Medytacja wyciszenia wg. Pauline McKinnon

Po wielu latach psychoterapii, która przyniosła co prawda spore zmiany w moim życiu i myśleniu, ale nie przyniosła ulgi mojemu ciału, które wciąż cierpiało na uporczywe objawy fizyczne oraz lęk, zaczęłam tracić nadzieję, że w ogóle kiedykolwiek z tego wyjdę. Wielokrotnie pytałam terapeutów, czy znają kogoś, kto był w takim stanie jak ja i wyszedł z tego. Zazwyczaj słyszałam książkowe odpowiedzi „tak, można z tego wyjść”, ale nigdy „tak, moja pacjentka z tego wyszła”. Ja jednak potrzebowałam konkretnego dowodu. Zaczęłam poszukiwać książek napisanych przez osoby cierpiące na zaburzenia lękowe. Nie pocieszały mnie wypowiedzi osób, które miały słabsze objawy niż ja i które cierpiały na nerwicę krótko. Nie pocieszyła mnie nawet książka Kazimiery Sokołowskiej „Jak pokonałam depresję i nerwicę”, nie tylko ze względu na słabsze objawy autorki, ale także na fakt, że stosowane przez autorkę metody jak wizualizacje i afirmacje mnie nie pomogły. Jednak książka „Wycisz strach” dała mi nowe, a jednocześnie bardzo proste narzędzie relaksowania ciała, a także poprzez historię autorki tchnęła nadzieją, że jest jakieś światło w tunelu.

Książka Pauline McKinnon „Wycisz strach” zwróciła moją uwagę na konieczność pracy z ciałem, a konkretnie z napięciami mięśniowymi. I chociaż w przypadku McKinnon zastosowana przez nią metoda wystarczyła, aby pozbyć się w objawów, w moim przypadku stałam się istotnym, choć nie jedynym, elementem walki z nerwicą. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że sama psychoterapia nie jest właściwym lekiem – musi być jakieś inne rozwiązanie i ja muszę je znaleźć. Zaczęłam interesować się możliwościami pracy z ciałem. Poznałam bioenergetykę Lowena, stosowałam ćwiczenia TRE Davida Bercellego, medytację mindfulness oraz technikę Alexandra, a także relaksację Jacobsona i technikę Schulza. Próbowałam nawet hipnozy i autohipnozy. I chociaż każda z tych metod przynosiła częściową ulgę, wciąż czułam, że to nie to, czego szukam.

Przedstawiona tu metoda nazywa się medytacją wyciszenia (chociaż tak się nazywa, nie jest to typowa medytacja, jaką znamy z technik wschodnich) i dla mnie okazała się bardzo pomocna i kojąca. To właśnie dzięki tej metodzie najszybciej wraca mi ciepło do rąk i stóp. Oczywiście nie oznacza to, że dla Ciebie także będzie ona najlepsza, ale zachęcam Cię, abyś spróbował różnych metod relaksacji, które opisuję na blogu i wybrał ten, który w Twoim przypadku przynosi najlepsze efekty. Krok po kroku chcę Wam przekazać wszystko co przeczytałam na temat medytacji wyciszenia i czego sama w swojej praktyce doświadczyłam.

Pełny tytuł książki Pauline brzmi „Wycisz strach. Jak przezwyciężyć lęk, panikę i agorafobię”. Autorka opisuje w niej swoje ośmioletnie doświadczenia z pełnoobjawową nerwicą lękową (wyjście z nerwicy zajęło jej rok). Dziś ta kobieta ma 80 lat i nadal pomaga osobom takim jak my. Metoda obniżania napięcia w ciele opisana w tej książce jest prosta, naturalna – i pomogła nawet osobom, które cierpiały 20 i więcej lat.

Zmiana punktu widzenia: problemem nie jest lęk, problemem jest napięcie

Jest jeszcze drugi niezwykle dla mnie odkrywczy aspekt tej książki. To podejście do zaburzeń lękowych. Lęk jest w niej traktowany nie jako patologiczny objaw, z którym trzeba walczyć, ale jak alarm – podobnie jak ból, kiedy w organizmie dzieje się coś złego, tak lęk jest objawem, że w psychice dzieje się coś złego. Okazuje się, że największym problemem, z którymi musimy się zmierzyć, jest nie lęk – ale napięcie ciała. Naszą najczęstszą reakcją na stres różnego rodzaju jest napięcie – które jeśli trwa długo prowadzi do zaburzeń nerwicowych. Dlatego właśnie, bez względu na to jaki rodzaj stresu spowodował nerwicę ( czy były to ciężkie wydarzenia czy patologiczne relacje) wpierw trzeba się uporać z napięciem ciała, a dopiero potem – zacząć pracę terapeutyczną, jeśli taka będzie potrzeba. Nerwica nie zawsze bowiem powstaje tylko w sytuacji nieuświadomionych konfliktów – jak podaje wiele podręczników – powstaje także wtedy, kiedy spotyka nas wiele stresorodnych sytuacji (śmierć kogoś bliskiego, stresująca praca). Oczywiście takie formy nerwicy łatwiej i szybciej wyleczyć, bo nie wymagają one pracy terapeutycznej. Każda nerwica powstaje w odpowiedzi na stresowe sytuacje, z którymi radzimy sobie poprzez napinanie mięśni (często zupełnie nieświadomie), tak więc leczenie wymaga od nas oduczenia się tego mechanizmu reakcji.

Zrozumiałam, że zawsze zwalczałam pojawiające się objawy potęgujące napięcie, w miarę jak próbowałam zapanować nad wzbierającymi we mnie uczuciami. Zaczęłam też dostrzegać niepotrzebne napięcie, które mnie ogarniało w ciągu dnia. Dzięki temu byłam w stanie się tego napięcia pozbywać, delikatnie uwalniając się od działania mechanizmów obronnych, które powoli stawały się niepotrzebne.

Na odczuwamy lęk ogromny wpływ ma napięcie przeżywane w danym momencie. Im wyższy poziom napięcia, tym lęk jest silniejszy. Napięcie nerwowe – negatywna strategia radzenia sobie z przeciwnościami – jest powszechna we współczesnym społeczeństwie.

Im większe napięcie, tym bardziej pogłębiają się objawy lęku leżącego u jego podstaw. U niektórych osób skutkiem będzie choroba fizyczna, np. wysokie ciśnienie krwi lub choroba wrzodowa. Podrażnienie skóry na tle nerwowym, reakcje alergiczne, ból głowy wywołany napięciem i dolegliwości psychosomatyczne mogą również wynikać ze stresu czy lęku.

Jednak strach żeruje na strachu, a ponieważ człowiek instynktownie zwalcza strach napięciem nerwowym, już wkrótce reakcja fobii przestaje być pożyteczna, a staje się niszcząca dla zdrowia.

Walka z lękiem wzmaga nasze cierpienie i prowadzi na manowce

Zagubieni, sfrustrowani, przerażeni w poszukiwaniu właściwej drogi wyzbycia się lęku, podejmujemy z nim walkę, albo mamy nadzieję, że nauczymy się z nim żyć, lub też poszukujemy pomocy i wsparcia, które jednak może się okazać tymczasowe, często niszczące i obarczone ryzykiem pogłębienia stresu.

Osobie cierpiącej na agorafobie może się wydawać, (..), że zmuszenie się do wytrwania w sytuacji budzącej strach wyswobodzi ją z niego. Nic bardziej mylnego! Wstanie nowy dzień i uczucie lęku powróci jako nieodłączny towarzysz we wszystkim, co będzie się działo. Z powodu napięcia strach znów zwycięży.

Nie zdajemy sobie sprawy, że dodatkowe lęki biorą się ze strachu i że stale pogarszamy swój stan, walcząc za pomocą napięcia nerwowego.

Niechęć do medytacji i relaksacji

Mimo, że próbowałam stosować wcześniej medytację, ciągle czułam, że to nie jest to. Męczyłam się próbując skoncentrować się na oddechu, czy na płomieniu. Irytowały mnie powiązania medytacji z religią, czy to z buddyzmem, czy to z chrześcijaństwem. Bolały mnie kolana i kręgosłup kiedy próbowałam medytować ze skrzyżowanymi nogami, czy w półklęku, jak zalecano chociażby w mindfulness. Chociaż czasem czułam ulgę w żołądku, siadałam do tych medytacji z niechęcią, borykając się z bólem, sennością i zmęczeniem.

Kiedy natrafiłam na koncepcję medytacji wyciszenia pomyślałam – znowu medytacja – mi nie pomoże. O podobnych odczuciach pisała autorka:

Kiedy zetknęłam się z koncepcją dr. Mearesa po raz pierwszy, poszukując sposobu na przezwyciężenie strachu, muszę przyznać, że nie przyjęłam rad autora. Nie wierzyłam w relaksację – eksperymentowałam już z wieloma podobnymi technikami, które nie zmniejszyły w żadnym stopniu mojego strachu. Tak bardzo zaangażowałam się w przezwyciężenie strachu innymi sposobami, że pomysły dr. Mearesa wydawały mi się zbyt proste, aby mogły być skuteczne.

Niechęć do relaksacji powodowała, że musiałam przezwyciężyć własny opór wobec sugestii „odpręż się”. Podczas sesji dr Meares uczył „poddawania się” raczej niż zwalczania niepokojących myśli i uczuć. Aby mogło to nastąpić podczas pierwszych spotkań, należało świadomie pozbywać się napięcia fizycznego. Doktor Meares mówił, że rozładowanie napięcia fizycznego musi przyjść najpierw, że spokój ciała poprzedza spokój psychiczny, którego osiągnięcie również nie jest trudne. Nie chodziło o typowe, stopniowe rozluźnianie poszczególnych mięśni, tylko o prostą świadomość naturalnej umiejętności zrelaksowania się.

Dr. Ainslie Meares

Medytacja wyciszenia okazała się zupełnie innym doświadczeniem. Po prostu odpoczynkiem. Efekty zaczęłam widzieć od razu, bo oprócz ulgi w żołądku powoli powracało ciepło do rąk i do stóp (cudowne uczucie, przy tak często w nerwicy zimnych rękach).

W odróżnieniu od innych technik medytacyjnych, ta nie ma żadnych konotacji religijnych. Nie wymaga też głębokiego skupienia, ani koncentracji, ani siedzenia w niewygodnej pozycji. Jest to metoda, która jest wpisana naturalnie w nasze ciało, a kieruje nią podstawowa zasada: NIC NIE MUSISZ, NIE STARAJ SIĘ I NIE PRÓBUJ. Kiedyś człowiek szedł na pole i siedział, patrząc w dal. My zupełnie zapomnieliśmy, jak się odpoczywa, jak przynosi się ulgę ciału, umysłowi. Przypomniał o tym wielu cierpiącym ludziom psychiatra australijski – dr. Ainslie Meares.

Doktor Meares rozczarowany uzależnianiem ludzi od środków uspokajających i przeciwbólowych, a także od procedur, które nazywał kosztownym leczeniem psychiatrycznym, poszukiwał naturalnego, prostego i efektywnego sposobu, aby pomagać swoim pacjentom osiągać „spokój umysłu i kontrolę nad bólem”. (..) W swoich poszukiwaniach jeździł po całym świecie, próbując zgłębić umiejętności i zdolności ludzi Wschodu, joginów i mistyków, którzy potrafili tak kontrolować swoje ciała, że prawie nie czuli bólu.

Bezpośredni kontakt z mistykami Wschodu zainspirował dr. Mearesa do podjęcia eksperymentów w dziedzinie medytacji i zdolności człowieka do redukowania uczucia lęku i napięcia. Odkrył także, że ból można znacznie zmniejszyć i utrzymywać spokój poprzez świadome wprowadzanie w stan odpoczynku psychiki na krótki czas, jeden lub dwa razy dziennie. Połączył to ze swoją wiedzą naukową i kompetencjami w zakresie stosowania hipnozy, a następnie przekształcił w prostą metodę, która wymaga jedynie trochę cierpliwości i dyscypliny.

Pomimo wpływu Wschodu koncepcja dr. Mearesa znacznie różni się od tradycyjnych czy mistycznych metod medytacyjnych. Nie jest praktyką religijną ani filozoficzną, nie jest również drogą do samorealizacji w sferze ducha czy poznania.

Technika wyciszenia polega po prostu na tym, że siadamy w ciszy na krześle w pozycji wyprostowanej, ale swobodnej, pozostawiając jednak głowę wyciągniętą w górze (jak wieszak, na którym „zwisa” reszta ciała. Delikatnie przymykamy oczy. Ręce spoczywają na nogach. Nogi pod kątem prostym opierają się na podłodze. Utrzymując taką pozycję rozluźniamy twarz, szczękę, zwalniamy ramiona, odprężamy nogi, a potem po prostu siedzimy w ciszy przez około 15 minut (kiedy zaczynamy może to być 5 minut). Pozwalamy naszym myślom robić co chcą, nie zmuszamy się do niczego, nie próbujemy osiągnąć żadnego stanu. Nie musimy nic robić ani w żaden sposób się wysilać. Tak w wielkim skrócie to wygląda (przynajmniej na początku). A bardziej szczegółowo w następnych postach (potrzebuję na nie trochę czasu).

Historia Pauline McKinnon

Pauline żyła jak wielu ludzi. Normalnie funkcjonowała. Niestety przyszedł dzień – kiedy życie się skomplikowało. Niedługo po ślubie zmarł jej ojciec. Matka zaczęła podupadać na zdrowiu i potrzebowała jej pomocy. Wkrótce zmarł w młodym wieku szwagier męża, osierocając 6 dzieci i zostawiając żonę. W ciągu następnych dwóch miesięcy na atak serca zmarł wuj, a matka Pauline dostała udaru.

Zanim osiemnaście miesięcy później urodziła się nam córka, zmarło nagle kolejnych dwoje bliskich krewnych, zachorowała moja teściowa, a kiedy nasza córeczka miała nie więcej niż trzy tygodnie, moja matka stała się niesprawna i znów mnie potrzebowała.

Wpierw Pauline starała się pomagać rodzinie. Wspierać. I radziła sobie. Ale z czasem przyszedł pierwszy napad paniki.

Problem terapii

Po 8 latach terapii czułam się już bardzo zmęczona notorycznym analizowaniem swoich uczuć i przeszłości. Mimo, że dokonałam wielu pozytywnych zmian w myśleniu, życiu i relacjach, a także rezygnowałam z niszczących i destrukcyjnych dla mnie zachowań, moje ciało wciąż cierpiało. Objawy nie dawały mi spokoju, a także lęk nigdy mnie nie opuścił. Czułam, że terapia nie jest w stanie zaoferować mi już nic więcej.

Z pewnością wczesne doświadczenia życiowe mają niezwykle silny wpływ na osobowość i mogą wyjaśnić dużo z reakcji dorosłego człowieka. Jednak dla wielu osób, które cierpią na fobie, zdarzenie z wczesnego dzieciństwa, które początkowo wzbudziło lęk, nie musiało mieć wcale wielkiego znaczenia. (..) Dowolna sytuacja w dzieciństwie może potencjalnie wywołać napady paniki w dorosłym życiu, co sprawia, że próby zidentyfikowania takiego pojedynczego epizodu przypominają poszukiwanie igły w stogu siana.

Na kolejnej wizycie psychiatra doszedł do wniosku, że mój lęk miał swoje źródło przede wszystkim w tłumionym gniewie. Dużo później rzeczywiście zaakceptowałam to jako część prawdy i czynnik, który mógł odegrać pewną rolę w rozwoju sytuacji.

Ani ja sama, ani mój psychiatra nie byliśmy jednak w stanie dotrzeć za pomocą tradycyjnej psychoanalizy lub dyskusji do źródła mojego domniemanego gniewu czy nieustannego lęku. Dlatego zalecono mi udział w sesji terapeutycznej wspomaganej „ujawniającym prawdę” koktajlem z amytalu z ritalinem, aplikowanym dożylnie.

