Staram się podejść do tego racjonalnie i wiem, że jeżeli zrozumiem mechanizmy i odpowiednio poukładam sobie w głowie z pomocą psychologa to mi się uda z tego wyjść.
    W pierwszej kolejności potrzebuję wsparcia osób, które cierpią na tą przypadłość- ta strona okazała się super.! Wiele się dowiedziałam. Postanowiłam również założyć sobie bloga, aby móc opisywać swoje sukcesy i porażki-dzielić się z innymi swoimi przeżyciami i problemami-podobno rozmowa najlepiej pomaga?

  68. PRAWO87

     /  Lipiec 22, 2014

    Witam wszystkich zmagających się z tą okropną „przypadłością”

    Mam 27 lat, córeczkę Olę, która ma 4 latka i męża (obecnie nasz związek przechodzi kryzys). Z objawami nerwicy pierwszy raz spotkałam się 3 lata temu. Zaczęło się od zawrotów głowy i strasznych kołatań serca. Z początku nie przywiązywałam do tego większej wagi, myślałam, że związane jest to z przemęczeniem, niedosypianiem w nocy. Zaobserwowałam też spadek wagi i nastroje depresyjne. Odechciało mi się spotkań ze znajomymi, spacerów etc. Po kolejnym ataku paniki związanym z kołataniami serca (na autostradzie w nocy) postanowiłam pójść do lekarza, zrobiłam badania podstawowe i diagnoza była jasna – nadczynność tarczycy (TSH 0,005). Endokrynolog przepisał mi hormony i propranolol – na kołatania serca. Zaraz po przyjęciu leków, po zapaleniu papierosa zrobiło mi się słabo, świat zaczął wirować i pomyślałam, że umieram. Wpadłam w panikę, prosiłam mamę żeby zadzwoniła po pogotowie, bo umieram, Przyjechała karetka dostała dwa zastrzyki (3P i hydroksyzyne) i tyle. Skontaktowałam się z endokrynologiem, który powiedział, że tak może być i mam się tym nie przejmować. Od tamtej pory zaczęłam bać się wychodzenia z domu, że gdzieś zasłabnę i nikt tego nie zauważy -> a przez to umrę i zostawię moje dziecko, nie będę mogła sie nim opiekować. Bałam się zostawać sama w domu, że jak mi się coś stanie to nie będzie nikt mógł udzielić mi pomocy.. Wstydziłam się tego, zawsze byłam pełną życia osobą, lubiłam podróżować, spotykać sie z przyjaciółmi, chodzić na imprezy -> kochałam życie. Po 3 miesiącach leczenia tarczycy hormony się wyrównały, wyniki były dobre, jednak zaburzenia lękowe nie ustawały, nadal wstydząc się tego, co się dzieje w mojej głowie nie mówiłam o tym nikomu, ukrywałam swoją chorobę myśląc, że wyląduję w wariatkowie. I tak minął rok, tarczyca pracowała sprawnie a w mojej głowie było coraz gorzej. Nie dawałam sobie z tym rady, w końcu opowiedziałam rodzicom co się ze mną dzieje… Tata stwierdził, że przesadzam, a mama, że muszę się wziąć w garść. Dalej było gorzej. Doszło do tego, że gdy tylko mąż wychodził z domu zaraz przybiegałam do rodziców bo bałam się że sama w domu umrę, ciągle mierzyłam sobie ciśnienie, nie miałam sił na nic, brałam wolne w pracy pod różnymi pretekstami, nie chciałam tak żyć, ale musiałam dla Oli… Mama umówiła mi wizytę u psychiatry, który stwierdził, że nic mi nie jest i każdy człowiek tak ma, Powiedział mi że jestem normalna i nie ma sensu wypisywać leków… Tak minęły kolejne miesiące (bez zmian z panicznym lękiem)… Trafiłam do kolejnego psychiatry, który powiązał moje lęki z nadczynnością tarczycy, dostałam antydepresent ASERTIN, który przyjmuję do dziś (2 lata). Objawy są lżejsze, ale nie ustąpiły do końca. Rok temu zapisałam się na psychoterapię. Moja psychoterapeutka powiedziała mi, że poradzimy z tym sobie, z początku czekałam tych wizyt, byłam pełna nadziei na uzdrowienie mojej duszy, jednak póki co nie widzę większych rezultatów, Mam wrażenie na dzień dzisiejszy, że lęki były, są i będą już w mojej głowie na zawszę. Moim jedynym marzeniem jest żyć jak z przed choroby. Cały czas przyjmuje asertin, niby moje codzienne życie wygląda normalnie praca dom praca dom. Taki codzienny schemat odbywa się prawie bez towarzystwa nerwicy, jednak jakaś zmiana powoduje lęk, dalszy wyjazd czy wyjście do kina lub znajomych. Takie życie to nie życie. Po rozwodzie moich rodziców (w grudniu tego roku) tarczyca znów zwariowała, jestem po leczeniu radiojodem (maj 2014), na ten czas przerwałam psychoterapie, ponieważ musiałam stronić od ludzi bo promieniowałam, wyniki jednak nie są najlepsze, kolejną wizytę u mojego endo mam w sierpniu. Pojutrze razem z tatą, jego nową „dziewczyną”, z babcią, córką i mężem (ratujemy nasz związek) wylatujemy na wczasy do Gdańska, od dwóch dni odczuwam większy niepokój i nasilone kołatania serca (myślę, że związane z tym wyjazdem). Boję się napadu paniki w samolocie, boję się, że TAM coś mi się przydarzy, że zwariuję, oszaleję, umrę i Bóg jeden wie, co jeszcze. Nie wiem już, co mam robić. ZWĄTPIŁAM, że wygram z tym potworem. Nie wiem, czy wrócić na psychoterapię, nie wiem do kogo się zwrócić o pomoc, bo nikt tak naprawdę nie wie, co czuję, jak się czuję… CO MAM ROBIĆ? Tak naprawdę, to trzymam się tylko ze względu na córkę. Kocham ją ponad wszystko, ale zaczyna mi brakować sił. Mam straszne wahania nastrojów, czasem myślę, że wygram, dam radę, bo jest lepiej, a później znów deprecha, panika, głupie myśli. POMOCY!!!