Gdyby zamiast uciekać się do takich metod, spróbowano mi wytłumaczyć, że objawy, których się bałam i napad, który napawał mnie przerażeniem, były zasadniczo produktem mojego napięcia, czyli a automatycznej (pomimo, że negatywnej) reakcji, być może w końcu zrozumiałabym, o co chodzi. Tymczasem stale analizując swoje uczucia i poszukując ich przyczyny, w odpowiedni lub nieodpowiedni sposób, zwielokrotniałam własny strach i mimo woli funkcjonowałam na najwyższym poziomie napięcia.

Psychoanaliza była do pewnego stopnia interesująca ze względu na badanie przeszłości oraz na próbę połączenia przeszłości z teraźniejszością. Ja jednak miałam wrażenie, że zakreślam koła, nie robiąc żadnych postępów, które przyniosłyby mi ulgę. Ogólnie rzecz biorąc, byłam krańcowo sfrustrowana tym niekończącym się i nieskutecznym poszukiwaniem, które pochłaniało tak wiele mojej energii.

Punktem wyjściowym dla mnie okazało się napięcie. Wcześniejsze leczenie mojej fobii koncentrowało się na lęku, zgodnie z założeniem, że mój strach przed wychodzeniem z domu był rezultatem istotnych wydarzeń z mojego dzieciństwa – albo z przerażeniem, albo nierozwikłanym konfliktem. Nie zamierzam krytykować tego sposobu leczenia. (..)Zaczęłam dostrzegać, że podobnie jak wiele innych osób i ja niosłam swój bagaż nierozwikłanych doświadczeń. Psychoanalityczne leczenie lęku może uświadomić ważne wydarzenia z przeszłości, których zrozumienie i przeanalizowanie pomaga zmniejszyć ból emocjonalny.

Kiedy jednak chodziłam do psychiatry, poziom napięcia, w którym żyłam, pozostawał zbyt wysoki, a moja maska dla świata (łącznie z psychiatrą) była zbyt szczelna, aby umożliwić głębszy wgląd w siebie. Ale nawet, gdyby mi się to udało, jestem pewna, że nie uwolniłoby mnie to od mojej fobii jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. (..) Wcześniejsze próby leczenia nie uwzględniały widocznie decydującego wpływu napięcia – odpowiednika lęku.

Wyraźnie widzę też, że od wczesnego dzieciństwa, przez wiek dojrzewania i później przyjęłam stoicką postawę walki wewnętrznej, aby samotnie sprostać konfliktom, znakom zapytania, poczuciu niższości, wątpliwościom, niesprawiedliwości, stratom, bólowi i obawom. (..) Z determinacją dążyłam do udowodnienia, że jestem wartościowa, ukrywając to, co uważałam za wstydliwe.

Nabrałam kolejnych negatywnych przekonań: że głębokie uczucia osobiste nie są ważne i że najlepiej zignorować swoje własne potrzeby, a skupić się na zadowalaniu innych.

Codzienność nerwicy

Przed każdym wyjściem z domu ogarniał mnie strach, ponieważ poza domem byłam narażona na to okropne doświadczenie.

Przyjaciele, którzy później dowiedzieli się o dręczącej mnie fobii, wyrażali zdumienie: „Nigdy bym nie przypuszczała. Nic po tobie nie było widać”. Tak właśnie jest. Większość osób cierpiących na agorafobię nie pokazuje tego po sobie. Nikt oprócz najbliższych nie ma pojęcia, jakie udręki i cierpienia przeżywają, kiedy muszą wyjść z domu.

Osoby cierpiące na agorafobię w mistrzowski sposób „trzymają fason”, emanuje z nich spokój i zadowolenie bez względu na to, co czują w środku. W zanadrzu mają zawsze niewyczerpany zasób usprawiedliwień, dlaczego nie mogą zrobić tego czy tamtego. Jednak nie wprowadzają w błąd celowo. Jest to część roli odgrywanej przez przyzwoitych ludzi, którzy starają się uniknąć napadu paniki i zachować twarz.

Żyjąc w strachu, człowiek cierpiący na agorafobię podejmuje tylko te wyzwania, którym ponad wszelką wątpliwość jest w stanie sprostać. Dlatego będzie osamotniony w czynnościach życia codziennego. Strach zabija spontaniczność i sprawia, że odwiedzenie sąsiada jest trudne, czasem wręcz niemożliwe. Osoba (..) obserwuje rutynę dnia swoich sąsiadów, przyjaciół, umawiających się na wspólną grę w golfa, ludzi spotykających się towarzysko czy podróżujących swobodnie po całym mieście i poza jego granicami. Taka osoba (..) czuje się bardzo samotna.

Kolejnym uporczywym negatywnym uczuciem jest poczucie winy. (..) Oprócz poczucia winy pojawia się w końcu gniew i frustracja.

Wszystkie moje osiągnięcia ograniczały się do poruszania się w przestrzeni o promieniu jednego kilometra od mojego domu.

Jedną z najbardziej nieprzyjemnych konsekwencji agorafobii jest brak spontaniczności, którą wyczerpuje i niszczy niepokój. Nie jesteśmy w stanie pod wpływem impulsu zabrać psa na spacer, wpaść do przyjaciół czy pójść z dziećmi do parku puszczać latawce. Wszystko musi być zaplanowane tak, aby strach nie mógł zaatakować. Każdą decyzję poprzedzają słowa „ale”, „jeśli”.

Wolność

Po ośmioletnich zmaganiach przezwyciężyłam agorafobię bardzo szybko i łatwo, kiedy nauczyłam się relaksu fizycznego i psychicznego w formie unikatowej medytacji. Uwalniając się od strachu, zauważyłam, że fobia może stanowić nieskomplikowany problem. Dopiero brak zrozumienia i ustawiczne, a często bezowocne próby walki z nim czynią z niego oporną przeszkodę i źródło nieustannego cierpienia, dopóki nie znajdzie się sposobu przezwyciężenia go.

Po kilku sesjach doszłam do wprawy w pozbywaniu się napięcia fizycznego, ale musiało upłynąć jeszcze trochę czasu, zanim doświadczyłam podobnego uczucia, jeśli chodzi o moją psychikę.

Przez osiem lat żyłam w strachu, z tego przynajmniej pięć lat zajęła mi analiza samej siebie w poszukiwaniu przyczyny mojego lęku. Teraz wyzwoliłam się od strachu. (..) Wszystkie te zmiany zaczęły zachodzić w ciągu około roku, od pierwszej wizyty u dr. Mearesa.

Powtarzające się doświadczenie wyciszania powoduje, że „nadmierna czujność” opisana wcześniej znika i pojawia się spokój. Efekt taki ma charakter kumulacyjny, jest to proces zastępowania uogólnionego niepokoju uczuciem uogólnionego spokoju – całkowite zawrócenie z drogi, która wzmaga lęk i napięcie. Innymi słowy wyciszenie koryguje wewnętrzną reakcję, która przynosi trochę inne rozumienie życia.

Medytacja wyciszenia pozwoliła mi pokonać strach. Odniosłam zwycięstwo, które zaprowadziło mnie jeszcze dalej. Odnalazłam sposób na życie umożliwiający osobistą transformację i pozwalający cieszyć się pełnią istnienia bardziej, niż kiedykolwiek przypuszczałam, że jest to możliwe. Zyskałam także najwspanialszy i najszlachetniejszy skarb – samodzielność.

Największą radością w mojej pracy jest patrzeć, jak znika ludzki strach, jak uśmierza go cisza – Pauline McKinnon

Dodatek dopisany później:

Chociaż medytacja wyciszenia jest nadal podstawą mojej pracy, nie porzuciłam pracy nad sobą. Wydaje mi się, że medytacja ta może przynieść najlepsze owoce wśród osób, u których zaburzenia nerwicowe pojawiły się w wyniku bardzo dużego stresu związanego z konkretną sytuacją urazową. W przypadku osób, u których postawy rodzicielskie spowodowały powstanie neurotycznej struktury psychicznej koniecznie jest jednak dołączenie psychoterapii bądź pogłębionej pracy duchowo-emocjonalnej z jakimś doradcą, przewodnikiem. Medytacja wyciszenia stanowi jednak według mnie bazę w przypadku obu nerwic. Oprócz wyciszenia ciała, daje ona przestrzeń na ujawnienie się emocji. Te zaś, aby się ujawnić u osób stosujących wyparcie, wymagają osłabienia mechanizmów obronnych w bezpiecznych warunkach (czyli w towarzystwie zaufanej i kompetentnej osoby).

Medytacja wyciszenia pomaga mi szczególnie, kiedy jestem na wyjazdach i mam problemy z zaśnięciem z powodu nadmiernego napięcia.

Bibliografia:
Wycisz strach. Jak przezwyciężyć lęk, panikę i agorafobię, Pauline McKinnon, Wydawnictwo Zysk i S-Ka, Poznań 2007.
Drogi wyjścia z depresji i lęku, Andrea M. Hesse, Wydawnictwo WAM, Kraków 2003
Strona internetowa Centrum Terapii Medytacją Wyciszenia Pauline McKinnon w Australii
http://stillnessmeditation.com.au/
Reklamy
Dodaj komentarz

161 komentarzy

  1. karen657

     /  Wrzesień 24, 2012

    Opisz proszę jeszcze raz w skrócie – na czym polega medytacja wyciszenia? jak to robić? dzięki :)))

  2. dzięki:) moja historia jest inna, ale lęki takie same i od przedwczoraj siaduję jak spracowani chłopi i chłopki siadywali na przyzbach czy na miedzach, są do tego XIX wieczne obrazki:)
    czytałam Twój blog od początku i uczę się oddychać jak opisałaś, ulga jest natychmiast, chociaż trzeba to robić właściwie często, po prostu umieć,
    wygrzebanie tego pana Mearesa z zapomnienia, jest piękne, bo to jak medytacja, którą nawet mocno praktykowałam, ale … trzeba od niej odjąć wszystkie reguły, jak widzę:)
    pisz dalej, proszę bardzo

  3. signe, przygotowuję już artykuł pierwszy z serii „siedzenia na miedzy” – co za kapitalne określenie! Właśnie reguła „odjąć wszystkie reguły” jest najpiękniejsza 🙂 Proszę pięknie o cierpliwość..
    Karen nie chce pisać w skrócie i na kolanie, ale postaram się umieścić pierwszy artykuł o medytacji wyciszenia jak najszybciej.

  4. ania

     /  Wrzesień 28, 2012

    Witam 🙂 Cieszę się ,że trafiłam na Twojego bloga.Męczę sie z nerwicą lękową od 12 lat.Właśnie jestem na etapie odstawiania antydepresantu ponieważ po wszystkich lekach mam tyle ubocznych reakcji,że nie mam już siły.W rezultacie one pogłębiają moją chorobę.W chwili jak piszę mam zawroty głowy jakbym właśnie zeszła z karuzeli.Tak się nie da żyć.Mam nadzieje,że dam radę.Strach to naprawdę poważny problem mam go 24h /dobę.Pozdrawiam i dziękuje 🙂

  5. Ika25

     /  Wrzesień 29, 2012

    Witam.Bardzo się cieszę że trafiłam na Twój blog,przeczytałam wszystko i bardzo chciałabym się wyleczyć z tego cholerstwa bo męczę się z tym kilka lat.Mam małą córeczkę i dla niej chce to zwalczyć bo nawet boję się wyjść z nią na spacery gdzieś dalej od razu nachodzą mnie myśli że umrę i co będzie z nią??Biorę propanolol,łykam środki uspakajające ale ile można się tak truć?!Spróbuję metody wyciszenia i relaksu może i mi pomoże.Pozdrawiam

  6. Kochani, wytrzymajcie jeszcze chwilę. Siedzę nad tłumaczeniami dla Was – wstępnymi wskazówkami do metody wyciszenia. Chcę to zrobić jakoś porządnie. Może to jeszcze zająć kilka dni. Ale pracuję..Nie traćmy nadziei..

  7. a więc to nie każdy sam osobno to wszystko ma? my się musimy bardzo STARAĆ, żeby nikt nie wiedział o lęku, bo to wykreśla ze środowiska ludzkiego,
    najgorszy rodzaj lęku paniczny,
    dzięki, Małgosiu

  8. Od jakiegoś czasu staram się dowiedzieć co robić i jak się zachować w stresujacej sytuacji, które odpadają mnie i dręczą w każdej chwili. Do nie dawna nie był to dramat, jednak dwa dni temu dostałem jakiegoś ataku, najpierw ból głowy, następnie zdrętwiała mi szczęka i ręce a chwile pózniej zacząłem się trząść. Wezwalismy pogotowie, pan doktor wyjaśnił mi że to z powodu paniki.
    Wydedukowalem ze to nerwica, wszystkie objawy które zaobserwowałem zgadzały sie z tym co wyczytałem na Wikipedii. Co za masakra. Mam nadzieje ze medytacja pomoże bo już brak mi pomysłów jak sobie z tym poradzić . Dziękuje i pozdrawiam

  9. Cóż za cudowny zastrzyk optymizmu znalazłem na tej stronie – a znalazłem ją w trakcie cotygodniowych poszukiwań „czegoś nowego, przełomowego itd” co przyniesie zwrot w walce z przypadłością zwanej agorafobią.

    Być może różnię się od „encyklopedycznej wersji” – mija 13 rok w tym 3 rok jakiejś skumulowanej wersji , która w końcu zamknęła mnie w domu niemal na dobre. Nie przeraża mnie tłum, hipermarkety, środki transportu publicznego itd – wręcz przeciwnie , to mnie … uspokaja. Od 13 lat zasługuję pewnie na Oscara, gdyż NIKT, nie podejrzewa mnie o to co się ze mną dzieje. W rodzinnej swiadomości funkcjonuję jako gbur, cham, leń, antryspołeczny facet, samotnik, egoista itd.

    Moim ogromnym problemem są … sam nie wiem jak to nazwać – nazwę to lukami w zabudowie przestrzennej. Innymi słowy, jeśli idę obok kogoś, jeśli idę wzdłuz żywopłotu, alejki drzew czy chodnikiem obok budynku – mogę tak dojść w spokoju na koniec świata, jeśli tylko któryś z tych przed/pod – miotów jest na wyciągnięcie reki lub nieco dalej. Nie ma problemu z przejściem 1000 metrów drogą ogrodzoną płotem – ale już nie przejdę 1 metra drogą otwartą ( nie przejdę nawet przejścia dla pieszych).
    Właśnie wróciłem ze sklepu oddalonego jakies 500 metrów od miejsca zamieszkania – ale zajęło mi to około godziny , gdyż „moja droga” jest znacznie znacznie dłuższa + muszę przejść przejście dla pieszych, więc … czekam aż ktoś podchodzi i … dołączam do niego.
    Naprawdę , jak czytam własny tekst to sam w to nie wierzę , ale jest to naprawdę częśc mojej rzeczywistości. Każde moje wyjście z domu to buńczuczne zapowiedzi, że tym razem nie będę „frajerem” sterowanym przez wyimaginowane lęki …. , czasem nawet kilka minut sukcesu się zdarza, a potem bum… porażka. Tak jak dziś równiez …

  10. Angel

     /  Październik 12, 2012

    Wasze wypowiedzi są mi potrzebne.Dzięki nim(Wam)nie czuję się tak obco i samotnie.Nie znam osobiście nikogo kto bałby się wyjść z domu,przejść przez ulicę.Tak właśnie mam.Kiedy w grę wchodzi stanie w kolejce rezygnuję od razu.Duszę się i pocę w pomieszczeniach z zamkniętymi oknami,tak jakbym potrzebowała możliwości ucieczki w każdej chwili.Nie jestem też w stanie udzielić pomocy osobie potrzebującej,ponieważ natychmiast dostaję ataku paniki.Wszędzie potrzebuję kogoś,komu ufam,aby wyjść z domu np do sklepu,do lekarza,gdziekolwiek.Teraz jest dużo lepiej,ale kiedyś bałam się wstać z łóżka,pójść do toalety,nie miałam siły obiadu ugotować.Sąsiedzi uważali mnie za dziwaczkę.Mdlałam na dźwięk telefonu lub dzwonka do drzwi,który trzeba było odłączyć a telefon wyciszyć.Nie byłam w stanie otworzyć drzwi gdy ktoś pukał.Miałam tak silne drżenie i napięte ciało,że nie byłam w stanie przełykać jedzenia.Silne poty.Schudłam w ciągu miesiąca 8 kilo.Zawroty głowy i szybkie bicie serca niszczyły mi życie.Dostałam w końcu skurczów dodatkowych serca,z którymi męczę się już siedemnasty rok.Myślałam,że umrę.Ale żyję,wyszłam z najgorszych objawów,może dzięki silnej woli życia.Miałam dwoje małych dzieci.Tak bardzo chciałam żyć.Trafiłam w końcu do psychiatry,który zapisał mi leki przeciwlękowe i przeciwdepresyjne.Zasypiałam po nich,ale strach zostawał.Uzależniłam się i objawy cielesne oraz psychiczne powróciły.Trafiłam do kardiologa,który zapisał mi propranolol.Było dużo lepiej.Zaczęłam się zmuszać w miarę możliwości do aktywności fizycznej.To bardzo mnie rozluźniało i poprawiało nastrój.Zaczęłam jeść i stałam się silniejsza.Dziś funkcjonuję w miarę normalnie.Nie mam już ataków paniki,co najwyżej zdarza się lęk.Bardzo ważna jest aktywność fizyczna.Nadal biorę propranolol.

  11. nerwicalekowa

     /  Październik 12, 2012

    Rem, bardzo Ci współczuję. Twoje problemy bardziej mi wyglądają na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (dawniej nerwica natręctw), niż na zaburzenia lękowe. Dobrze gdybyś znalazł kogoś, kto by Cię profesjonalnie poprowadził terapeutycznie i ew. farmakologicznie. Zdławianie tego lęku „dziś się zaprę i pójdę” nie przyniesie dobrego skutku. Zachęcam Cię także, żebyś zaczął stosować medytację wyciszenia. Może uda mi się dziś zamieścić artykuł. Pozdrawiam!

  12. Nerwica natręctw – to jest doskonała diagnoza, jednak u mnie występuje/występował jakiś specyficzny „mix fobiczny” jeśli mogę użyć takiego dziwacznego sformułowania.

    Hmm , to bardzo ciekawe. Możliwe jest również, że ja sam narzuciłem lekarzom tę diagnozę… Istotnie, definicja agorafobii ma się nijak do moich dolegliwości.

    Ciężko mi sobie przypomniec wszystkie fazy mojej dolegliwosci ale na pewno zaczęło się to 13 lat temu. Zupełnie bez powodu, nagle i nie wiadomo kiedy „to” zamieszkało sobie wewnątrz mnie lub raczej wewnatrz mojej wyobraźni.
    Cofnę się o te 13 lat. Ja , prawie „małolat” , udaje mi się wszystko, popularny, zadowolony, zarabiający sporą wielokrotnosc tego, co powszechnie uznawane jest za niezłą wypłatę. Pewnego dnia żona mdleje w kuchni, powodując moje przerazenie. Wizyta na pogotowiu itd , spokój. Po 2 tygodniach niemalże powtórka. Tym razem zasłabnięcie spowodowane … prwadopodobnie wielokrotnie odgrzewaną pizza zjedzoną przez zonę, a dostarczona mi w tym dniu. Znów pogotowie i pierwsze dziwne odczucia z mojej strony. Pamiętam i widzę jak dzis – wyszedłem na papierosa z pogotowia – aby się zastanowić co za dziwne odczucia miałem przed chwilą. Jakiś niepokój, poczucie braku kontroli nad wydarzeniami (tak niepasujące do mojego ówczesnego image`u).
    Pózniej jakiś tydzien spokoju i bum… Biuro, codzienne zajęcia i pamiętam jak dziś – przełknąłem ślinę i prawie się zakrztusiłem. TEN MOMENT pamiętam jako „godzinę 0” – początek „tego”. Od tego momentu zacząłem asekurować każdy łyk płynu, następnie również przełykanie pokarmu. Po 2,3 dniach przestałem chodzić do pracy, a nawet wstawać z łóżka. Straciłem prawie 7kg w 4 dni. (oczywiscie głównie płyny) a moje oczy wyglądały jak po kilku sparringach bokserskich.
    Następnie przyszła kolej na fobię społeczną , tak po miesiacu. Po tysiącach rozmów biznesowych przeprowadzonych wcześniej , nagle zacząłem panicznie ich unikać. Powód? Ni z tego, ni z owego , w trakcie rozmów zaczęły pocić mi się dłonie i stopy w stopniu tak olbrzymim, ze musiałem przecierać mokre (nie spocone) dłonie o spodnie tuż przed pożegnaniem z rozmówcą. Dodatkowo zacząłem mieć wyobrażenia typu „wszyscy się na mnie patrzą” , „wszyscy TO zauważają” , „chyba mam jakieś tiki nerwowe itd”

    2 miesiące póżniej kulminacja wszystkich tych stanów, decyzja o częściowym opowiedzeniu o problemie starszej osobie, bardzo zaufanej itd (chciałe to ukryć, a ta osoba była dla mnie pewniakiem jeśli chodzi o dochowanie tajemnicy). Częścią tej „kulminacji” była 1 dniowa – dosłownie jednodniowa – totalna depresja. Od tej pory, uważam ze ludzie w stanie depresji cierpią chyba największe katusze spośród wszystkich ludzi cierpiących na schorzenia nerwicowe.
    Zmuszony zostałem również do używania wyłącznie czarnych koszul, dzinsów i do … nie ściągania butów w trakcie wizyt u kogokolwiek. W przeciwnym razie zostawiałem ślady na podłodze jak dosłownie po wyjściu z kąpieli + 5 minut po wyjściu z domu moje plecy były całe mokre co od razu miało swoje odbicie na garderobie.

    „Zaufana osoba” wysłała mnie do prywatnej kliniki akupunktury. Igły, igły – dzień w dzień i nic. Dodatkowo zioła , homeopatyki – bez zmian. Czym pragnę się podzielić , to opowieść o jakimś typie masażu jaki tam przeszedłem. Masaż twarzy, terapeutka siedziała za mną , chińska muzyka w tle. Na początku – nie ukrywam wywołało to moje rozbawienie nawet. Ale po .. kilku? minutach zacząłem być jakby „unieruchomiony”. Leżałem , nie myślałem o niczym, nie mogłem się ruszyć. Na sam koniec usłyszałem coś w rodzaju komend: „twój układ krwionośny jest w znakomitym stanie” itd itp – i na koniec „twój uklad nerwowy … ” – i w tym momencie całe moje ciało zaczęło drżeć, trząść się , sam nie wiem jak to nazwać. Niesamowite aczkolwiek prawdziwe. Na moje pózniejsze pytania „cóż to było” dostałem odpowiedz której do konca nie rozumiałem. Dowiedziałem się że kumuluję emocje itd wewnatrz i nie daje im upustu i że odblokowano mi jakies miejsce w okolicach podbródka aby pozbyć się tego problemu. Istotnie, przy każdym oparciu się dłonią o podródek przez następne lata, ten zaczynał „szaleć” i drżeć – ale efektu leczniczego jako takiego nie odczułem nigdy.
    Odpuściłem medycynę tradycyjną, udałem się do psychiatry. Dostałem Xanax i diagnozę zespół lękowo- napadowy ( mniej więcej 5-10 minuty wizyty). Brak efektów poza totalnym uzależnieniem. Kolejni psychiatrzy i kolejne zbliżone diagnozy, łącznie z jakimis szalonymi tezami że mój problem tkwi w tym że przerwałem studia w młodości a wysokie IQ z tym się kłóci , co jest zarzewiem wielu moich problemów osobowościowych. Były również spotkania z psychologami – naprawdę zupełna strata czasu. Seroxat, arketis, mgb6 – 20mg start, pozniej 60mg. Żadnych zmian, chyba ze na gorsze. Ciągła rozmowa o próbie znalezienia genezy problemu w dzieciństwie itd … Nie znalazłem choć stawałem na głowie. Wizyty u psychiatry zakończyłem okolo 2009, po stwierdzeniu jegomościa, że obecny stan wiedzy nie pozwoli mi z tego wyjść nigdy, a po prostu będę czuł się raz lepiej a raz gorzej. Brak słów, dureń skończony nie psychiatra (przepraszam).
    Do spisu moich przypadłości dodam jeszcze totalny lęk przed ciemnością trwający od dzieciństwa (w wieku 35 lat, będąc sam w domu , spałem z zaświeconym światłem).

    – – – – –

    Dzień dzisiejszy:
    Dzisiaj praktycznie wszystkie moje problemy zniknęły. Te które opisałem i te które pominąłem lub o nich zapomniałem. Niektóre, jak lęk przed ciemnością było bardzo łatwo pokonać, inne jak fobia społeczna zniknęły tak nagle jak się pojawiły.

    Został „tylko” ten najgorszy, ten który pojawił się kilka lat temu zastępując wszystkie inne.

    Nie pomógł mi w tym żaden lekarz czy też lek. Uzależnienia od xanaxu pozbyłem się kilka lat temu po 2 tygodniowym, „własnoręcznie zorganizowanym detoksie”. Seroxat odstawiłem ostatnio, i wspomagam się Rhodiolą i zgłebianiem stanu wiedzy na temat mojej przypadłości w polsko i anglojęzycznych zródlach online.

    JESTEM PEWIEN że wobec mojej przypadłości jak równiez wielu innych zwanych potocznie „chorobami cywilizacyjnymi” , lekarze, psychiatrzy, psycholodzy są nie tyle bezsilni, co ich wiedza jest krytcznie mała. Bo kim jest statystyczny, polski lekarz? Jest osobą taką samą jak my, tyle że wybrał się na studia medyczne. Nie możemy się po nim spodziewać cudu gdyż wiedza jaką zdobył na studiach czy w trakcie praktyki lekarskiej jest tak samo przydatna w trakcie naszych (osób z jedną z około 800 fobii i ich pochodnych) wizyt, jak doktorat z ekonomii anno domini 2000 jest przydatny na dzisiejszych rynkach finansowych. (może niefortunne porównanie, ale w obydwu przypadkach stan wiedzy zdobytej na uczelniach jest bezużyteczny wobec ekspresowo ewoluujących realiów).

    JESTEM PEWIEN że jedynymi ale jakże znakomitymi lekarzami możemy być MY sami. Indywidualnie czy też w formie mini-społezności jak ta tutaj. To oczywiście tylko moje zdanie, ale uważam, że fobie, natręctwa itd to tylko i wyłacznie nasz wirtualny twór. My „to” stworzyliśmy, MY i tylko MY możemy to unicestwić.

  13. Anonim

     /  Październik 16, 2012

    To wszystko przez niedobor witamin z grupy B, mam nadzieje 🙂

  14. nerwicalekowa

     /  Październik 16, 2012

    oj, chcielibyśmy, żeby to wszystko było takie proste..

  15. Ika25

     /  Październik 16, 2012

    Wczoraj wieczorem podczas tej medytacji i oddychania według tego co napisałaś poczułam niesamowitą ulgę,dosłownie tak odleciałam że zaczęłam się śmiać sama do siebie było mi tak przyjemnie..:)Dziś nawet wyszłam sama do sklepu i nie miałam ataku paniki co mnie bardzo zdziwiło,cały czas miałam w głowie tylko to że wieczór znów legnę do łóżka i będzie to cudowne uczucie kiedy moje ciało będzie na maksa zrelaksowane.Dziękuję za to że trafiłam na Twój blog:)!Mam nadzieję że ta metoda pomoże mi normalnie funkcjonować jak człowiek a nie jak zastraszone zwierzę…

  16. Pewnie ze nie jest takie proste, ale zanim jednak wezme Citalopram chce sprobowac lagodniejszych metod. Odnosze wrazenie ze lekarz opiera sie na mojej diagnozie, moglem mu powiedziec co chce i dostal bym na to lek.
    Mieszkam w Londynie, tu Citalopram wydaje GP, bez zadnych badan czy konsultacji, nie chce jechac na tym do konca swoich dni. Poza tym odkrylem:) ze najczesciec atak paniki, fobie czy zawroty glowy dopadaja mnie nastepnego dnia po zakrapianym party, co zdarza mi sie dosc czesto:) pewnie juz dawno wyplukalem z siebie magnez i wszystkie witaminki z grupy B

  17. Oyamblog

     /  Październik 25, 2012

    Dzis lekarz zaproponowal mi „cbt-cognitive behavioral therapy” , moze ktos z was wie cos wiecej o tym , czy warto ?

  18. karen657

     /  Październik 25, 2012

    No to jest terapia poznawczo-behawioralna. Jedyna moim zdaniem terapia, która faktycznie na lęki pomaga. Ja korzystałam z niej przez 1,5 roku. Poprawiło się o tyle, że mam okresy bezlękowe (nawet do 2 miesięcy), a wcześniej miałam lęki non stop. Jednak pamiętaj, że najbardziej to możemy sobie pomóc sami. Ja teraz idę na grupę dla lękowych 3-miesięczną. pozdrawiam 🙂

  19. Rem

     /  Styczeń 7, 2013

    Wracam po dłuższej przerwie.
    Pragnę podzielić się czyms … co działa i jest naprawdę niesamowite, w szczególności dla konserwatywnego sceptyka jakim byłem.
    Nic nie będę objasnial aby nie sugerowac niczego.

    Jest taka metoda zwana Tapping – cos na zasadzie alternatywy dla akupunktury , tak z grubsza

    Nalezy po prostu powtarzac kazdą czynnośc i słowa idąc krok w krok za osoba z filmiku – to wszystko.
    Jak często ? Tak często jak sie komus podoba i przydaje. Mozer byc 2 razy dziennie albo raz na tydzień.

    Ps
    Jakkolwiek osoba wykonujaca tapping wygląda zabawnie według pewnych kanonów – to sprobowanie tego kosztuje 0 złotych i jakies 8 minut czasu. Zapewniam że działa.