  69. Jakub

     /  Sierpień 10, 2014

    Witam wszystkich 🙂 i pozdrawiam.
    Jeśli mój komentarz komuś pomoże, to będzie to najlepsza rzecz jaką mógłbym dać od siebie. Jeśli ktoś chciałby skontaktować się ze mną, to bardzo chętnie z tą osobą porozmawiam 🙂 i poznam ją.
    Nerwica lękowa jest dla mnie czymś bardzo oczywistym, gdyż miałem podobne odczucia, jak autorka tego świetnego blogu. Pozdrowienia dla niej 🙂 .
    Jednak chciałbym skupić się na przedstawieniu mechanizmu działania:
    1. Każdy człowiek ma inaczej zbudowany centralny układ nerwowy, Niektórzy ludzie mają inaczej rozwinięte połączenia płatowo – mózgowe i dlatego odczuwają inaczej niż pozostali ludzie. Człowiek jest najbardziej złożonym eksperymentem natury.
    2. Lęk można oswoić: psychiatra prof. Antoni Kępiński (mój największy autorytet) pisze o tym, jak to zrobić. Polecam wszystkie książki tego nieżyjącego profesora. Jak również Karen Horney: Neurotyczna osobowość naszych czasów.
    3. Oswoić lęk można przez racjonowanie własnych emocji: nie jestem sam. Wszyscy ludzie są tacy sami, choć różnią się między sobą. Mój lęk nie jest odosobniony. Potrzebuję kontaktu z innym ludźmi, żeby nie go nie odczuwać.
    4. Regularne posiłki: 5 dziennie o stałej porze. Przy tym ograniczyć sól i cukier do minimum. Jeść mało tłuszczy nasyconych, a dużo warzyw i owoców.
    5. Regularnie uprawiać sport, to wpływa dobrze na metabolizm organizmu i dobre samopoczucie.
    6. Robić coś i czerpać z tego radość 🙂 . Małe rzeczy cieszą najbardziej 🙂 Dobre myśli, dobra książka do czytania, praca w ogrodzie, nauka języka obcego. W końcu, co jest najistotniejsze: radość z życia (bycie częścią tego świata), obserwacja zwierząt i roślin. Spacer po lesie też jest super 🙂
    7. Rozwijanie samoświadomości i świadomości o świecie.

    Pozdrawiam,
    Jakub

  70. wiolator

     /  Sierpień 30, 2014

    Witam
    Przeczytałam wiele książek na temat nerwicy lękowej bardzo trusno jest je wdrożyc w życie mam 37 lat a cierpie na to cholerstwo już 13 lat nie mogę z tego wyjść. Moim problemem jest żołądek chyba tam ustadowił się lęk chociaz czasami juz nie wiem boję sie że mam raka . mam takie ściski jakby żołądek był ściśnięt pasem,pieczenie, jelita jakby mi podchodziły pod żebra żadne leki rozkurczowe nie pomagają boję się wychodzic z domu bo ciągle muszę jeść zeby nie zemdleć moje zycie to jedno wielkie cierpienie równe leki wypróbowałam przecilękowe ale one pogłębiają mój lęk aż do takiego stopnia że boję się zostawać sama w domu. Nie wiem co robić u nas nie mam psychoterapeutów rodzina ma mnie dość strasznie cierpie. Napiszcie jak sobie radzicie z takimi problemami, nie mam już sił. Nie chce być ciężarem.

  71. Mona

     /  Grudzień 16, 2014

    Hej Kochani, dolaczam do grupy znerwicowanych. Ja tocze walke z przerwami juz 16 lat. Zaczelo sie gdy mialam lat 12 😦 szkoda mi zmarnowanych chwil na umartwianie sie. Na lekach jestem 3 rok. Jakos zycie toczy sie powoli. Fajnie ze Was znalazlam.

  72. tomek

     /  Grudzień 22, 2014

    witam-równiez cierpię na nerwicę lękową …wróciła po kilku dobrych latach ,
    czemu musimy tak cierpiec-jak któs ma pomysł jak tą sukę pokonac?
    prosze o maila
    comatom@interia.pl
    pozdrawiam

  73. Sysia

     /  Styczeń 10, 2015

    Witajcie, w przeciwieństwie do większości nie boję i nigdy nie bałam się śmierci, boję się zwariować i boję się strachu, a to moje „boję się” jest tak straszne i tak silne, że czuję w sobie wielką determinację, żeby nigdy więcej się nie bać… łatwo powiedzieć, ale… podczas mojej terapii zrozumiałam, że trzeba szybko zdusić i uciąć wszelką panikę, na samym początku jak już czuję, że się zbliża, nie myśleć o niej, nie nakręcać się (!). nie jest to łatwe i trzeba mieć w sobie dużo cierpliwości i samozaparcia w sobie, ale to jest wykonalne!!!
    Mam dla was radę i mam nadzieję, że komuś się przyda:
    Kiedy czujesz, że coś się zbliża, zadzwoń do kogoś, wyjdź do sklepu, choćby po to, żeby powiedzieć komuś „dzień dobry” i wrócić do rzeczywistości, jeśli nie masz jak zaparz sobie dużo melisy, usiądź i powtarzaj sobie WSZYSTKO SIĘ KIEDYŚ KOŃCZY, bo wszystko się kończy, nawet napad lęku i paniki… ja zawsze sobie myślę „melisa zaraz zacznie działać i to się skończy, bo NIC NIE TRWA WIECZNIE”.
    Mi to pomaga, mam nadzieję, że komuś z was tez pomoże! Trzymam za wszystkich kciuki i wierzę, że wyjdziecie z tego, bo MOŻNA SOBIE Z TYM PORADZIĆ tylko potrzeba duuużo cierpliwości. A jeśli macie do wyboru krok po kroku cierpliwie próbować, albo zwariować – to przynajmniej dla mnie wybór był prosty, bo nie ma nic gorszego na świecie niż ten stan strachu i obłąkania.

  74. Goldie

     /  Luty 3, 2015

    Witam wszystkich serdecznie.

    Ja jeszcze jestem na etapie diagnozowania – przerobiłam już gastrologa, dwóch neurologów i endokrynologów, u lekarza rodzinnego tylko w 2014 r. byłam chyba ze 20 razy i cały czas nie przyjmuję do wiadomości tego, co usłyszałam od co najmniej połowy z nich – że mam nerwicę. Straszne, ale łatwiej już by mi było uwierzyć w raka, chorą tarczycę czy wrzody żołądka. Na razie więc czytam i powoli oswajam się z myślą… jeśli TYM RAZEM też nic w badaniach nie wyjdę, to następne swoje kroki skieruję do psychologa.

    W zasadzie jedyne, co do tej pory wyszło, to epizod z hipoglikemią i lekkie skrzywienia na różnych odcinkach kręgosłupa. Ale oczywiście brnę dalej, bo jak to, z moją świetnie poukładaną głową coś mogłoby być nie tak? Nieeeee….