  20. Rem

     /  Styczeń 7, 2013

    Pozwoliłe sobie zrobić tłumaczenie. Jakkolwiek jest ono amatorskie, to mam nadzieję ze sie przyda.
    Powodzenia

    0:43 Nawet jeśli teraz czuję strach (lęk)
    0:47 Decyduję się kochać siebie i akceptować siebie
    0:51 Nawet jeśli teraz czuję strach (lęk)
    0:56 Decyduję się kochać siebie i wybaczać siebie
    1:01 Nawet jeśli teraz czuję strach (lęk)
    1:05 jeśli czuję niepokój
    1:08 jeśli się martwię
    1:11 i nie czuję się (z tym) dobrze
    1:15 Pragnę rozwiązać ten problem
    1:19 i nawet jesli czuję niepokój
    1:23 Decyduję się aby głęboko i całkowicie
    1:27 Kochać, Wybaczyć i akceptowć siebie samego (sama)
    1:32 Oraz kogokolwiek innego
    1:36 kto powiedział mi, żeby czuc taki lęk
    1:42 Cały ten lęk
    1:46 Cały ten lęk
    1:52 Cały ten lęk
    1:57 Decyduję uwolnić się od niego
    2:01 i pozwalm mu odejść ode mnie
    2:06 Cały ten lęk
    2:10 wszystkie obawy
    2:14 nie powodują niczego dobrego w stosunku do mnie
    2:19 Ale częć mnie wierzy,że są one (lęk, niepokój) przydatne
    2:24
    Jakaś część mnie myśli, że ja potzrebuję tych lęków
    2:30 Jakaś część mnie myśli, że ja potrzebuję niepokoju
    2:35 Myśli, że jeśli nie będę czuć lęku,
    2:39 to wydarzy się cos złego
    2:44 Lęku, że wydarzy się coś złego
    2:49 jeśli nie będę czuć strachu
    2:53 oraz niepokoju
    2:58 Ale ten lęk jest bardzo nieprzyjemny
    3:03 Więc jeśli go (ten lęk) odczuwam
    3:07 To i tak już dzieje się coś złego
    3:13 Może właśnie dlatego KTOŚ powiedział
    3:18 Ze jedyną rzeczą której powinniśmy się bać
    3:20 jest sam strach
    3:26 I ja spędzam mnóstwo czasu
    3:32 czując lęk przed lękiem
    3:36 czując strach przed lękiem, który może wg mnie nadejść)
    3:44 Wyobrażając sobie okoliczności
    3:48 z powodu których poczuję lęk
    3:53 Tak więc czuję (już) strach po prostu wyobrażając go sobie
    4:00 Większośc moich lęków
    4:04 Większość strachu jaki doświadczam
    4:09 Większość rzeczy które mnei niepokoją
    4:13 nie wydarzyły się , nie miały miejsca
    4:18 Zagrożenie jest tylko w mojej głowie
    4:23 Do tego stopnia, że wydaje się ono prawdziwe
    4:28 Do stopnia, w którym przybierają one postać taką samą, jak prawdziwe, znane nam z zycia zagrożenia
    4:36 Decyduję się, aby wiedzieć,
    4:40 Ze jestem wystarczająco zaradną osobą, aby zadbać o siebie w takich sytaucjach
    4:45 i odpowiednio pokierować sobą w takich sytuacjach
    4:48 albo unikać tych sytuacji
    4:53 NAWET BEZ KONIECZNOŚCI CZUCIA CIERPIENIA TOWARZYSZĄCEGO LĘKOWI
    4:59 Tak więc usuwam (odsuwam od siebie) cały ten bolesny strach
    5:04 usuwam („z siebie”) cały ten bolesny lęk
    5:08 usuwam („z siebie”) cały ten bolesny niepokój
    5:12 usuwam to wszystko na komórkowym poziomie
    5:16 usuwam wszystkie fizyczne symptomy lęku
    5:21 pozwalam sercu bić regularnie
    5:26 pozwalam, aby mój oddech stał się regularny i zrelaksowany
    5:31 pozwalam sobie czuć się spokojnie i pewnym siebie
    5:37 Być spokojnym i pewnym siebie, że mogę kierować moim zyciem
    5:43 Usuwam cały lęk, który towarzyszył mi w przeszłości
    5:49 Przyznaję, że częśc mnie
    5:54 czuje potrzebę odczuwania lęku
    5:59 Ale jest to po prostu próba czucia się bezpiecznym
    6:03 Na podstawie tego co mi powiedziano w życiu
    6:09 oraz na podstawie moich przeszłych doświadczeń
    6:15 Teraz usuwam cały ten lęk odczuwany w przeszłości
    6:21 Cały strach który czułem
    6:26 i byłem pewien że potrzebuję go czuć
    6:32 Cały strach o który przekonano mnie, że powinienem go czuć
    6:38 NIE POTRZEBUJĘ GO WIĘCEJ
    6:41 Mogę podejmować wspaniałe decyzje bez towarzyszącego uczucia leku
    6:47 Mogę dbać o siebie nie czując strachu
    6:53 Odsuwam od siebie wszelkie wątpliwości
    6:58 Odsuwam od siebie potrzebę uczucia niepokoju
    7:04 Pozwalam sobie na pełen spokój
    7:10 Pozwalam sobie na pełen spokój
    7:16 Pozwalam sobie czuć się dobrze
    7:20 Pozwalam sobie być osobą spokojną i pewną siebie
    7:27 Pozwalam sobie , aby moje ciało było spokojne i pewne siebie
    7:34 Pozwalam sobie mieć wiarę
    7:38 w cokolwiek chciałbym (wybiorę) wierzyć
    7:44 w kogokolwiek chciałbym (wybiorę) wierzyć
    7:50 włączając w to własną osobę
    7:55 Wybieram, że będę osobą spokojną i pewną siebie
    8:00 Pozwalam sobie być osobą spokojną i pewną siebie
    8:06 relaxing and breathing easyZrelaksowaną i oddychającą spokojnie
    8:11 Osobą, która wie, że może świetnie kierować swoim życiem
    8:15 Osobą, która wie, że może zadbać o wszystko
    8:20 Osobą, która wie, że może podjąć świetne decyzje
    8:26 Tak więc czuję sie spokojnie i jestem pewny siebie
    8:30 W CIELE, UMYŚLE I DUCHU

    8:36 a teraz weź głeboki oddech

  21. Dziex , medytacja tez pomaga ale nie zaszkodzi jeszcze jedno cwiczenie

  22. basia

     /  Luty 20, 2013

    Witam,
    mam nerwicę lękową a wszystko zaczęło się od tego, że mąż zostawił mnie-miałam przy nim wszystko, a teraz zostałam z mamą chorą na parkinsona, a jak Jej zabraknie to zostanę sama i jak utrzymam dom i siebie-cały czas lęk o przyszłość-jak ja to utrzymam sama i że chcę mieć kogoś kto mi pomoże w tym, do tej pory mąż mi w tym pomagał i mama, a jak zostanę sama to jak mam dalej życ jak bylam cały czas związana z ich życiem-nigdy nie pracowalam i zwyczajnie boję się życ…i tak w kółko-już jestem wyczerpana tym wszystkim -martię się o przyszłość, o zdrowie, boję się samotności……pomocy

  23. djdshjs

     /  Marzec 3, 2013

    Odpowiedzcie sobie po co robicie nerwiće, co ona daje. Zadawanie pytań po co, dlaczego, co to oznacza.np boję się wyjśc, – dlaczego. bo zemdleję i co się stanie gorszego? nie pomoga mi – pierwsza historia w głowie nikt mi nie pomoże, nie moge sobie pozwolic na pomoc innych itp itd. schodzimy dalej skąd to pochodzi , gdzie się tego nauczyłem że mi nikt nie pomoże . wystarczy zadać sobie pytania: po co, dlaczego, co to daje, co to oznacza, skąd to pochodzi, kiedy gdzie pierwszy raz tego doświadczyłem tak pomyślałem itp. Ja polecam obserwację myślli – nie walczyć z nimi ale obsserwować – to jest intelektualna obserwacja, tak samo obserwować. Pojawia sie uczucie do niego dochodzi myśl na temat uczucia pojawia się emocja, zestaw emocji to zachowanie, zachowanie to osobowość nieakademicka psychologia mówi że chłowiek ma kilka osobowości

  24. wiolator

     /  Marzec 5, 2013

    Witam Bardzo się cieszę że jest taka strona przeczytałam ją od deski do deski chosuję na to świństwo 12 lat nie nie znalazłam cudownego leku niestety .Przeczytałam książkęo której mowa powyższym tekście Wyciszyć strach powiem wam że dała mi dużo optymizmu że jesdnak można z tym wygrać ale ciężko mi też uwierzyć w to dopóki sama się nie przekonam narazie ćwiczę ale jest trudno bo nie mogę dojść do wycieszenia psychicznego i nie wiem co się wtedy czuje moje lęki są ze ną wzędzie gdzie jestem sama i do tego dochodza dolegliwości wegetatywne naewet wtedy gdzy nie mam napadu .Powiem wam że nie wiem czy dam radę ale próbuje a dotego mam astmę więc mi jeszcz trudniej. Powiedzcie czy ktoś z was ćwiczy relaksacje? Co się czuje jak psychika odpoczywa ciało moje nie bardzo chce się zrelaksować trudno będzie. Może ktoś chciałby porozmawiać na ten temat . Pozdrawiam

  25. karen657

     /  Marzec 5, 2013

    Ja mam lęki od 11 lat. Po 1,5 rocznej terapii poznawczo-behawioralnej mam okresy bęzlękowe, nawet do 2 miesięcy. Ale potem lęki wracają i rujnują mi życie. Ciągle się zastanawiam, czy to może jednak jakaś biologiczna przyczyna? Jakaś choroba, niewydolność organizmu? Od 3 miesięcy chodzę na grupę wsparcia dla osób lękowych. Bardzo mi to pomaga. Ale lęki nadal są. Chciałabym, żeby kiedyś raz na zawsze odeszły. Wiele bym za to dała.

  26. jerzy M

     /  Marzec 14, 2013

    Gratuluję artykułu. Czyta się super. Jednak miałbym jedną uwagę, jeśli mogę. Stany lękowe w mojej opinii, którą wyrobiłem sobie na podstawie wiedzy lekarzy i naukowców zajmujących się przyczynowym aspektem chorób, tak jak i inne stany chorobowe mają zawsze swoją konkretną przyczynę.Czasami jedną czasami jest ich więcej. Stąd też nie jestem zwolennikiem odseparowania psychiki od ciała kiedy mowa o problemach .tej pierwszej. A to tylko dlatego, że w problemach natury psychicznej rolę wiodącą mają hormony, których zaburzenia niekoniecznie są konsekwencją a przyczynkiem zaburzeń psychicznych. A więc wspomagając pacjenta z zaburzeniami psychicznymi nie można pomijać ciała. Ku nieszczęsciu, wielu osobnikom z tego typu zaburzeniami podaje się leki psychotropowe, które mają niby osobnika uzdrowić. Nic dalszego od prawdy. Pewnie dlatego biznes psychotropów jest jednym z największych i bardzo strzeżonych. Z powodu tego typu „leków” wiele ludzi postanowiło zakończyć żywot. Mam tu na myśli samobójstwo lub branie pod uwagę takowego w sposób bardziej natarczywy. Nie chcę przez to powiedzieć, że tego typu „leki”, nie mają w medycynie swojego miejsca. Owszem, ale pod warunkiem że krótkofalowo. A więc jeśli sama terapia psychiczna może być i jest wskazana, to jednak musi również mieć miejsce holistyczne spojrzenie na tego typu problemy.Czasami wystarczy ocenić stan tarczycy albo nadnerczy, aby uporać się z podłożem psychicznego problemu. Zatem zintegrowanie wysiłków medycznych jest tutaj kluczem. Przy okazji pozdrawiam serdecznie.

  27. Jerzy, dziękuję za Twojego posta. Chciałabym krótko się od niego odnieść.
    1. Zawsze pierwszym i podstawowym badaniem, które powinno być wykonane przy diagnostyce nerwicy są hormony tarczycy. Jeśli się tego nie robi, a przepisuje leki psychotropowe to popełnia się wielki błąd, który niestety zdarza się nad wyraz często. Obserwując pracę psychiatrów można się faktycznie przerazić – z jaką łatwością przepisuje się dzisiaj leki psychotropowe bez zrobienia dogłębnego wywiadu, przejrzenia lub zlecenia badań i profesjonalnej diagnozy. To też wynika z faktu, że psychiatria jest traktowana przez lekarzy dokładnie tak samo jak każda inna dziedzina medycyny. Psychiatria niewiele różni się od lekarza pierwszego kontaktu, czy kardiologa, który przecież nie powie, że osoba ma zrezygnować ze słodyczy i tłuszczy, a co najwyżej przepisze tabletkę. Zresztą nie ma co ukrywać, nam też jest to na rękę. Nie trzeba wtedy nic zmieniać, a po prostu wziąć tabletkę i po sprawie. Idąc tym tropem, dla lekarzy psychiatrów, jak i dla wszystkich innych przyczyną jest to, co przecież jest skutkiem, a tym wypadku zaburzenia poziomu neurotransmiterów, które trzeba wyrównać. Ale nawet firmy farmaceutyczne w ulotkach leków psychotropowych (np. inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny) podają, że „nie jest w pełni poznane w jaki sposób działają leki z grupy SSRI”. Nie mam wątpliwości, że leki psychotropowe, jak wszystkie inne leki, działają „na końcu rury”.
    2. Nie mam złudzeń – wiem jak wielkim przemysłem jest farmacja i jakich wykroczeń się dopuszcza, pewnie nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić na jak wielką skalę. Wiem, że stoi za tym fortuna i gigantyczne lobby. Jednakże mam doświadczenia – i własne i osób, które znam, które były w bardzo ciężkim stanie – zagrażającym życiu, a którym te leki pomogły i przyniosły ulgę. Piszę to świadomie, ponieważ w moim przypadku też tak było. Wychodzę z założenia, że są sytuacje, w których lepiej nawet poświęcić częściowo swoje zdrowie (kiedy inne metody nie pomogą) po to, żeby móc przeżyć następny dzień, oraz po to, aby móc podjąć działania – które doprowadzą człowieka do uzdrowienia. Czasem stan jest tak ciężki, że nie jest to możliwe.
    Oczywiście najlepiej by było, że branie tych leków trwało jak najkrócej. Nie zawsze jest to jednak możliwe.
    3. W moim odczuciu przyczyny niektórych zaburzeń lękowych nie leżą jedynie w ciele. Traktuję człowieka jako całość duchowo-cielesną, która na siebie wpływa wzajemnie. Wierzę w to, że właściwym odżywianiem można wpłynąć na psychikę (co jest podstawą np. techniki gotowania wg. Pięciu Przemian), jednakże uważam, że działania jedynie w ramach organizmu to za mało. Że ważne jest także zajęcie się właśnie duchowością – niekoniecznie chodzi mi o religię czy Boga, ale mówiąc o duchowości mam na myśli emocje i ich źródła, a także nasze przekonania, często nieświadome. Także kwestie miłości w życiu, relacji z ludźmi, gniewu, żalu, złości, niewybaczenia. Czyli całą tą sferą, która pozwala człowiekowi wzrastać. Według mnie w dużej mierze ma to związek z wieloma chorobami. Jeśli tu jest wszystko ok., to organizm człowieka ma wiele mechanizmów, które są w stanie uporać się do pewnego stopnia z zagrożeniami związanymi z zanieczyszczonym środowiskiem, czy nie najzdrowszą kuchnią. Mamy w ciele tak wiele mechanizmów samo leczenia czy uporania się z takimi stresorami.

  28. Anonim

     /  Marzec 29, 2013

    nerwica-lekowa.blogspot.com/

  29. roxi

     /  Kwiecień 2, 2013

    Czy ktoś może postawić diagnozę

  30. karen657

     /  Kwiecień 2, 2013

    no właśnie. kwestia diagnozy. Ja cały czas w słabszych chwilach powracam do myśli, że może to jakaś przyczyna poza nerwicowa, jakaś choroba, niedobór czegoś. Chyba zrobię po raz kolejny kompleksowe badania 🙂