  75. Anonim

     /  Luty 3, 2015

    Witaj mam pytanie a jak u ciebie się to objawia ja choruję już 14 lat na to i nie mogę uwierzyć że mam nerwicę.

  76. Goldie

     /  Luty 4, 2015

    Ja w zasadzie nie wiem, czy mam nerwicę, czy to nie są jakieś inne zaburzenia.
    Zaczęło się kilka lat temu, kiedy po jakiejś niedoleczonej infekcji nabawiłam się kaszlu. W końcu lekarz przepisał antybiotyk. Wieczorem, po kolacji, nagle coś zaczęło mnie ściskać w klatce piersiowej, serce przyspieszyło do 140 uderzeń na minutę, nie mogłam złapać tchu, cała zaczęłam się trząść. Wezwaliśmy pogotowie – nawet zabrali mnie na badania, ale oprócz przyspieszonej pracy serca nic nie znaleźli. Stwierdzili, że może to reakcja na antybiotyk.
    Tyle, że te „ataki” zaczęły się powtarzać. Najpierw co kilka miesięcy, potem częściej.
    W międzyczasie zaczął mnie pobolewać brzuch – zawsze w tym samym miejscu, po lewej stronie od pępka. Gastrolog diagnozował mnie przez kilka miesięcy – stwierdził, że to jelito drażliwe i kazał się uspokoić.
    No ale na jesieni 2014 „ataki” na przemian z bólem brzucha mi zaczęły na tyle dokuczać, że nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Z osoby wysportowanej, jeżdżącej na rowerze, biegającej, pływającej – na 3 miesiące stałam się otępiałą, nieruchawą osobą, która nie wie, jak przeżyje kolejny dzień. Kolejne diagnozy – tu nieco za mało wapnia, więc może tężyczka? Tu hipoglikemia – może cukrzyca? Tężyczka i cukrzyca zostały wykluczone, być może jakaś forma hipoglikemii reaktywnej, więc zaczęłam bardzo regularnie się odżywiać – 5 posiłków dziennie, ale ataki nawracają. Teraz już nauczyłam się nad nimi panować, nie wpadam w panikę, jak w autobusie czy w pracy brakuje mi tchu i serce zaczyna się „potykać”, a potem bić jak oszalałe. Wiem, że to przejdzie. Ale jestem coraz bardziej zmęczona. Wróciłam na basen, ale nie mogę pływać tak, jak kiedyś. Pojechałam na narty – też forma nie ta. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wrócę do pełnej aktywności. Mam nadzieję, że to minie. Że jakoś to przetrwam.
    Czekam na ostatnią już chyba diagnozę – endokrynologa, jeśli okaże się, że wszystkie hormony są ok, to chyba jednak pogodzę się z tym, co sugerowali niektórzy lekarze – że to jednak nerwica.
    Pozdrawiam wszystkich.

  77. Anonim

     /  Luty 4, 2015

    Oj powiem ci że to wygląda na nerwicę a powiedz czy możesz wszędzie jeździć i ataki paniki masz współczuję u mnie też tak się zaczęło tylko miałam grypę żołądkową i tak dalej nie doszłam do równowagi coś się stało i do dziś nie wiem co. Powiedz a czy masz lub miałaś stresy w pracy w życiu. Czujesz że jesteś w napięciu.

  78. Goldie

     /  Luty 4, 2015

    Generalnie uwielbiam podróżować, zawsze to lubiłam, ale ostatnio się stresuję, że podczas podróży będę miała atak. I niestety czasem miewam. Więc najpiękniejsza część mojego życia i główny sens – podróże – już ucierpiała. Mam kochającego męża, wspaniałe dzieci, ale oczywiście główny ciężar odpowiedzialności za wszystko i wszystkich biorę na siebie. Mam potrzebę ciągłego kontrolowania rzeczywistości wokół mnie. Jestem bardzo mocno związana z moimi rodzicami, którzy kilka lat temu – w sumie chyba wtedy, jak to się wszystko zaczęło – przechodzili poważny kryzys finansowy (i każdy inny, bo to są zawsze naczynia połączone). I ja byłam oczywiście jedynym powiernikiem obojga – a każde potrzebowało terapii. Chyba tego nie udźwignęłam.
    Praca – owszem, stresuje od czasu do czasu, pewnie wszystko przez perfekcjonizm i chęć udowodnienia światu, że jestem coś warta.
    W sumie sama sobie odpowiadam na pytanie, czy jestem typem nerwusa – tak, jestem. Czy staram się robić dobrą minę do złej gry i wszystkim wokół pokazywać, jaka jestem świetnie zorganizowana i opanowana? Tak, za wszelką cenę.
    Bez sensu.
    Jak macie namiar na dobrego terapeutę z okolic Warszawy, to chętnie skorzystam, bo tak dłużej się po prostu nie da.

  79. żona nerwicowca

     /  Marzec 15, 2015

    Czy macie rady dla żony nerwicowca? Mój mąż ma nerwicę natręctw. Powiedział mi o tym 2 miesiące temu. Mówi, że cierpi na to już od kilku lat, ale ostatnio się to nasiliło od około roku. Nie lubi o tym mówić, dużo kosztowało go przyznanie się przede mną. Był z tym u uznanego coacha osobistego, jednak nic to nie dało. Próbował też zapisać się na wizytę domową psychiatry, jednak ten w ostatniej chwili odwołał wizytę dziwnie się tłumacząc. Obawiam się, że to zniechęciło mojego męża, bo od tego czasu (2 mies) nie próbował się do nikogo zapisać, tłumaczy się brakiem czasu. Dla mnie najbardziej dotkliwym objawem jest jego lęk przed tym, że zdradzę jego zaufanie. Już kilka razy posądzał mnie o nieuzasadnione niczym kłamstwa, których powodu nie potrafi wyjaśnić. Nie potrafi powiedzieć dlaczego, ale „ja go okłamuję i coś przed nim ukrywam”. Nie muszę chyba dodawać, że nigdy nie zrobiłam niczego przeciwko niemu i nie ma powodów do braku zaufania. Czy jest wg Was coś co mogę zrobić aby mu pomóc? Czy Wam którzy sami macie tego typu lęk, przychodzi do głowy jak mogę pomóc żeby go nie odczuwał albo żeby go zmniejszyć? Dziękuję za wszelkie wskazówki. Pozdrawiam