  31. roxi

     /  Kwiecień 2, 2013

    Witam pana serdecznie miałam opisać moja sytuacje więc spróbuje
    pokrótce to zrobić .Na początku pytam czy jest pan bezinteresownie mi
    pomóc bo naprawdę nie mam juz pieniedzy nie jestem w stanie zapłacić ,
    musiałam zrezygnowac z terapi psychologicznej ze wzgledu na brak pieniedzy
    .
    Nie wiem czy zechce pan to wogole przeczytać ale nie mam wyjścia musze
    szukac ratunku dla moich dzieci . Po urodzenie 3 dziecka po ok 4 miesiacach
    od porodu sprzatajac mieszkanie zaczęło sie ze mna dzic cos niesamowitego
    , cos czego nigdy nprzed tem nie doswiadczyłam , było to dla mnie
    przerazajace i pozostawiło pietno na psychice do dzis . Nagle moje serce
    zaczęło bic w niewiarygodnym tempiee , coraz szybciej i szybciej puls tak
    szybki ze juz nie mogłam złapac oddechu i do tego wszystkiego pojawiły
    sie jakies przeskakiwania w sercu , chwilowezatrzymania i znów mocne jakby
    podwójne uderzenia a strach był coraz wiekszy myslałam ze umieram ,
    byłam przekonana ze juz umieram zawołałam męża który zawinał
    dzieciatko w kocyk i szybko jechalismy na pogotowie , uczucia które mi
    towarzyszyło nie potrafie zapomnieć do dzis choc minęło 16 lat ….Na
    pogotowiu przebadali zrobili ekg dali zastrzyk i do domu nikt nigdy niczego
    mi nie wytłumczył .następnego dnia przeczytałam wynik w którym było
    napisane mozliwośc zawału lewj komory serca i to był mój gwóżż do
    trumny . Od tego czasu ciągły lęk o sibie o zycie . Przeszał mnóstwo
    lekarzy badan , psychoterapeutów nawet egzorcystów sama zgłosiłam sie
    do szpitala psychitrycznego po leki które cudownie miałay mnie uzdrowic .
    Przez 7 alt brałm lekjarstwa …..zaczynałam od Lerivonu , Tranxene ,
    Cloranxen < relanium , Anafranil < Sulpiryd < aurex , Oxezepam
    < Afobam , Ludiomil < Pramolan < Belargot , Cypriamil , Doxepin ,
    Flunarizina , i mnósto ziół i było tylko gorzej co dzień to gorzej ja
    tylko spałam a jak sie budziłam to niezliczone leki przechodziły prze4z
    moje ciało .córeczke wychowały starsze dzieci mąż non stop na
    zwolnieniu lub dzieci w domu zamiast w szkole bo lęk nie pozwalał mi
    funkcjonowac nie wychodziłam z domu non st\op lazałm i płkałam i
    codziennie umierałam . Niezliczone wyjazdy na pogotowie ,m nizliczone
    ilości badan i nigdy nic …… powaznego ….
    Nerwica serca , na holeterze dodatkowe nadkomorowe i komorowe skurcze serce
    ale nie grożne na tle nerwowym .
    Ciagłe zapalenia jelit – kolonopskopia , przewlekłe spasmatyczne
    zapalenie jelit na tle nerwowym
    Kilka gastroskopi
    TK RM głowy zwężenie tetnic z powodu zwyrodnień kręgosłupoa
    szyjnego .
    Ciągłe zawroty głowy
    – zatykanie i tykanie w uszach
    – mdłości
    – wymioty
    suchosć ust –
    bóle głowy kłujące , ściskajace z zaburzeniami widzenia
    – panika
    -lęk
    ciągłe , przewlekłe zmeczenie
    – sennośc
    pogorszenie widzenia
    – straszliwe bóle kręgosłupa to niektóre z towarzyszących mi objawów
    . Tak żyłam prawie 8 lat byłam juz na skraju rozpaczy sięgnełam dna
    moja jedyna myśkl to była samobójstwo , skończyć ze soba żeby nie
    odczuwac więcej tego cierpienia ale nigdy nie miałam na tyle odwagi zeby
    to zrobic .
    Ąz pewnego dnia w bardzo silnym lęku zapragnęłam żyć , prosiłam Boga
    o pomoc tyle zmarnowanego czsu . Przyszął mi jedna mysl zeby zajśc w
    ciążę wtedy była by szanasa na uwolnienie sie od leków które
    całkowicie pogorszyły mój stan mna uwolnic sie od n ich nie mogłam ,
    zaszłam w ciążem natychmiast na włsna odpowiedxzilnośc odstawiłm
    wtedy Anafranil i Tranxene , zaczęło sie nstepne pikło odstawiania
    leków . Urodziłam syna poród był bardzo ciężki ale urodziłam i znów
    wszystko wróciło próbowałm chyba wszystkiego leków . terapi u
    psychologów , przejżałm tysiace stron w necie i nic był okres ze było
    lepiej mysłam ze juz wszystko minęło ale teraz zaczęłam w ubiegłym
    roku terapie i po pół roku przerwałam bo nie miałam za co jeżdzić na
    ta terapie po za tym, mąż ciągle się kłócił ze gówno mi jest
    wymyslam choroby itd . Dzieci sa przerazone znerwicowane ja muszę nauczyć
    sie żyć z tym z tymi objawami ale jak …. Moje ciało , wszystkie
    narządy , mięśnie sa ciągle spiete , wszystko mnie boli od spięcia ,
    mój organizm jest wyczerpany od tych dolegliwości od tych mysli co sie
    moze stac a moja podswaidomośc przedstawia mi najgorsze scenariusze . .
    Treaz o miesiaca non stop neka mnie serce ranoi wstaje z arytmia i kłade
    sie spac z arytmia nie potrafie sie wyciszyc rozluznic caiła moje uczucie
    to ciągły strach o swoje zycie , zycie moich dzieci , . Muszę dla nich
    wrócic do normalności małay ma dopiero 9 lat od tych chyba sytuacji
    które były w domu dzieci maja astmę , najstrasza córka jest
    niedowidzaca , mąż ma nadciśnienie , cukrzyce , miazdzyce bardzo silna ,
    doszły powikłania cukrzuycowe zanik krążenia w stopach . Mąz od kilku
    lat od czasu urodzonia syna śpi osobno , ja nie potrafię przemóc sie do
    niego tyle w zyciu mi ublizył wraz ze swoja matka że to dzieki nim
    obydwom mam to co mam . Teściow całe zycie mi dokuczał , wyzywała ,
    robiła awaantury nawet uderzyła amój mąz zawsze stał po stronie swojej
    matki . Tak to trwało 25 lat , straciałam w tym 16 lat na ogromne
    cierpienie mojej duszy mojego ciała mojej psychiki . Ale prosze mnie
    zrozumieć chce trochę pozyc choc trochę pozyc normalnie znów poznac co
    to szczęście , radość , miłośc . ……..Ja nie pracuje i nigdy nie
    pracowałm jest uzalezniona od męża , dlatego tak to wszystko wyglada
    przez mchoroby w rodzinie wpadliśmy w długi .Chetnie podjęła bym prace
    ale nie czuje sie na siłach znów wszystko sie nasiliło i boje się że
    znów bedzie to co 16 lat temu a kolejny raz tego nie przeżyją .
    Już nie proszę tylko błagam , jesli zna pan jakis sposób widzi jakieś
    wyjsće jesli jest pan w stanie bezinteresownie ofirowac mi swoja pomoc to
    o tak proszę ……. pozdrawiam
    taka prosbe taki krzykopomoc pisałam kilka lat temu i niestety bez odzewu

  32. roxi

     /  Kwiecień 2, 2013

    Po latach meki mam juz serdecznie dosyć ,nie ma nikogo kto bezinteresownia zechciał bypomóc poprowadzić do przodu krok po kroku . Dlaczego tak jest przeciez nasza wiara nakazuje pomoc blizniemu ,
    Po tych latach stała sie znów rzecz niemozliwa do pojęcia opanowały zawładneły mna takie zawroty głowy że nie potrafie funkcjonować ten etap mnie juz chyba zabije . Zrobiłam rezonans szyjnego kregosłupa i okzało sie że sa zamiany ale nie takie żeby mogły dawac takie zawroty ja niepotrafię normalnie zyc jestem jakpijana do tego dretwieje mi połowa ciał raz prawa raz lewa dwa razy zablokowało mi mowę nie mogłam logicznie myslec wszystko mi sieplątało dostałam sie do lekarza któey zaleciła bardanie neurologiczne te nic nie wykaząło . Posząłm do neurochirurga z nadzieja że może jakas opreacja szyjnego i bedzie ok aon po obejżeniu wyniku rezonasu powiedział …..ma tu pani skierowanie na rezonans głowy i pózniej badanie szpiku kostnego bo ja twierdzę że to Stwardnienie ARozsiane .jestem na skraju rozpaczy , czy jest ktos kto może ze mna porzozmawiac , pomóc wjakis sposób !!!!!!!!!!!!mój meil roxi120@interia.eu

  33. roxi

     /  Kwiecień 2, 2013

    Jeśli ktoś z was tu czytajacych ma problemy z równowagą takie jakja ,może autorka tej strony coś może miporadzić to błagamo odzew

  34. karen657

     /  Kwiecień 2, 2013

    Droga Roxi, nie jestem psychologiem, ani lekarzem. Ale od 11 lat zmagam się nerwicą lękową i co nieco o tym już wiem. W Twojej sytuacji najbardziej konieczne moim zdaniem jest znalezienie bardzo dobrego psychologa, specjalizującego się w zaburzeniach lękowych. Nie byle jakiego, który weźmie pieniądze i będzie pytał o dzieciństwo i analizował je w kółko. W Warszawie znam takich specjalistów. Mnie bardzo pomogli. Mogę dać namiary na priv. Ale z tego, co piszesz, jest większy problem. Ty masz wokół siebie ludzi, którzy nie pomagają Ci się wyleczyć. Ja, żeby wyjść z nerwicy, zrezygnowałam z pracy w korporacji, odcięłam się od Ojca, rozwiodłam z mężem, stworzyłam zupełnie nowe życie, w nowym mieście, zgodne z tym, co sama lubię i chcę. Zajęło mi to ostatnie 10 lat życia, ale było warto. Gdybym została w tamtym małżeństwie lub przy Ojcu – pewnie bylabym dzisiaj pacjentką szpitala psychiatrycznego. Nie poddawaj się. Z tego się wychodzi. Ale trzeba podjąć kroki i mieć pomoc specjalisty. Trzymaj się ciepło. Będzie dobrze.

  35. roxi

     /  Kwiecień 2, 2013

    Karen dziękuję ci pieknie za dobre słowo i ten cenny dlamnie gest że sie odezwalaś , że nie był ci obojetny mój wpis .Pozdrawiam

  36. roxi

     /  Kwiecień 5, 2013

    Czy ktoś tu zagląda ,proszę o pomoc co mam robic co dzień to gorzej sie czuje mam juzciągły nieprzemijający ból głowy zawroty odrealnienia ,otepienie , głuche uszy drętwienia głowy twarzy połowy ciała raz prawa raz lewas trona rezonans w kierunku SM mam dopiero 16 kwietnia jak mam przetrwać ?

  37. Lea

     /  Kwiecień 6, 2013

    Jak się dzisiaj czujesz, Roxi? Masz siłę trwać w cierpieniu?Martwię się o Ciebie i nawet nie potrafię niczego napisać.Niczego ,co mogłoby Ci ulżyć. Samej jest mi ciężko.Wiem teraz, jak bezradny czuje się mój mąż ,gdy wołam o pomoc. Pocieszmy się faktem,że wielu wyszło z tego. Z lekami czy bez, wielu wyszło…

  38. roxi

     /  Kwiecień 6, 2013

    Lea ja mimo wszystko też mam iskierke nadzieji że wyjede z tego a tą iskierką sa wpisy osób podobnych do mnie do ciebie tych którze wiedza jakie to cierpienie . Wiesz Lea ja sobie przyzekłamże jak z tego wyjde toopisze w szczegółach piekło jakie przechodziałm ipomogę innym .Jesli tylko mój stan wróci do normalności wtenczas opisze co mip[omogło a mam nadzieje że bedzie cos co mipomorze . Wiesz dzisw nocy śnił mi sie na nibie ogromny krzyż a ja raczej trochęwierze w sny i tooznacza że znów czeka mnieogromne cierpienie . Coś wam tu napisze i tobie Lea

  39. roxi

     /  Kwiecień 6, 2013

    ” Przedwieczna Mądrość Boża od wieków wybrała krzyż
    aby Cię nim obdarzyć .
    I Bóg daje ci krzyż , jako korzystny dar Swego serca
    Zanim ci zesłał Krzyż ,przypatrywał się Swoim okiem wszechmogącym ,
    przemyślał go boskim rozumem Swoim
    i ważyłgo na obu rękach , czy nie jest o milimetr za duży
    czy nie jest o miligram za ciężki i błogosławił
    Najświętszym Imieniem Swoim . Namaścił łaską Swoją
    i przepoił pocieszeniem Swoim .
    I spojrzał na ciebie i na odwagę twoją i na siły twoje .
    I oto schodzi z nieba krzyż – jako osobliwe pozdrowienie dla ciebie
    jako jałmużna wszech miłosiernej MIŁOSCI BOGA DLA CIEBIE

    Sw. Franciszek Salezy

  40. Lea

     /  Kwiecień 7, 2013

    Jestem osoba wierzącą. I czasami widzę sens ,a przynajmniej jestem w stanie zaakceptować cierpienie. Ale czasem czuję się tak samotna,opuszczona nawet przez Boga,że trudno mi się modlić,prosić.Skoro wytrzymuję, to jednak wierzę,że przekuję to na coś dobrego,że wreszcie zacznę dawać. Moim pragnieniem jest ,też jak u Ciebie Roxi,pomóc innym. Z resztą ,niejednemu już pomogłam poradzić sobie z lękiem.A sama wpadam coraz głębiej i coraz częściej z trudem ” łapię oddech”.

  41. karen657

     /  Kwiecień 7, 2013

    Polecam Wam wszystkim posłuchanie wykładu pewnego mądrego mnicha: http://www.youtube.com/watch?v=hlQAgV4wqHg To jest na temat depresji, ale zaburzenia lękowe idealnie się w to wpisują. Pozdrawiam ciepło w ten piękny, słoneczny dzień 🙂

  42. roxi

     /  Kwiecień 8, 2013

    Lea Karen pozdrawiam was i dziekuję .

  43. herbi

     /  Kwiecień 13, 2013

    Polecam wszystkim niezwykle wartościową pozycję książkową wybitnego specjalisty Martina E. P. Seligmana (tak, tego od inteligencji emocjonalnej), pt.: Co możesz zmienić, a czego nie możesz (ucząc się akceptować siebie), poradnik skutecznego samodoskonalenia. Autor porusza takie tematy, jak biochemia mózgu, geny, medycyna, psychologia i psychoterapia, pisze o lękach, fobiach, nerwicach, obsesjach, złości, uzależnieniach, nadwadze, seksie itd. Myślę, że zainteresuje każdego z was, pisana przystępnym językiem, bogata w przykłady i historie z życia wzięte. I co najważniejsze, odpowiada na pytanie zawarte w tytule, abyśmy nie tracili nadziei, ale i nie musieli się dłużej łudzić- co możemy zmienić w naszym życiu (osobowość, inteligencję, temperament, skłonności do chorób, podatność na nałogi???),a z czym lepiej zawczasu się pogodzić i próbować zaakceptować.

  44. KAJKA

     /  Kwiecień 26, 2013

    AŻ SIĘ pobeczałam,historia niczym moja…pozdrawiam wszystkie AGORKI

  45. Paula

     /  Maj 8, 2013

    roxi…nawet nie wiesz jak Cię rozumiem..zawroty głowy byly moja codziennością..wyszłam do apteki po witaminy i załowalam ze wyszłam..nogi jak z waty,nie czułam ust,później całego ciała,cała się trzęsłam,wychudzona..bez sił…lęk,lęk,lęk nic nie mogłam zrobić…ta bezradność i każdy dzień taki sam albo gorszy od poprzedniego..biore leki i mam lekarza który mi pomaga..