  80. Konwalia

     /  Kwiecień 17, 2015

    Witam wszystkich ze swoją „podróżniczką na gapę nerwicą” borykam się 3 lata. Na samym początku zaczęło od strachu przed zostaniem sama w domu, że coś albo ktoś zmarły mnie nawiedzi sama myśl o tym paraliżowała mnie.. długa bezsenność, kołatanie serca i lęk nie dawały Mi spokoju.. Chodziłam po lekarzach aby sprawdzić czy oby na pewno wszystko gra z moim sercem myślałam bardziej o chorobie ale gdy któryś raz z kolei trafiłam do szpitala lekarz po podaniu środków uspokajających powiedział, że powinnam udać się do psychologa bo to „może być nerwica”. Zaczęłam o niej czytać wgłębiać się i wszystko pasowało idealnie do mnie.. Trafiłam do jednego psychologa sesje odbywały się raz w tygodniu czułam się po sesjach dobrze ataki tak jakby zanikały było ich coraz mniej, aż do momentu kiedy mój brat zginął w wypadku przestałam chodzić na terapię a lęki o tym że zachoruję na niewyleczalną chorobą albo umrę nasilały się z podwójną siłą brakowało mi powietrza myślałam, że się wykończę byłam zła na siebie bo nie chciałam taka być… Moi znajomi uśmiechali się a ja nakładałam przy nich maskę żeby widzieli że jest ok a wewnętrznie krzyczałam płakałam i zastanawiałam się co jeszcze mogę zrobić… Podjęłam kolejną próbę walki chodzę na terapię.. Chciałabym bardzo aby lęki ustąpiły, żebym mogła znów cieszyć się życiem, każdą chwilą a nie wyolbrzymiać sobie różnego typu choroby i nakręcać się sama przy atakach… Jeszcze nie do końca potrafię z nimi walczyć.. Jednego dnia jest wszystko dobrze a kolejnego nie potrafię wstać z łóżka….A wy jak sobie radzicie ?

  81. ja

     /  Maj 26, 2015

    Witajcie.
    Ciesze sie ze trafilam na tego bloga. Nie wiem czy moja historia kogos nie wystraszy,wiec nie bede jej szczegolowo opisywac. Napisze krotko…Zyje i walcze z nerwica lekowa z napadami paniki i agorafobia juz 15 lat…..od samego poczatku uczeszczam na terapie czyli juz 15 lat (przerobilam juz chyba cale moje zycie) ale ono nadal sie przeciez toczy….wiec dochodza nowe ,,powody,,. Biore lek o nazwie Velafax….ataki po nim minely …kilka lat zylam ,,normalnie,,ale niestety od jakiegos czasu czuje sie gorzej 😦 wrocily ataki i pojawil sie lęk ktory nie odpuszcza. Dodatkowo cierpie na cancerofobie(lek przed nowotworem) Oj ciezkie to zycie….sciskam wszystkich cierpiacych.
    Kalinka

  82. Witam,
    Wiedziałam , że jest nas więcej. Cierpię na nerwicę i chcę podzielić się także swoją historią. Przez wiele lat cierpiałam w ukryciu. Wreszcie postanowiłam porzucić wstyd i podzielić się z innymi. Zapraszam także na blog nerwiczki http://www.balsamdladuszy77.blogspot.com/

  83. Bartek

     /  Czerwiec 19, 2015

    Witam. Mam podobnie od ok 20 lat. Jak sądzicie czy da się wyjść zupełnie z nerwicy lękowej ?

  84. Magda

     /  Wrzesień 12, 2015

    Goldie – jestem ciekawa, co u Ciebie. Mam dość zbliżone objawy. Co powiedział endokrynolog ?

  85. Anonim

     /  Wrzesień 13, 2015

    Magda i Goldie, czasem bywa tak że to może być jakaś forma arytmi serca, wygląda jak nerwica, ba czasem może wpędzić w nerwicę lękową co nikogo nie zdziwi, polecam poszukanie dobrego kardiologa od zaburzeń rytmu serca! Mnie też wmawiano nerwicę a okazało się że mam napadowy częstoskurcz nadkomorowy, jeden zabieg ablacji i kłopot z głowy!

  86. zespółlękunapadowego

     /  Październik 2, 2015

    PAMIĘTAJ – NIE JESTEŚ SAMA. doskonale wiem o czym mówisz, o zbliżającej się śmierci, bólu, cierpieniu, tragicznym lęku.. doskonale wiem. najważniejsze to nie poddawać się !!
    Pozdrawiam, lęk łączy!

  87. Paulina

     /  Październik 22, 2015

    Witam wszystkich, jestem jedną z Was, niestety 😦 od 3 msc się męczę, z tym, że u mnie jest źle cały czas… Nie mam ataku paniki (kilka minut i spokój), tylko cały czas lęk, obawa, strach, panika czasem narasta i odchodzi ale nie do konca. Nie odczuwam ulgi ani na moment 😦 Juz powoli trace nadzieje. Wczoraj miałam załamanie. Cały dzień płakałam. Dziś już nie płaczę… Mam 2 córeczki, chcę dla nich normalnie żyć!! Jeśli ktoś ma jakiej metody skuteczne jak sobie pomóc proszę przesłać mi na e-mail:paula.gie@interia.pl. Wszystkim życzę dużo spokoju wewnętrznego, siły do walki i nadzieji!!

  88. Małgosia

     /  Grudzień 23, 2015

    Minęło już parę lat !Jestem ciekawa jak czuje się obecnie autorka tego bloga? Pozdrawiam i życzę wszystkim tu zagladajacym wesołych świat .Małgosia

  89. Magda

     /  Grudzień 23, 2015

    Małgosia chyba czuje się dobrze. Z racji tego, że moja nerwica objawia się głównie poprzez permanentne, całodzienne bóle brzucha (chociaż inne objawy nie są również mi obce), odpisała mi kiedyś w mailu, wskazując kilka rzeczy. Nie były one dla mnie niczym nowym, ale jednak czasem fajnie usłyszeć zrozumienie od kogoś, kto też z bólu gryzł poduszkę. Z nerwicą jest tak, że jak mamy lepsze okresy, nie zaglądamy na fora, nie szpiegujemy, nie czytamy. Po prostu żyjemy tym okresem „oddechu”. A gdy jest gorzej, znów nakręcamy się, że lekarze coś tam przeoczyli, że mamy jednak jakąś chorobę somatyczną, że po co brać antydepresanty, jak bynajmniej na coś innego chorujemy. Grunt to zachować zdrowy rozsądek. Bo są przypadki, gdy ktoś leczył się SSRI czy SNRI, a okazywało się, ze ma boreliozę, która daje podobne objawy albo miał zaburzenia lękowe, ale nie chciał w to uwierzyć, doszukując się w ciele strasznej choroby. Wiem, też ciężko jest mi z tym żyć…
    Nie wiem, czy będą wesołe, ale niech niosą nadzieję na lepsze czasy i nowe otwarcie w życiu. Ściskam Was!

  90. Anonim

     /  Grudzień 25, 2015

    Magdo dziekuję za odpowiedź I podzielam Twoje doświadczenia na temat przebiegu nerwicy I uzależnionego od niej naszego zachowania ,życia! Często jest to niestety nierozumiane przez znajomych ba nawet przez najbliższych! Raz mamy silę „drzewa przesadzać” a za chwilę boimy się własnego cienia! Ja w gorszych okresach muszę walczyć z migrenâ , lękami , fobia społeczna. Tak już niestety od wielu lat I tak naprawdę przed poddaniem się powstrzmuje mnie nadzieja, nadzieja na ” zdrowsza przyszłość ” , w której będę żyła „zdrowa”” dla siebie, swojej rodziny, w której bedę lepsza babcia jak mamá! Pozdrawiam

  91. Mam pytanie czy przy nerwicy czujecie że wam się kręci w głowie i wam slabo

  92. Kasia

     /  Styczeń 19, 2016

    Tak, to lękowa norma, tj. robi Ci się słabo, duszno, masz wrażenie, że zaraz zemdlejesz, że brakuje Ci tchu, że jak idziesz, to jakoś chodnik pod stopami rozpływa się, kręci się w głowie, wiruje etc. U mnie nasila się tak, gdy są upały, np. w ubiegłe lato albo podczas miesiączki. Co ciekawe, nigdy nie zdarzyło mi się zemdleć, choćby moje objawy wegetatywne nie wiem, jak były silne. Warto wtedy obserwować tylko swoje myśli, a nie karmić je, bo w dużej mierze to one napędzają te objawy somatyczne i robi się błędne koło. Trzeba nauczyć się przerywać tę spiralę, A można.

  93. Anonim

     /  Styczeń 20, 2016

    Czy ktoś z Was ma jakieś doświadczenia z terapią grupową w warunkach szpitalnych?

  94. Robert

     /  Styczeń 20, 2016

    Skutecznych metod terapii jest wiele , dużo większym problemem są mechanizmy obronne i profity które Cie trzymają w starych torach myślowych

  95. sandra

     /  Luty 25, 2016

    Piszecie tu rózne rzeczy,ale nikt nie zauważył ze zródłem waszego problemu jest bóg.Jedni go postrzegaja tak inni inaczej,ale kazdemu z was zatruł życie.Tak naprawde nie wiadomo ,czy wogóle on istnieje.Mi tez zatruł życie,a wyleczyło mnie całkowite odrzucenie wiary w Boga,czyli racjonalizm ,ateizm.

  96. sandra

     /  Luty 25, 2016

    Skąd wiecie,że stwórca istnieje?Judeo-chrześcijański Bóg jest najbardziej okrutną postacią literacką.Przeczytajcie biblie,a sami zobaczycie,jaki obraz Boga z niej wyłania się.Z powodu religii wiele osób choruje.Biblia nie opisuje swiata takim jakim jest.Ziemia nie ma 6 tys lat,człowiek nie pochodzi od Adama i Ewy.Homoseksualizm nie jest chorobą dowiodła nauka.Co mowi biblia o homo?Osoby homo nalezy kamieniować.Jezeli ta ksiege napisal bog to albo wszystko w niej jest prawdziwe i doskonałe albo bog nie jest doskonaly?Jest jedna biblia,a tyle religii,kazda uwaza ze jest jedynie prawdziwa.Nie moga byc wszystkie prawdziwe,a tylko jedna.Kazda religia wszystko wie najlepiej,ma monopol na „prawde”.Dam Wam dobra rade.Z nerwica nie poradzicie sobie sami,zapiszcie sie do psychiatry i podejmijcie terapie.Zaufajcie nauce,a nerwice można wyleczyć.Po rozmawiajcie z madrym kolega,koleżanką,przyjacielem o swoim problemie a to duzo Wam da.

  97. sandra

     /  Luty 25, 2016

    https://www.youtube.com/watch?v=B1I17UBgaWA.Oglądnijcie ten film ,lekarz profesor mówi jak powinno przebiegać leczenie nerwicy od strony terapii.Krótki dobry film.

  98. Robert

     /  Luty 25, 2016

    🙂 ciekawa koncepcja z ta wina Boga 🙂
    Cóz ile ludzi tyle pomysłów .
    Mysle ze głowny problem wszelakich „bolączek” może być skrzywione postrzeganie świata i siebie .
    Warto bylo by przyjrzęc jak to robią kultury starsze od zachodniej – ma na mysli wschód .
    Wiele tysięcy lat temu wiedzieli oni ze źródło wszelkich bolączek i szczęścia nie jest świat zewnętrzny a jedynie odbiciem wnętrza .
    Umysł ma 100% wpływu na ciało , ciało nie ma wpływu na umysł – tak tam twierdza – uważam ze słusznie choc klasyczna psychologia uważa ze ciało ma wpływ na umysł (zgodnie z zasadą daj człowieka to udowodnie ze jest winny :))
    Nie ma jednej rzeczywistości tylko subiektywne jej postrzeganie – dlatego porzekadło mówi – zmień sposób widzenia a cały świat sie zmieni.
    łatwo powiedziec – wiśta wio 🙂 dziesiątki ksiązek , studiów a rzeczywistość nadal piszczy 🙂
    heh
    Z poziomu umysłu , intelektem nie za wiele da sie zdziałać 🙂
    Kluczowym progiem przekraczania poziomu świadomości jest dojście do momenty gdy człowiek jest świadomy 100% odpowiedzialności za to co mu sie przydarza , zero zwalania na innych , o czepiania sie Boga nawet nie wspominam 🙂
    kolejny próg – przestanie obwinienia sie za przeszłość
    kolejny – 100% akceptacji punktu w którym sie znajdujesz , z całym otoczeniem które masz .
    urazy do innych które najbardziej niszczą zdrowie to rozumiem ze puszczone były kilometr wcześniej tej drogi 🙂
    To moment celu wszelakich terapii gdzie nieliczni docieraja po latach .
    Tyle ze to mozna zrobic samemu i bez szarpaniny .
    Dopiero w tym momencie zaczynaja sie dziać konkretne zmiany (zapomniałem dodac ze pragnienie uwalniamy i zamieniamy jedynie na intencje zmiany koncentryjąc sie n jednym dniu w czasie porzucając myśli o przeszłości i przyszłości)
    Polecam prace Lestera Levensona
    ciekawa pozycja Hale Dwoskin „Metoda Sedony”
    powodzenia

  99. sandra

     /  Marzec 1, 2016

    Mysle ze głowny problem wszelakich „bolączek” może być skrzywione postrzeganie świata i siebie .Kolego,to własnie biblia przedstawia swiat krzywo.Biblia mowi ze ziemia liczy 6000lat,ze czlowiek pochodzi od adama i ewy.Ze homoseksulistow trzeba kamieniowac.Wierzysz w gadajacego weza z biblii?Nie wspomne o innych brutalnych secenach,gdzie bog morduje,popiera gwałt.