  46. Amy

     /  Maj 11, 2013

    Na samym początku chciałabym powiedzieć, że ciesze się że tu trafiłam. Miałam wrażenie jakby opisywane tu objawy były czymś iracjonalnym czymś co sobie zmyśliłam, czego nikt nie odczówa oprócz mnie samej. Nigdy nie byłam u psychologa. Na swój własny sposób starałam się walczyć z lękami. Czując strach przed kontaktem z drugą osobą poprostu do niego dążyłam na przekór samej sobie. Czasem pomagało, lecz nie zawsze. Moje objawy znacznie się nasiliły kiedy parę lat temu zmieniłam miejsce zamieszkanie. Pierwszy rok był dla mnie traumą. Tak mogę o tym świadomie powiedzieć. Mąż musiał na pewien czas wyjechać zagranice. W międzyczasie okazało się że mam poważne problemy zdrowotne, na tyle że lekarz przygotowywał mnie do zabiegu i kazał łykać masę leków. Jakby tego było mało miałam trudności w adaptacji w nowej pracy. Mój szef to bardzo wymagający, krytyczny i apodyktyczny człowiek. Niejednokrotnie problemy zawodowe przynosiłam do życia codziennego wmawiając sobie, że jestem do niczego. Bardzo bolał mnie również fakt, że w nowym miejscu nie mam nikogo bliskiego do kogo mogłabym się zwrócić. Stan apatii pogłębiał się z każdą porażką, złym słowem, negatywną oceną mojej osoby. Dziś czuję, że lęk opanował mnie na stałe. Ciężko mi z nim walczyć. Nie lubię i unikam relacji z drugą osobą. Gdy idę do sklepu robię zakupy płacę i wychodzę. Każde pytanie obsługującej mnie ekspedientki prowokuje napad lęku, przed oceną, a przecież to zupełnie obca osoba !!!. To samo tyczy się lekarzy. Wizyta u jakiegokolwiek specjalisty, świadomością jego pytań i tego co tam też wykryje, jest niedozniesienia. Od razu skacze mi tętno, robie się purpurowa ale lekarz myśli, że to serce (niestety prawdę znam tylko ja sama). Obawiam się wizyty u psychologa i masy leków, które mi zapisze. Mimo to jestem już w takim momencie życia, że czuje iż bez tego się nie obejdzie. Napady lękowe zazwyczaj dotyczą ludzi, ich pytań. Rzadko ale jednak zdarzają się sytuację gdy lęk pojawia się nagle gdy zacznę odczówać jakiekolwiek dolegliwości fizyczne. Objawy są identyczne. Wiem że to absurdalne i staram sobie tłumaczyć, że wszystko jest ok, że wystarczy żebym się uspokoiła. Nie zawsze to jednak pomaga a coraz bardziej mi ciąży. Dodam tylko, że mam bardzo stresującą pracę, która wymaga ode mnie pełnej dyspozycyjności, niestety na obecnym etapie nie jestem w stanie jej rzucić a czuję że też w dużym stopniu przyczyniła się do tego co się ze mną stało i dzieje 😦

  47. roxi

     /  Maj 13, 2013

    Amy wyżej podałm mój email jesli masz ochotę napisz do mnie może razem będzie lżej to nieśc . Pozdrawiam

  48. abzz

     /  Maj 15, 2013

    Amy ja też się cieszę, że tu trafiłam. Od kilku lat miewam lęki, ciąglę się boję, że zaraz zemdleję. Czuję, jak to siedzi we mnie, jak to się pogłębia. Dawniej byłam wesołą, pełną życia dziewczyną. Teraz ciągle żyję w napięciu, w strachu. Kiedyś uwielbiałam jeździć samochodem, teraz się boję, że coś mi się stanie, że zemdleję stojąc w korku. Nienawidzę kolejek w sklepie, od razu robi mi się gorąco i słabo i te okropne zawory głowy, takie uczucie chwiejności, niestabilności…Wzięłam wczoraj do ręki książkę Wycisz strach, dziś ją skończyłam czytać. Dała mi nadzieje, że może i mi się uda i zacznę „normalnie ” żyć.
    Jestem totalnie uzależniona od męża, czuję się bezpiecznie jak On jest przy mnie, z Nim jestem w stanie pojechać wszędzie. Zawsze uwielbiałam poznawać nowe miejsca, wyjeżdżaćna wakacje. Wyjeżdżam ale tylko z Nim, natomiast zanim wsiądę do samolotu przeżywam straszne męki związane z odprawa, staniem w kolejce do odprawy. To jest coś okropnego, prawie mdleję. Staram się z tym walczyć, dla siebie i dla męża. On uwielbia zwiedzać, nie mogę Go ograniczać. Tylko ja wiem co przeżywam na lotniskach.
    Do sklepu na spożywcze zakupy jeździ tylko mąż, ja nie jestem w stanie wejść do supermatketu i odstać w kolejce. Na razie jest to dla mnie nie do wykonania. Tak jak pisałam, przeczytała książkę Pauline McKinnon, podniosła mnie na duchu. Mam wielką nadzieję, żepotrafię się odprężyć i pozbyć trwająceg we mnie napięcia. Tak bym chciała żyćtak jak dawniej, cieszyć się życiem, każdym nowym dniem, chodzić sama na zakupy, do fryzjera, nie bać się w pracy, że zaraz zemdleję..Czuję się okropnie wiedząc, że ograniczam w jakimś stopniu męża, że wszędzie musi chodzić ze mną, nawet do fryzjera. Jestem mu bardzo wdzięczna, że mnie rozumie, że pomaga ale ja już tak nie chcę życ.Chcę to zmnienić, pozbyć się strachu, lęków i napięcia tak mocno zakorzenionego we mnie…

  49. roxi

     /  Maj 19, 2013

    abzz witaj czytając twój wpis łzy same płynęły miz oczu a wiesz dlaczego ??????????
    nie z powodu tych dolegliwości które przeżywasz , ale z tego żeja nie mam kogos takiego jak ty . Mam męża alenie do wparcia ,dopomocy tylko do nękania mnie i dołowania . Strasznie mi ciężko pokonać moją nerwicę bo jestem z nią sama ,nawet nie mam z kim o tym pogadać ,wyżalić się bo od razu wkracza mój mąż i sumuje mnie …..Ja potrzebuję ciepła ,zrozumienia ,miłości , rozmowy ,dobrego słowa , czyż za tyle lat małrzeństwa nie nalezy misie choc odrobina miłości ???????????

  50. WIOLATOR 36

     /  Maj 20, 2013

    JENKI SKĄD JA TO ZNAM MAM TO SAMO ROXI NIE JESTEŚ SAMA RACZEJ NIE ZNAM FACETA KTÓRY BY BYŁ INNY. JA MYŚLE TAK SAMO JAK TY I TEŻ BYM CHCIAŁA WIEĘKSZEGO ZROZUMIENIA I MIŁOŚCI ALE NIESTETY CHYBA NIC Z TEGO PO 13 LATACH CHOROBY COŚ JUŻ NA TEN TEMAT WIEM!!!!

  51. Lena

     /  Czerwiec 9, 2013

    Witam wszystkich:)trafiłam tutaj przypadkiem,szukając jakiś informacji na temat nerwicy lękowej .Cieszę się że nie jestem z tym problemem sama….ja choruję na nerwicę ok 5lat,może nawet i dłużej ale jeszcze wtedy nie wiedziałam że to jest ta przeklęta choroba….Zawsze miałam fioła na punkcie własnego zdrowia,jak tylko mnie coś za boloało to biegłam do lekarza po pomoc.Wystarczyło ze mnie zbadał,powiedział że wszystko jest ok a ja już czułam się o wiele lepiej.Teraz jak mam iść do lekarza to przeżywam horror,ogólnie odczuwam strach przed ludzmi.Zakupy są dla mnie udręką,chodzenie po dużych galeriach stało się wręcz nie możliwe.Jak tylko tam wchodzę to odczuwam ogromny lęk,kręci mi się w głowie,mam dziwne wrażenie że to przez to sztuczne światło,kolejki do kasy też mnie przerażają…zresztą co będę wypisywać-dzieje mi się wszystko to co im wam tu wszystkim.Ram jakieś 4 lata temu doznałam ataku paniki,tak po prostu będąc z córką na zakupach w mieście,nie wiedziałam jeszcze wtedy że mam nerwicę;(myslałam że doznaję ataku serca,że mam jakiś udar,obcy człowiek zaprowadził mnie na pogotowie.Tam doznałam całkowitego zdrętwienia rąk i nóg,odebrało mi mowę,byłam pewna że mnie sparaliżowało!!lekarz mnie zbadał,zrobił zastrzyk i po chwili wszystko przeszło.Zrobili mi wtedy dużo badań,powiedzieli że najprawdopodobniej to był napad panicznego lęku,wtedy pierwszy raz o sobie uświadomiłam i nie mogłam uwierzyć do czego ten strach może doprowadzić.Od tamtej pory jest tylko gorzej,tzn.wiem co mi jest,wiem że to tylko nerwy ale nie umiem się z tego wyzwolić.Najgorsze jest to że ja chcę żyć,kocham życie,mam męża,dwoje dzieci i nie umiem się tym cieszyć….jestem z moją nerwica sama,nikt nie potrafi tego zrozumieć a ja juz nawet przestałam prosić o pomoc,po co jak każdy ma mnie za wariatkę i twierdzą że przesadzam,udaję wesołą osobę,spokojną,opanowaną a w środku krzyczę-Poooomocyyyyy

  52. Lena

     /  Czerwiec 10, 2013

    Wiecie co jest u mnie najgorsze że ja nie potrafię zażyć żadnego leku uspokajającego:(boję się skutków ubocznych,że cos mi się po nim stanie…..jedynie wspomagam sie Validolem do ssania-lek ziołowy,czasami jak juz strasznie sie boje to zażyję Propranolol 10mg który przepisała mi dr.kardiolog na szybkie bicie serca i przeciwlękowo.nie wiem czy on mi pomaga ale czasami czuje ulgę,nie wiem czy sobie to po prostu wmawiam że przyjełam taki lek czy po prostu to działa….brał ktoś ten lek?Jakie leki polecacie,może cos ziołowego?Psychiatra przepisał mi Xanax 1mg w czasie ataku ale nigdy go nie wziełam,czy to dobry lek?może mi się cos po nim stać?Ja już nie mam sił,chciała bym choć 1 dzień przeżyć bez strachu i lęku:(Proszę o jakieś porady….

  53. roxi

     /  Czerwiec 13, 2013

    Lena jestem na takim samym etapie jak ty ,na zewnątrz idealna a w moje wnetrze błaga opomoc .

  54. Lena

     /  Czerwiec 18, 2013

    Czytałam twoją historię Roxi…..przeszłaś bardzo dużo i to już jest cudem że nadal jakoś funkcjonujesz.Ja Bogu dzięki miewam czasami fajne dni,mam tylko takie etapy załamania,kryzysu,pewnie gdybym z korzystała z leków to już bym się uprała z tą nerwicą,no ale wiem że na dzień dzisiejszy nie dam rady i to jest mój problem:(

  55. edyta.m.

     /  Czerwiec 20, 2013

    Witam,jak się cieszę że Was znalazłam,normalnie jakbym widziała siebie.Cieszę się bo nikt mnie nie rozumie,a połowa ludzi z mojego otoczenia mi nie wierzy.Mam nerwicę,depresję lękową.Nerwica mi się nasiliła dwa lata temu,gdy mój tata zmarł.W pażdzierniku mój mąż wyjechał za granicę do pracy zostałam sama z trójką dzieci.Któregoś dnia w grudniu,leżałam wieczorem,i nagle mnie coś złapało,nie mogłam opanować serca,biło coraz szybciej i szybciej,zaczeły mi sie ręce trzęść,blada jak ściana się zrobiłam,zadzwoniłam szybko po brata który mnie zawiózł do szpitala.Porobili wyniki,wyszło tylko że mało potasu,dali kroplówkę,coś na uspokojenie i do domu.Ataki zaczeły się powtarzać,poszłam do psychiatry i stwierdziła depresję lękową,dała mi na dzien zomiren,na noc miansegen.Dziewczyny ja odżyłam,wszyscy mnie normalnie nie poznawali,zaczełam jeżdzić z dziećmi autobusem bez żadnego lęku.Po m-cu poszłam do lekarza a ona mi go odstawiła i powiedziała że się uzależniłam.Następnego dnia atak,telepaczka,i znowu zamulacz chydroksyzyna w razie ataku.Od lutego do maja brałam tylko na noc miansegen,ale od maja znowu mam lęki,boję się wychodzić z domu,iść do sklepu,na poczte,stać w kolejce,mam wtedy mokre ręce,brak mi powietrza.Mój mąż też mnie rozumie,niby kiwa głową że wie o co mi chodzi,ale nie może pojąć dlaczego mam lęk żeby np. wyjść na działkę.W depresję wpadłam gdy on wyjechał,wszystko zostało na mojej głowie,wszystko zaczeło mnie przerastać,do tego te lęki.Dziewczyny bądzcie tu,piszcie,niechce być już sama,chcę z kimś rozmawiać,niemam żadnej koleżanki.Powiedzcie czy naprawdę dobra jest ta książka o której piszecie?

  56. edyta.m.

     /  Czerwiec 20, 2013

    Mało tego, mam jeszcze migrenę która mnie wykańcza,cztery dni miesiąc w miesiąc,też nie umiem znaleść na nią sposobu,więc cały czas jestem na lekach,i na depresję i na migrenę 😦

  57. Anonim

     /  Czerwiec 20, 2013

    No to witamy w klubie Edyta:)Masz rację,nikt kto tego nie przeżył nie potrafi nas zrozumieć,no bo jak można się bać np.jechać na imprezę,na urodziny,na wesele-przecież to powinny być fajne chwile,wesołe radosne….ach jak o tym piszę to strasznie mi żal….kiedyś byłam wesołą,rozrywkową dziewczyną:)ludzie chcieli mojego towarzystwa,byłam żartobliwa i zawsze miałam jakieś ciekawe pomysły.Ale to było kiedyś i chyba już nigdy nie będę tą dawną dziewczyną,nerwica pozostaje na zawsze,czasami można mieć dobre chwile ale ona i tak nas dopadnie.Mnie od 2 dni strasznie kłuje po lewej stronie,tak poniżej pachy,jakby głęboko pod żebrem tam gdzie jest pierś.Mam takie napady kilka razy dziennie,zakłuje,ściśnie,nie mogę wtedy głęboko oddychać bo ból się nasila,trwa to kilka sekund,oczywiście boję się iśc z tym do lekarza.Tak sobie wmawiam że to jakiś nerwoból a może mnie gdzieś zawiało.Miał ktoś takie objawy?

  58. edyta.m.

     /  Czerwiec 20, 2013

    Milo mi 🙂 Najgorsze jest dla mnie to że się wszystkiego boję,dla mnie już nie jest ważne to czego bym chciała,tylko to że się tego boję.Boję się że mój mąż wkońcu będzie chiał odejść ode mnie,przez moją chorobę.Mąż namawia mnie na wyjazd nad morze,tylko to usłyszałam,to mi ciarki przeszły po plecach,że mam jechać tak daleko.Niewiem jak mu to wytłumaczyc,wątpie że będzie umiał to zrozumieć.Wykańcza mnie już to wszystko 😦 A może faktycznie,jakieś nerwobóle to są,albo jakieś skurcze na tle nerwowym,może weż tabletkę przecibólową,dobra jest nurofen forte 😉

  59. wiolator36

     /  Czerwiec 21, 2013

    Witaj
    Powiem ci kochana Edytko że ja już to mam 13 lat i coś na ten temat wiem wiem że jest bardzo ciężko tak żyć tymbardziej że cały czas czujesz się samotna niby masz rodzinę męża ale niby każdy kiwa tak tak wiem ale co do wyjazdu bądz wyjścia do kina czy innego miejsca oddalonego od domu to mówią jak to nie możesz iść nie rozumiem. Dziwoląg itp rzeczy. Z tą chorobą ciężko bardzo jest ja przeczytałam tą książkę jest super daję siłę do walki warto przeczytać . Pozdrawiam

  60. edyta.m.

     /  Czerwiec 22, 2013

    Cześć Wiolator36

    W takim razie muszę koniecznie sobie kupić tą książkę 🙂 Powiedz mi kochana,jak Ty dajesz radę z tą chorobą 13lat??? Szok,dzielna jesteś,Ty też masz takie problemy z wyjściem z domu?jeśli tak to może możesz coś poradzić 🙂 Bardzo cieplutko Ciebie Pozdrawiam Edyta 🙂

  61. Anonim

     /  Czerwiec 23, 2013

    hej
    Znasz takie powiedzenie co cię nie zabije to cię wzmocni.Ja znam i czsami myśle że w końcu mnie zabije.Ale jakoś z tym cholerstwem żyje . jescze do tego mam astm ei alergię która sprzyja nerwicy. \jedno napędza drugie. Kiedyś nachodziłam się po psychiatrach i nic mi ciekawego nie powidzieli tylko leki Czytałam trochę książek na ten temat . Szukam dla siębie rozwiązania problemu ale coś nie bardzo mi to wychodzi Rozwalają mnie te dolegliwości mam straszne bóle pleców od ciągłego napięcia i żołądek czasami bym przeleżała caly dzień \\\\\\\\\\\mój mały światek jest bardzo kontrolowany . Gdybym z początku wiedziała to co teraz nie zabrnęła bym w tym tak głęboko ale cóż trzeba jakoś żyć dla dziecka przede wszystkim . Pozdrawiam gorąco

  62. Anonim

     /  Czerwiec 23, 2013

    Edyta jedz nad to morze,wiesz ja jak gdzieś musze wyjechać to wmawiam sobie np.że tam niedaleko jest szpital że jak coś to mi pomogą,zawsze mam przy sobie leki które w razie czego zatrzymają napad lęku,rzadko się zdarza abym musiała ich użyć ale to jest takie moje zabezpieczenie,jakoś w miarę sobie to tłumaczę.Wiesz mi np.pomaga pokonywanie tych lęków,jeśli uda mi się pojechać tam gdzie się boję to potem jestem strasznie z siebie dumna i mam więcej siły:)to naprawdę pomaga!na takich wyjadach czy w ogóle jakiś spotkaniach z przyjaciółmi wypijam sobie piwko lub 2 lampki wina i strach odchodzi daleko,daleko:)wiem że to nie jest rozwiązanie i oczywiście nikogo nie namawiam na picie alkoholu!!!nie chcę aby ktoś mnie zle zrozumiała,czasami można w taki sposób chodz na chwilkę zapomnieć o nerwicy,posiedzieć z przyjaciółmi przy tej lampce wina:)

  63. edyta.m.

     /  Czerwiec 26, 2013

    Cześć 🙂 …Wiesz ja też właśnie tak mam,że się pocieszam że zawsze gdzieś znajde jakiś szpital albo przychodnie,i mi to pomaga.Tak samo jak noszę ze sobą leki(zawsze)mam w torebce,chydroksyznę i validol,nie używam ich często,tylko w razie naprawde wielkiego stresu,ale sama świadomość że je mam dużo mi pomaga 🙂 Kochana a co do piwka to marzę,uwierz mi że marzy mi się żeby się napić,chociaż jednego piwka malinowego,wieczorkiem jak już dzieci spią.A od roku jadę na lekach i żal,smutek,i złość mnie bierze,jak moi znajomi sobie piją piwko,a ja patrzę,i pewnie długo jeszcze będę sobie mogła pomarzyć.A wiem że bym sie wyluzowała,brak mi tych chwil.Czasami mam wielką ochotę wyrzucić te leki do śmietnika,ale niewiem czy dałabym sobie radę bez nich.Dziwna sytuacja,niby biorę te leki żeby się z tego jakoś pozbierać,a zastanawiam się czy bez nich dam sobie radę.Bo napewno na jakiś swój sposób się do nich przyzwyczaiłam.

  64. kasia

     /  Czerwiec 28, 2013

    Witam wszystkich jesli ktos zechce napisac moj mail kasiek.misia@wp.pl mam to od 16 roku zycia i moge pomoc przetrwac .nie raz wyrwalam sie ale znow wrocilo. Razem razniej bedzie pozdrawiam wszystkich

  65. Lena

     /  Czerwiec 30, 2013

    Edyta ale ty bierzesz jakieś leki na stałe czy tylko tak w razie ataku? i mam pytanie odnośnie hydroksyzyny….jak ona działa i czy działa?mam w domu tylko w syropie jak lekarz dzieciom przepisał i czasami mam ochotę w tych trudnych chwilach zażyć sobie troszkę no ale się boję oczywiście,,,

  66. edyta.m.

     /  Lipiec 1, 2013

    Cześć Lenka,ja biorę teraz codziennie na noc Trittico Cr,z powolnym uwalnianiem,to znaczy że podobno jeszcze w dzień działają.W domu jestem spokojna,normalna,ale mnie bierze jak mam gdzieś jechać,wtedy walcze sama z sobą,że dam radę itp.oczywiście leki w torebce muszą być.Chydroksyzynę mam w tabletkach najsłabsze 10mg,działa dobrze,uspokaja na maxa,znika niepokój,wszystkie nerwy puszczają i jestem spokojna.Jedyne co mnie denerwuje to to że oczy lecą,jestem śpiąca,ale na to też mam sposób,poprostu łamie ją na pół albo ćwiarteczke i wtedy tylko uspokaja a nie zamula.W syropie dostawałam w przychodni,zawsze jak się znalazłam z atakiem nerwicy,fajnie uspokajał,chyba nawet jest lepszy od tabletek.Jestem zmeczona juz tymi chorobami,nerwica,depresja,migrena,za duzo jak dla mnie.Najchetniej bym sobie wieczorem usiadŁa i napiła sie redsika malinowego i utopiła swoje wszystkie problemy 🙂

  67. aaa

     /  Lipiec 3, 2013

    Witam,
    Właśnie natrafiłam na to forum. Jak to czytam to jakby ktoś przeżywał moje życie.Te same lęki,te same obawy. Ja się zmagam z nerwicą od kilku lat. Teraz jestem na etapie nawrotu choroby. Całkowicie zamknęłam się w domu i nie umiem z niego wyjść. Próbowałam wszystkiego terapii, leków, ziół, masaży, relaksacji i nic. Normalnie tracę wiarę że można z tego wyjść 😦

  68. edyta.m.

     /  Lipiec 3, 2013

    To chyba jak prawie wszyscy tutaj,już prawie stracili nadzieje na to że można z tego wyjść.Szkoda że niema na to jakiejś cudownej recepty,złotego środka.

  69. aaa

     /  Lipiec 3, 2013

    Wiem że nie ma ale jakoś trzeba przeżyć to życie. A w ten sposób to nie będzie łatwe. Musi być jakiś sposób żeby to pokonać. Ja nie chcę się do reszty poddać. Jeszcze jakaś iskierka nadziei we mnie musi być 🙂 Tylko nie wiem co można jeszcze zrobić. I to mnie dobija.

  70. edyta.m.

     /  Lipiec 3, 2013

    Dla mnie najgorsze jest to,że sie wszystkiego boję.Już nieważne jest że czegoś chce,o czymś marzę,ważniejszy jest strach,on mnie pokonał.I oprócz tego że biorę jakieś tam leki,to niewiem co mam robić,czego próbować żeby się tego strachu i lęku pozbyć.Coś poradzicie?

  71. aaa

     /  Lipiec 4, 2013

    Dobre pytanie. Też bym chciała znać na nie odpowiedź.

  72. aaa

     /  Lipiec 4, 2013

    I jeszcze jedno to jest bardzo aktywne forum

    http://forum.kardiolo.pl/temat21,2530.htm

    polecam

  73. Zdaję sobie sprawę, niestety, że samo słowo medytacja, źle się wielu osobom kojarzy bo niesie ze sobą skojarzenia z duchowością lub religijnością. Są medytacje głęboko zanurzone w duchowości, ale akurat medytacja wyciszenia do takich nie należy. Z punktu widzenia fizjologii jest to po prostu czas, w którym minimalizujemy bodźce dochodzące do naszego mózgu, ponieważ znajdujemy się w ciszy i nie podejmujemy aktywności. W nerwicy mózg jest bardzo przeciążony, dlatego wyłączanie się na jakiś czas z działania i bodźców – czy to w medytacji, czy to siedząc w lesie i patrząc w dal, jest bardzo ważne i potrzebne, ale mózg mógł się wyciszyć, przerobić obecne w nim myśli i po prostu odpocząć. Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi. Wybaczcie długą ciszę, ale już planuję kolejny wpis – powinien się ukazać pod koniec lipca.

  74. aaa

     /  Lipiec 9, 2013

    Przeczytałam książkę Pokonać strach w dwa dni 🙂 jakbym czytała swoją historię w kwestii obaw i lęków oraz sposobu myślenia. Z tym ze ja się dobiłam jak to przeczytałam. Bo wcześniej myślałam że jak wyjdę milion razy to mi to przejdzie a teraz wiem że to nie tak działa. Zrobił mi się jedynie mętlik w głowie i straciłam motywacje do wychodzenia 😦

  75. edyta.m.

     /  Lipiec 9, 2013

    Właśnie!!! tego się boję że ta książka mnie dobije.Jestem osobą słabą psychicznie,i miałam obawy że zamiast dalej próbować sobie sama ze sobą radzić,będę siedzieć i mysleć,Więc chyba jednak jej nie przeczytam,a miałam zamiar ją kupić.Dzięki za komentarz.

  76. aaa

     /  Lipiec 9, 2013

    lepiej skup się na wychodzeniu z domu a nie na czytaniu tego 🙂 A Ty jaki masz obecnie stan ? I jak długo walczysz z chorobą ?

  77. aaa

     /  Lipiec 9, 2013

    Trochę cofnęłam się we wpisach i poczytałam o Twoich przeżyciach 🙂 Ja mam identyczne 🙂 I każdy mi mówi czego się boję w tej kolejce a mi w niej od razu słabo, w głowie się kręci, powietrza brak i jedyna myśl uciec 😦
    Widzę że tylko my tu piszemy może przejdziemy na jakiegoś priva?

  78. edyta.m.

     /  Lipiec 10, 2013

    Jejku ja też tak własnie mam w tych kolejkach,sklepach,autobusach szok,hi,hi,najlepiej i najpewniej czuję sie w DOMU 😀 Jasne że możemy przejść na priv,mój adres edytamalewicz@interia.eu

  79. aaa

     /  Lipiec 11, 2013

    Dostałaś mojego maila?

  80. Lili

     /  Lipiec 15, 2013

    O rany! To co piszesz w swoich postach, to jakbym siebie czytała. Bardzo liczę, że pomoże mi ta metoda. Męczę się już 16 lat. Przeszłam silne fazy nerwicy i lżejsze. Przyszła w najmniej spodziewanym momencie i trzyma mnie na uwięzi.

  81. edyta.m.

     /  Lipiec 16, 2013

    Rany,jak duzo nas tu jest,i każdy się z tym zmaga.W życiu mi do głowy by nie przyszło,że ktoś inny też tak ma.Cały czas myślałam,że tylko ja tak mam.Lili o jakiej metodzie mówisz? POZDRAWIAM WAS DZIEWCZYNY 🙂

  82. Lili

     /  Lipiec 16, 2013

    edyta.m. piszę o nerwicy, że opis identyczny jak u mnie. Najgorsze to, że krytyczne stany miałam wtedy, kiedy moje życie nabierało sensu, kiedy wszystko miałam poukładane i wydawałoby się, że powinnam być spokojna, szczęśliwa. Ale nieeeeeee, dopadały mnie wtedy najgorsze stany. Dzisiaj byłam u psychiatry, bo znów z lżejszego stanu wchodzę w coraz gorszy. Przepisała mi NEXPRAM ( 10mg dziennie), zobaczę jak pomoże. Będę też stosowała też metodę opisaną w poście. Zastanawiam się jak pozbyć się lęków z dzieciństwa, bo myślę, że główne podłoże pochodzi z tamtego okresu. Pierwszy atak miałam w wieku 29 lat, kiedy powinnam być szczęśliwa, bo był to okres w moim życiu bardzo dobry.

  83. Lili

     /  Lipiec 21, 2013

    Ale cisza….. Napiszcie jak Wam idzie, ja dopiero zaczynam, ale po postach widzę, że macie już parę miesięcy za sobą. Podzielcie się doświadczeniem.
    Ja po 4 dniach nie wiem co napisać, ale prawdą jest, że łatwiej z zamkniętymi oczami.
    Proszę napiszcie jak Wam idzie i czy są już widoczne efekty.

  84. Lena

     /  Lipiec 24, 2013

    Dawno mnie tu nie było:) a widzę że osób coraz więcej przybywa! ja ostatnio czuję się jak na huśtawce.Raz lepiej raz gorzej:(ale wybrałam się z rodzinką na wakacje i to był duży krok do przodu.Daleko od domu i jakoś to przeżyłam,miałam tam chwile trochę gorsze ale więcej było tych fajnych,spokojnych momentów.Wróciłam opalona,wypoczęta.W domu troszkę niepewnie się poczułam ale idę do przodu i cieszę się że choć tych parę dni czułam się tak jak dawniej:):):)pozdrawiam was wszystkie.

  85. Lili

     /  Lipiec 24, 2013

    Witaj Lena,
    Czy stosujesz terapię wyciszenia? Jeśli tak, to czy odczuwasz poprawę?
    Nagle cisza i nikt nie chce napisać.

  86. roxi

     /  Lipiec 25, 2013

    dziewczyny dawno tu nie zagladałm ale dzis znów przyszedł kryzys więc najlepiej wskoczyc na forum i poczytać ale jak pierwszy raz tu pisąłm nie spodziewałm sie że tyle osób sie tu odnajdzie . Wiecie co proponuje załozyc naszw wspólny wątek np na Kardiolo tam wygodniej jest pisać . A to forum nie za bardzo słuzy do opisywania naszych dolegliwośći . Dziewczyny niech któraś załozy wątek taki nasz np . Nerwica jak wzajemnie sie wspieramy . I tam bedziemy soobie pisać .
    To naprawde duzo daje ja 17 lat juz mam za sobą i coraz to nowsze dolegliwości ale trafiłam na wspaniałą osobę tu która do mnie napisał na email i znów dała mi zastyrzyk nadzieji .
    Co sadzicie o mojej propozycji ?

  87. edyta.m.

     /  Lipiec 25, 2013

    jestem za,żebyśmy pisały na tamtym forum.Roxi to załóż taki wątek,to pewnie dużo osób sie dołączy.

  88. Lili

     /  Lipiec 26, 2013

    Nie rozumiem Was, a dlaczego nie tutaj?
    Przecież sami nie chcecie pisać.
    Ja jestem za tym, żeby tutaj pisać, ponieważ są mądre wątki i bez chaosu. Problem w tym, że nikt nie chce pisać szczerze.
    Jak czytam ludzi, że lekarz przepisał afobam lub xanax do codziennego brania to się dziwię i lekarzowi i pacjentowi , bo jak można w tej chorobie nie wiedzieć co jest uzależniające a co nie.
    Ja bynajmniej zostaje tutaj.

  89. edyta.m.

     /  Lipiec 26, 2013

    Mi to jest obojętne gdzie pisze,to forum było pierwsze które znalazłam i opowiedziałam wam moją historię,więc mi się podoba.Ale ponieważ Roxi zaproponowała inne forum,pomyślałam że inni też będą chcieli,tam przejść,i napisałam że jestem za.Jednak zostaję tu.Ja w tej chwili biorę tylko na noc tabletki Triticco,z powolnym uwalnianiem,więc w dzień podobno też działąją.Lęki z wychodzeniem mam dalej,ale po maleńku staram się je przezwyciężać.A powiedzcie czy ktoś też tak ma że wychodząc na słonce ma zawroty głowy? Pozdrawiam 🙂

  90. roxi

     /  Lipiec 26, 2013

    Bo wydaje mi sie że ten wątek nie służy do tego . Osoba która go ząłozyóła opisuje jak wyjść z nerwicy a my cąły czas piszemy że mamy nerwicę i co nam dolega itd . Spróbuje załozyć może mi sie uda dam wam link jak mi załapie hiii hiii

  91. Lili

     /  Lipiec 26, 2013

    edyta.m. uważam, że zawroty w głowie są nerwicowym problemem. Kiedyś już to przerabiałam, obecnie nie mam tego. Nerwica ma to do siebie, że działa na różnym „polu”.

  92. Lili

     /  Lipiec 26, 2013

    roxi wątek jest założony dla takich osób jak My. I nie tylko po to, żeby czytać, ale również żebyśmy mogli się nawzajem wspierać i dyskutować o problemach i obawach. A przede wszystkim, żeby szukać sposobu na wyjście z tego obłędnego koła. Ja osobiście uważam, że medytacja wyciszenia jest punktem zwrotnym, tylko trzeba cierpliwości i wiary.

  93. roxi

     /  Lipiec 26, 2013

    witam wszystkich chciałm załozyc wątek ale mi sie nie udaje nie mam wprawy a tak na marginesie to juz chyba nie mam ochoty go zakładać , Boże dziewczyny jakie ja przechodze pikło tego czasami nie da sie wytrzymać . Jak jedna osba może tak zatruwac życie całej rodzinie . Boże gdzie ty jesteś , dlaczego na to pozwalasz , znacie moje zycie z wczesniejszychw pisów myślqałm że dam sobie redę że uda mi się jakoś to pokonac cierplwością i spokojem ale ta baba mnie wykończy dzieciaki maja basen w ogrodzie i sie kompią ja czasami z nimi i wiecie co przebiła nam go narobiła samych dziur że woda schdzi a dziur nie mozna zanleżć . Nie mam dnia żeby mi nie ubliżała , dlaczego powedzcie dlaczego ten człowiek jest zgryzliwy . przecież kiedys przyjdzie moment że bedzie musiał umrzeć stanąć przed Bogiem …………. Mam dzis dość łzy płyna same a serce pęka z żalu że tak zmarnowałm sobie zycie .

  94. Lili

     /  Lipiec 26, 2013

    roxi napisz mi z jakiego województwa jesteś, może gdzieś blisko mieszkamy. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  95. edyta.m.