  100. sandra

     /  Marzec 1, 2016

    Nauka mowi co innego co powstania czlowieka i co tego ile swiat ma lat.

  101. Robert

     /  Marzec 1, 2016

    A co ty sie biblii uczepiłaś ? , proponuje wrócić tutaj na ziemie do spraw codziennych i wziąc za siebie odpowiedzialność .

  102. Marta

     /  Czerwiec 22, 2016

    do nerwicalekowa i wszytskich,ktorzy przeszli i przechodza przez pieklo nerwicy. Mam 32 lata i od 9 lat cierpie na to paskudztwo, chociaz pewnie powinnam napisac,ze to moja przyjaciolka bo trzymam sie jej tak dlugo. Wszytsko zaczelo sie w liceum, zawsze bylam lekliwym dzieckiem, takim co to zawsze slucha mamy i taty. Uczylam sie swietnie i zawsze bylam ta grzeczna. No wlasnie…Teraz dopiero jestem swiadoma dlaczego. Stresujace byly nawet sprawdziany. Obawa, czy bede ta najlepsza bo wtedy rodzice beda kochali bardziej. Zylam caly czas w poczuciu, ze na wszystko musze w zyciu zasluzyc. Nawet teraz jak to pisze to mam zawroty glowy i takie uczucie odrealnienia i milion innych objawow znanych dobrze wam moi kochani nerwicowcy.
    Ale przejdzmy do rzeczy. Majac 22 lata wyjechalam do Irlandii do pracy. Nie musialam, bo skonczylam studia filologiczne(j.angielski) a i do najbiedniejszych nigdy nie nalezalam.
    Chcialam sprobowac swoich sil. Pojechalam do brata. Trudne bylo rozstanie z rodzicami i moim chlopakiem (o nim pozniej). Ale dalam rade i znalazlam prace. Zylam tam przez rok w ogromnym napieciu (w pracy bieg, w domu tez stresu nie brakowalo). I po roku pewnego dnia zaczelam odczuwac nudnosci. Najpierw lekkie. Pozniej juz tak silne,ze nic nie jadlam. Doszlo kolatanie serca i bol wszytskiego co tylko mozliwe. Przyjechalam do domu i sie zaczelo. Przez miesiac nikt nie potrafil powiedziec co mi jest. Kardiolog, neurolog, gastroskopie i inne.Probowalam sie zabic.W koncu trafilam do psychiatry – dostalam Paroksetyne i cos na sen. Wizyty u psychologa, pozegnania z przeszloscia i ciagly bol i lek.
    Rodzice machali tylko glowami i walczyli o moje zycie. Ale tak na prawde to ja najbardziej walczylam.
    Poszlam do pracy po najgorszych 3 miesiacach mojego zycia. Po roku okropne objawy zaczely znikac. Po 3 latach urodzilam pieknego synka. Bralam leki caly czas, ale to byl cudowny moment w moim zyciu.
    Niestety skonczyl sie w sierpniu 2013 roku. Wzielam na siebie duzo obowiazkow, moja mam zachorowala i miala operacje. Musialam ja nawet reanimowac. Stres trwal okolo 7 miesiecy. I buuum. Znowu mnie dopadlo. i walcze. Do dzisiaj.Zmiana lekow, psycholog. Trauma i tragedia w jednym. Nie moglam sie pozbierac, nie umialam z tego wyjsc. Zajelam sie domem, praca i dzieckiem. Ulatwialo mi to jako tako zycie. Ale przestalam sprawiac sobie przyjemnosci, wszedzie czail sie lek. Potworny strach. I wtedy sie stalo jeszcze gorsze.
    1 marca 2015 roku dowiedzialam sie, ze osoba ktorej ufalam najbardziej na swiecie – moj narzeczony zdradzal mnie przez ostatnie miesiace. Znam wszystkie szczegoly. Widzialam smsy i poznalam ta osobe. Widze ja czesto, jestem w miejscach, w ktorych bywali razem , ogolnie masakra.
    Moj swiat runal. Tego nie moge przezyc.Ale zebralam sie w sobie. Walczylam dalej. Psycholog, godziny rozmow i wydawalo mi sie,ze jakos dalam rade. Gowno prawda. Nerwica dalej wlada moim zyciem.Tylko teraz mam dodatkowo drugie dziecko. Bo do tego miksu jeszcze mialam zagrozona ciaze . Mam 7 letniego sytnka i dwumiesiecznego niemowlaka. Moj narzeczony (bo jestesmy razem- wiem powiecie,ze to dziwne) pracuje za ganica i jest w domu od czwartku do niedzieli.
    Zostalam sama z wieloma rzeczami, dawke leku mam niewielka. Musze wziac wieksza dawke bo objawy sa bardzo silne. A do tego karmie piersia.
    Ale zyje. I chce zyc dla moich dzieci bo warto. Moj starszy synek jest cudowny a malucha dopiero sie ucze. Da sie przejsc w zyciu wiele i przetrwac. Chce dalej walczyc. O siebie. Dziekuje za ta strone i te wszystkie wpisy. Pomagaja mi w najgorszych chwilach. Za wszytsko zawsze siebie obwinialam i to poczucie winy mnie niszczy. Ale postaram sie dojsc do siebie. Bo warto dla siebie i innych. Podnosza mnie na duchu wasze historie i powoduja,ze nie czuje sie sama . Dziekuje

  103. Robert

     /  Czerwiec 22, 2016

    Najbardziej destrukcyjne emocje w kolejności :wstyd , poczucie winy , apatia , żal , pragnienie , złośc , duma .
    Ktoś kiedys powiedział : Utrzymywanie w umysle urazy do innych to jak picie truciny z nadziei ze zaszkodzi innym….
    Psychiatra David Howkins zamiast podawać leków swoim pacjentom kazal im studiowac „kurs cudów” to taka ksiązeczka z jednym zadaniem na dzien w sumie 365 ćwiczen do wykonania
    Swoja droga nie znam nikogo kto by przeszedł cały Kurs Cudów bez poważnej transformacji.
    David Howkins przebadał także metoda konezjologiczną różnbe emocje substancje itp , utworzył skale od 1 do 1000 gdzie poziom neutralny to 200 czyli co poniżej 200 nas osłabia a powyżej wzmacnia ( dokładny opis mozna znaleźc w jego ksiązce „Siła czy moc” ) i z jego badań wynika ze umysł kalibruje na poziomie 400 a ciało na 200 czyli umysł ma wpływ na ciało a ciało nie ma wpływu na umysł – wiem ze teraz zagorzali wiedzy akademickiej podniosa wrzawe lecz fakty sa takie ze Howkins mając klinike psychiatryczną pod Nowym Yorkiem odnosił ogromne sukcesy duzo większe niz inni z tej branzy więc dla mnie świat efektów jest wyznacznikiem skuteczności a nie teoretyczne rozważania.
    Prekursorem tej wiedzy jest Lester Lewenson ( polecam ksiązke ” Metoda Sedony”)
    Reasumumjąc – podałem tutuły i autorów wiedzy któa zgłębiając masz narzędzia do przepracowania samodzielnie każdego problemu w ciele i poza nim , do laczego ktos mając te informacje nie spróbuje zrobic sobie porządku w życiu to juz kwestia profitów trwania w dyskomforcie – każdy ma wybór i jest odpowiedzialny za to co dzieje sie w jego umysle i ciele.
    Jeśli uważasz ze na twoje zdrowie mają wpływ czynniki zewnętrzne , teściowa , rząd , położenie geograficzne gdzie sie znajdujesz czy geny to jescze kilka lekcji przed tobą , każdy ma swój czas , niektórzy go niedożywaja , co zrobisz ze swoim czasem notabene najcenniejsza rzecza jaka mamy to twój wybór .

  104. Evka

     /  Lipiec 11, 2016

    Pieknie, takich prawdziwych źródeł nadziei nam trzeba!! Ilu ludzi jest zagubionych, również w doświadczeniu Boga, wiary, religii, i nie znajduje rozwiązań

  105. Anonimka.

     /  Lipiec 13, 2016

    Witam Wszystkich,
    ostatnio okdryłam że mogę mieć nerwicę. Dwukrotnie powtórzyła mi się sytuacja w autobusie rok po roku: W jednej strasznej szybkiej chwili zrobiło mi się okropnie niedobrze. Za chwilę po tym dopadła mnie słabość całego ciała, obraz stał się rozmazany. ręce zaczęły mi „mrowieć”. i do tego szybkie bicie serca i baaardzo szybki oddech. Za perwyszym razem trafiłam na pogotowie i podano mi elektrolity dożylnie. Przez rok brałam też magnez. Ale sytuacja się poetórzyła tydzień temu. Jestem załamana!!! Myślałam że to już za mną. Sąsiadka poradziła mi że to prawie na pewno nerwica i poradziła udać się do psychiatry na diagnozę aby się upewnić na sto procent. najgorsze że od ataku w busie przez kilka następnych dni odczuwałam okropne dolegliwości tj. silne skurcze brzucha (zwlaszcza na dole) kłucie w klatce piersiowej przy oddychaniu, osłabienie, nieostrość obrazu. zupełnie jakby mi coś dolagało. Bałam się że umieram, że coś mi jest. no i lekka biegunka bez powodu. Dodam że dawniej w dzieciństwie bardzo wszystko przezywałam do siebie, nie potrafilam poradzić sobie z emocjami, pamiętam tylko że przez całe życie ciągle towarzyszył mi stres i strach o wszystko. i ciągły ból brzucha spowodowany stresem. I ważne jest też to, że nigdy przenigdy nie stresowałam się jadąc komunikakacją. Więc mój atak nie ie jest spowodowany stresem zwiazanym z jazdą busem. Żeby to wykluczyć.

    Bede wdzieczna za odpowiedzi od czytelników!
    Jestem troszkę przerażona tym wszystkim i nie wiem co robić. Idę na badania krwi żeby wykluczyć tarczycę i hormony ale się okaze.

    Pozdrawiam Anonimka.

  106. Piękny wpis, dający nadzieję tym wszystkim, którzy dopiero odkryli, że mają nerwicę i brakuje im wiary w to, że można ją pokonać. Zapraszam serdecznie na moją stronę http://swiatwojowniczki.blogspot.com, na której opisuję moją drogę odkrywania siebie i świata na nowo.

  107. Wspaniała strona! Takiej szukałam od dawna! Od jakiegoś czasu borykam się z lękiem uogólnionym i miewam też ataki paniki. Po kilku przeczytanych tutaj postach odczuwam ulgę i zaczynam lepiej rozumieć siebie. Bardzo się cieszę, że Twoja droga przez cierpienie zaowocowała w taki sposób. Podziwiam determinację w dążeniu do ukończenia wymarzonych studiów i dziękuję, że taką drogę wybrałaś. Na pewno pomogłaś i pomożesz jeszcze wielu ludziom!

  108. Robert

     /  Sierpień 14, 2016

    Jak sami sobie nie pomożemy to marne szanse by ktos uczynił to za nas 🙂
    co innego zainspirował 🙂
    Jak ktoś naprawdę chce przekroczyć swoje ograniczenia a nie użalac sie nad soba to polecam taka książeczkę z ćwiczeniami na każdy dzień – „Kurs Cudów”
    Jak ktoś to przerobi to gwarantuje że jakiekolwiek formy nerwicy bez środków farmakologicznych odejdą do lamusa .
    Pozdrawiam gorąco 98% tych którzy nigdy nawet nie dowiedzą się co to takiego jesti jak działa 🙂 bo mechanizmy obronne wzięły góre nad sensem istnienia w dobrej formie psychofizycznej
    Robert

  109. Magda

     /  Sierpień 17, 2016

    A czyjego to autorstwa?

  110. Robert

     /  Sierpień 17, 2016

    Helen Schucman

  111. Osobiście nie polecam „Kursu cudów”, ale wpis pozostawiam, bo wierzę, że każdy powinien mieć wolność w rozeznawaniu swojej drogi pomocy. Kiedy ktoś pisze, że „gwarantuje mi wyzdrowienie” to już powinno być dla mnie ostrzeżenie. „Kurs cudów” dotyka sfery duchowej i jest elementem ruchu New Age, dlatego każdego kto chce się tym zainteresować, zachęcam, aby zbadał temat.