     /  Lipiec 26, 2013

    Dzieki Lili,lepiej mi trochę,bo wolę żeby te zawroty były na tle nerwowym niż żeby mi jeszcze co innego doszło.Dziewczyny a skąd jesteście?

  96. Lili

     /  Lipiec 26, 2013

    Ja jestem małopolskie. Wiecie co, trzeba stać się po części egoistami i nie przejmować się ludzi obok, który w takiej sytuacji jeszcze dobijają. Należy myśleć o sobie, co dla nas dobre, bo inaczej można się zagryźć. Nie zgadzam się w jednej sprawie z autorką książki. Im mniej ludzi wie o naszym problemie, tym lepiej. Póki co w Polsce panuje jeszcze ogromna „ciemnota”. O mnie nikt nie wie. I po tylu latach wiem, wręcz jestem przekonana, że to tylko na dobre mi wyszło.

  97. edyta.m.

     /  Lipiec 26, 2013

    O mnie w moim otoczeniu też nikt niewie,i myślę że dobrze że tak jest,bo bym nie miała życia.By mnie wytykali palcami,i mówili o idzie ta co zbzikowała,jak ona może wychowywać dzieci.Niestety taka prawda,takie otoczenie i tacy ludzie.Dlatego myślę sobie że dobrze że nikt nie wie.Z drugiej strony szkoda,że człowiek człowieka nie potrafi zrozumieć,pomóc,podać ręki.Ale niestety na niektóre rzeczy nie mamy wpływu.

  98. Lili

     /  Lipiec 26, 2013

    Masz zupełną rację. Chociaż jak pomyślę o tych co są ” zdrowi ” to z jednej strony rozumiem, że im ciężko ogarnąć jak można bać się wyjść z domu, bo to specyficzna choroba i po części ich rozumiem, Biorąc pod uwagę, że nie mamy nerwicy i ktoś nam opowiada, że nie może wychodzić, że sam z sobą czasami nie wytrzymuje, że nachodzą przedziwne lęki, to prawdopodobnie sami nie ogarnialibyśmy. Najgorsze dla mnie jest, że jak można znęcać się nad drugim człowiekiem. U mnie żeby się nie wydało, rezygnowałam z wielu rzeczy, wiele straciłam, ale i tak uważam to za wielki plus. Stosujcie medytację wyciszenia, na pewno pomoże, mimo, że są różne dni. W końcu przyjdzie ulga.

  99. edyta.m.

     /  Lipiec 27, 2013

    Nie stosowałam jeszcze nic oprócz tabletek,bo najzwyczajniej w świecie nie umiem,niewiem o co chodzi,jak zacząć,jak się do tego zabrać.Lili ty to stosujesz?jesli tak to co ci to daje?jak się po tym czujesz?

  100. Lili

     /  Lipiec 27, 2013

    edyta.m, tutaj Małgosia opisała jak stosuje się medytacje, ale jak nie do końca rozumiesz to opiszę. A więc,
    Stwórz sobie kącik w domu tak, żeby na te 5 min nikt nie przeszkadzał. Żadnych wstawionych garnków kuchni, chwila bez dzieci, te 5 min są tylko Twoje bez pośpiechu. Ustaw zegar lub jakiś cichy dźwięk, który będzie Cię informował, że 5 min już minęło.
    Usiądź na krześle najlepiej twardym ale niekoniecznie. Chodzi o to, że najlepiej nie wtopić się w krzesło za wygodnie. Możesz opierać się ale nie całą sobą, tylko siedzieć prosto a ręce trzymać na udach. Nogi na podłodze pod kątem prostym. Siedząc tak zamykasz oczy i przez chwilę starasz się myślami przelecieć stopy, łydki, uda, plecy, brzuch, całe ręce, oczy, czoło i próbujesz każdą część rozluźnić czyli opuszczać ( pozbywać się z każdej części ciała napięcia). Ważną częścią jest głowa, czoło, oczy, szczęka. Nie będzie to łatwe i nic nie rób na siłę i nie myśl cały czas o tym, żeby KONIECZNIE ROZLUŹNIĆ. Myślimy o tym tylko na początku a później staramy się siedzieć w naszej ciszy. Latające myśli niech sobie latają, a my siedzimy tak przez 5 min. Na początku będzie różnie ale trzeba się nie poddawać i codziennie rano i wieczorem ( najlepiej 3 godz. przed snem).
    Tak, czuję się po tym lepiej, chociaż są dni, że nawet szmer za oknem jest irytujący.
    Najważniejsze nie robić nic na siłę, nie starać się na siłę rozluźniać, to przyjdzie po kilku miesiącach lub tygodniach. Trzeba tylko przelecieć myślami każdą część ciała i siedzieć w NASZEJ CISZY, pomimo, że na początku ciężko jest ją tak nazwać.
    Po tygodniu stosuj 2 razy dziennie po 10 min.
    Jeśli czegoś nie rozumiesz, proszę pytaj.

  101. Lena

     /  Sierpień 5, 2013

    Hej dziewczyny:)Lili ja tą terapię stosuję tylko czasami jak już naprawdę nie radzę sobie sama ze sobą i kiedy poczuję że moje ciało jest bardzo spięte.Mam wtedy takie drgania mięśni(jak np.przy braku magnezu w organizmie),ręce mi się trzęsą w ogóle mam wrażenie że wtedy cała dygoczę no i te zawroty głowy:(one mnie ostatnio wykańczają! wtedy siadam i próbuję się rozluznić i stosuję tą terapię.No bo jak w miarę dobrze się czuję to po prostu mi się nie chce albo zwyczajnie w świecie nie mam na to czasu.Chociaż wiem że gdybym robiła to codziennie to było by o wiele lepiej bo jest to fajny sposób na wyciszenie! tak jak pisałam ja mam lepsze i gorsze dni.Kurcze gdybym tak mogła sobie połknąć jakąś tabletkę na uspokojenie jak już naprawdę żle się czuję….no ale to jest mój problem-strach przed zażywaniem jakichkolwiek leków,tylko ziołowe no i ewentualnie ten propranolol, ale coś czuję że nie tyle on mi pomaga, co po prostu działa to na moją psychikę,wiem że wziełam to pewnie pomoże i tak sobie wmawiam.Mam skierowanie do kardiologa ponieważ wyszło mi w echo serca że mam wypadanie płatka z zastawki mitralnej:( niby lekarz mówi że to nic takiego i że wiele osób to ma że to nie jest wada tylko taki problem kosmetyczny….hmmmm jak czytam w internecie o osobach które to mają to praktycznie właśnie takie objawy jak ja mam.Czyli zawroty głowy,przyspieszone bicie serca,niskie ciśnienie,męczenie się, że nawet nerwice można przez to mieć a lekarze to bagatelizują i mówią że to nic takiego.Teraz te upały są dla mnie okropne,ciągle jestem słaba i kręci mi się w głowie.Wczoraj strasznie kłuło mnie w sercu,jakby ktoś mi szpiki wkładał na 2-3 sekundy ,chwila spokoju i znowu,nawet w nocy mnie to obudziło! dzisiaj na szczęście spokój ale bardzo mnie to wystraszyło:( muszę się wybrać do tego kardiologa,pewnie przeżyję horror zanim wejdę do gabinetu ale muszę to zrobić może będzie to odpowiedz na moje dolegliwości….z drugiej strony chyba wolę mieć nerwice niż chore serce!!! a co u was kobitki?

  102. Lena

     /  Sierpień 5, 2013

    aaa i co do zmiany to ja zostaję tutaj,jakoś mi tak dobrze,znowu zakładać nowe forum….nieeee,ja zostaję:) a i co do zamieszkania to Ja z podkarpacia jestem:)

  103. Lili

     /  Sierpień 6, 2013

    Lena uważam, że nie możesz stosować wyciszenie tylko raz na jakiś czas. W ciągu dnia znajdzie się 2 razy po 10min. To jest konieczność. Bardziej myślę, że wszystkie objawy masz nerwicowe. Żeby medytacja miała sens i stała się lecząca musi być stosowana codziennie ale bez zmuszania się. Musimy myśleć o własnym dobru i nie tylko wtedy, kiedy jest źle. Co do tabletek, to pomogą ale nie na zawsze, natomiast medytacja ma się stać codziennością. Czas leci, szkoda kolejnej wiosny, lata. Pozdrawiam

  104. roxi

     /  Sierpień 9, 2013

    Lena napisz mi kochana jak wyglądają u cibie te zawroty głowy bo ja juz dostaje kota z tymi zawrotami ja juz mysle że to od jakiegos poważnego schorzenia to jest niemozliwe ja nie potrafie normalnie sie poruszać . Sa momenty ze czuje jakbym odpływała a jak chodze to tak jakbym stąpała po falach a one mna kosłysały . Jakporuszam głowa w dół w górę albo w prawo czy lewo to pózniej nie mogę ustawic obarazu mam takie splątania w oczach .
    ludzie pomózcie mi z tymi zawrotami jeśli to od nerwów to spróbuje jakos z tym walczyc ale jak mam byc pewna że to od nerwó0w skoro w szysjnym wyszły mi duże zmiany a w tetnicach złe przepływy lekarz wytłumacztył mi to prosto jak tetnice biegna w kanałach kregowych u wszystkich prosciutko to u mnie zygzakiem i jest utrudniony przepływ .
    Dziwczyny jeśli ktos ma tak jak ja takie zawroty prosze odezwijcie sie bo jestem na skraju załamania .

  105. roxi

     /  Sierpień 10, 2013

    Do osoby która napisała do mnie na meila . Nie potrafie ci odpisac ponieważ ,nie mam twojego meila . Odezwijcie się kochani , ci zakreceni z takimi kreckami jak ja mam

  106. Lena

     /  Sierpień 11, 2013

    Cześć roxi.Wiesz co no ja mam podobne te zawroty jak ty,czuję się tak jakbym była lekko podpita……to jest u mnie takie właśnie odczucie,Mi się wydaje że dziwnie chodzę ale nikt tego u mnie nie widzi,też takie uczucie jakbym chodziła po falach.ale ja wiem że to na bank od nerwicy,miałam robiony rezonans głowy i usg tętnic i nic…..no może w tej lewej tętnicy lekkie zwężenie i mam w lewym uchu szum taki ciągły ale lekarz powiedział że zawroty na pewno nie od tego ale szum możliwe że tak.Mnie też wkurzają te zawroty,czasami wręcz uniemożliwiają moje funkcjonowanie no ale ja wiem że jak się czegoś boję to zaczyna mi sie to dziać,bo jak mam czasem fajne dni,spokojne to nic mi się niekręci.Ty powinnaś to dokładnie zbadać bo może faktycznie przyczyna jest zdrowotna a nie nerwicowa……po wykluczeniu choroby będziesz mieć już pewność że to nerwy i jakoś musisz pokonać albo przynajmniej nauczyć się z tym żyć i nie bać się że to jakaś choroba.Bo strach jeszcze bardziej potęguje twoje zawroty,tego możesz być pewna.Pozdrawiam!

  107. roxi

     /  Sierpień 15, 2013

    dziękuję ci Lena masz racje strach to potęguje boe sie juz wychodzic po za dom , nawet zakupy i kościół juz sobie pomału odpuszczam bo nie moge ustać na nogach.Straszne to jest ,przeraza mnie kazdy dzień . ci którzy byli dla mnie wrogami dla całej mojej riodziny nawet najbliśsi czuja sie świetnie a ja co cąły czas wszystkim słuzyałm pomoca usługiwał jest z każdy dniem blizej załamania nie potrafie sie pogodzic z myslą że zostane kaleką nie wyobrażam sobie dalej takzyc zawsze energiczna , wesoła , przywódcza żaden problem nie był trudny dla mnie do rozwiazania a teraz kopmpletne do . W ubiegłym tygodniu słysząłm tylko takie słowa od męża ty jestes chlerne pierdo….jajo delikane , ty jestes beznadziejna , ty jesteś pojeb….. gówno ci jest caółe zycie ci sie kręcia jeszcze sie nie przewróciłas . idzsie leczyć na głowe ….oj delikatniatko sie zalazło ….dziewczyny nie mam chcęci do zycia . nie mam o co walczyc moje zycie to kompletna ruina .przegrałam swoje zzzzzzycie służąc innym . teraz zostałm sama

  108. Lena

     /  Sierpień 17, 2013

    Wiesz co przerażasz mnie swoimi myślami ale jeszcze bardziej przeraża mnie twój mąż!!! no co za podły egoista,no jak tak może mówić do swojej żony no sory że to powiem ale bydlak z niego i tyle! nie możesz pozwolić się tak traktować,nie ma prawa cię obrażać!Ja wiem że tych których nie dotkneła nerwica lękowa trudno jest uwierzyć że to choroba,że my praktycznie nie mamy na to wpływu,to choroba umysłu i duszy.Ktoś kto tego nie przeżyje to nie wie jak to jest!to tak jak ból głowy,ja często miewam migrenowe bóle głowy,teraz mam je rzadko ale jak mnie dopadną to mam kilka godzin wybitych z życia,straszny ból,nic nie pomaga.I mój mężulek (chociaż nie mogę na niego narzekać bo i tak anielsko wytrzymuje ze mną:) i nigdy mnie nie obraził wyzwiskami!) może dwa razy w życiu miał ból głowy ale nawet te dwa razy jak go bolało to po prostu był umierający,pił tabletki,ględził,no masakra jakaś,po prostu umierał,nie był wstanie nic robić! a my kobiety chociaż nas coś boli to i tak musimy zrobić to co do nas należy,nikt nas nie wyręczy,sprzątanie,gotowanie,dzieci itd.a jak facet choruje,delikatne przeziębienie to zaraz bierze urlop,zaszywa się w łóżku i umieraaaa,no czy nie tak jest??? Roxi ja rozumiem że nie masz na kim polegać,że nie masz w nikim oparcia ale nie możesz tak dalej żyć! bo faktycznie ci pewnego dnia odbije,nie wiem co ci doradzić,nie wiem jaka jest twoja sytuacja…..masz dzieci?no coś z tym trzeba zrobić bo ty się wykończysz,nerwica nerwicą ale ja coś czuję że w twoim życiu jest jakiś inny również poważny problem….to wszytko zatacza krąg i ta twoja nerwica ma jakieś zródło…..

  109. Lena

     /  Sierpień 17, 2013

    cofłam się trochę wyżej i przeczytałam twoją historię roxi…..masz dzieci więc masz dla kogo żyć,tylko teraz musisz się wziąść w garść.Chodzisz do jakiegoś psychologa? ja kiedyś chodziłam i to dawało świetne efekty,niestety tej mojej psychoterapełtki już nie ma i przerwałam zajęcia ale szukam na nowo dobrego psychologa,wiem że to jest dobry sposób,chyba nawet lepszy niż leki,tylko trzeba trafić na kogoś z powołaniem a nie na jakiegoś lekarza który poświęci parę minut.pomyśl o tym.

  110. roxi

     /  Sierpień 18, 2013

    Witaj Leno napjpierw pieknie ci dziękuję za to że odpisalaś we wszystkim masz racje ale ja nie potrafie sie od tego odizoplować po pierwsze nie ,moge odejśc od męża bo nie mam dokąd jestem uzaleznionafinansowo i m,aterialnie . Po za tym moj najwiekszy problem to zawroty głowy każdy lekarz stawia inna diagnozę mam problemy z szyjnym zmiany chcodziłam teraz na terapie to po terzech dnaich terapi nie mogłam kroku zrobić moje naogi jakby odmówiły mi posłuszeństwa . wszystko przedmna pływa ja nie mma zadnej stabilności mam prloblemy z tętnicami kregowymi ale tak na sto procent żaden lekarz nie potrafi postawić prawidłowej diagnozy . Ja juz o nic nie walcze o nic nie prosze Boga tylko żeby mi minęły te zawroty żebym mogła samodzielnie funkcjować bo za kazdym dniem jest gorzej . Już nie wiem gdzie iść do jakiego lekarza nikt tego nie potrafi zdiagnozowac na pewno .Tak żeby powiedział panizawroty to ???????????????? niek ja juz nie opotrafie jeżdzic samochodem , wyśc do sklepu koścoła , nigdzi tylko wychodze z domu przychodzi mysl o matko jak zacznie sie kręcić to co