  112. Robert

     /  Sierpień 24, 2016

    Aby coś polecać lub nie polecać dobrze było by bazować na własnym doświadczeniu , w tym konkretnym przypadku należało by przerobić od 1 do 365 lekcji co zajmuje rok i wtedy wyrazić opinie o zmianach na plus lub na minus , albo chociaż kogoś znać kto to zrobił .
    Wspominany wcześniej David Howkins – lekarz psychiatra mający na swoim koncie bardzo wiele sukcesów polecał stosowanie Kursu Cudów swoim pacjentom i miał rewelacyjna skuteczność , uważany był w środowisku lekarskim za gościa od przypadków beznadziejnych gdzie ani farmakologia ani żadne konwencjonalne metody nie pomagały.
    Uważam ze opieranie sie na jakiejkolwiek farmakologii zrobi więcej szkody niz pożytku bo zaleczają one jedynie skutki a nie przyczynę , nawet jak ktos ze świata nauki czy medycyny sie wychyli to i tak szybko firmy farmaceutyczne robią z tym porządek .

  113. Robercie, znam książki Hawkinsa i nie są one czysto naukowe. Hawkins w swoich książkach przeplata duchowość i naukę – ale robi to pod przykrywką nauki. Nie jest też jasne kim jest ten bóg, o którym on pisze, ponieważ Hawkins niestety nie wyjaśnia tego. Zbadałam temat i nadal, jako autorka bloga, nie polecam Kursu cudów. O tym, że leki nie wyleczą nerwicy jest cały mój blog. Żadna tabletka nie zastąpi po prostu ciężkiej pracy nad sobą.

  114. Robert

     /  Wrzesień 1, 2016

    Jeden z moich wykładowców powiadał „mapa nie zastąpi podróży”
    Różnica między wiedza a mądrością jest tylko taka że mądrość to umiejętność wykorzystania wiedzy w praktyce , można przeczytać i zmagazynować dużo wiedzy w umyśle ale to nic nie zmieni bez praktycznego jej wykorzystania .
    Sporo osób otrzymało nagrodę Nobla za coś co 20 czy nawet mniej lat później okazało się idiotyzmem z punktu widzenia postępu nauki .
    Einstein twierdził ze to nie on jest autorem swoich teorii lecz to coś większego od niego przepłynęło przez jego umysł – co jest dosłowną definicja słowa Inspiracja .
    Problem polega na tym że nie wiemy tego czego nie wiemy .
    W pewnej książce napisano że poznasz po owocach .
    Praca Howkinsa jest usłana sukcesami , jeśli ktoś tego nie widzi to to już jest ignorancja .

  115. Robercie, szanuje Ciebie i Twoje zdanie. Co nie zmienia faktu, że nadal nie polecam Kursu Cudów i obecnie także Hawkinsa, chociaż był czas, że byłam pod wrażeniem jego książek. Ale przecież nie spaliłam nakładów. Każdy może wyrobić sobie własne zdanie.

  116. Dorota - agorafobia to moja zmora.

     /  Wrzesień 10, 2016

    Witam. Przeszukując internet w poszukiwaniu książki Pauline Mc Kinnon ” Wyciszyć strach” natrafiłam na Pani bloga. Ja choruję na agorafobię prawie 20 lat. Nie wychodzę sama z domu, nie pracuję. Jeśli wyjdę to tylko z drugą osobą lub osobami. Napady paniki dopadają mnie wszędzie, bez różnicy gdzie jestem, czy to sklep, czy jestem u kogoś z wizytą, czy otwarta przestrzeń, czy pociąg… i wtedy jak ja to mówię umieram.Mam ochotę uciec, z pociągu wyskoczyć itd. Tylko obecność osoby, która jest ze mną powoduje, że nie wyskakuję z pędzącego pociągu, ale ze sklepu nie raz uciekałam, czy z poczty gdy już stałam przy okienku. Mam wszystkie objawy somatyczne, fizyczne przypisane atakowi paniki. Wiele dobrego słyszałam o książce „Wyciszyć strach” Pauline Mc Kinnon i bardzo chcę ją przeczytać lecz nigdzie nie mogę jej kupić 😦 Czy ktoś może mi pomóc w tej kwestii ? gdzie mogę zakupić lub pożyczyć od kogoś na jakiś czas , aby przeczytać i odesłać? Próbowałam już w wielu miejscach. W księgarniach, bibliotekach, antykwariatach, na grupach książkowych na fb, a nawet u samego wydawcy. Niestety do tej pory jej nie kupiłam.Pozdrawiam.

  117. Jeżeli jest tak jak pani pisze „To Bóg sam dotknął mnie niesamowicie swoją miłością i uwolnił od lęku” to w jaki celu jest ta strona i całe pisanie o metodzie wyciszenia?

  118. Robert

     /  Listopad 16, 2016

    szkoda gadać 🙂

  119. Panie Michale, po pierwszej dawce irytacji, ostatecznie to muszę Panu podziękować. Dzięki Panu zobaczyłam, że mogłam dopracować pewne treści w Mojej historii, tak, aby nie brzmiały zbyt infantylnie, a w większym stopniu oddały prawdę. Na stronie wyraźnie napisałam dlaczego piszę bloga i można to znaleźć zarówno w Mojej historii jak i Ku wolności.
    Życzę Panu radości! I oczywiście nadal podtrzymuję, że nie musi Pan czytać mojego bloga.

  120. Robert

     /  Listopad 18, 2016

    Kluczowym pytaniem było by Ile osób deklarujących zaburzenia nerwicowe czy inne przeszkadzające w normalnym funkcjonowaniu tak naprawdę i szczerze chce coś zmienić w swoim życiu ? A na ile jest to użalanie się nad sobą by usprawiedliwić brak działania choć bardziej nazwałbym to przejściem przez życiowa lekcje >
    Mechanizmy obronne ego wszelkimi sposobami trzymają w stanie niedokonywania zmian robiąc w trąbę zainteresowanego znalezieniem rozwiązania>
    Naprawdę mało jest ludzi którzy przeszli samodzielnie taka drogę i uwolnili się od więzienia które sami wczesniej zbudowali we własnym umyśle < i zapewniam że nie jest to ktoś kto skończył medycynę i powtarza regułkę skopiowaną na jednym ze szkoleń sponsorowanych przez firmę farmaceutyczną wypisując receptę na jakis złoty środek 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: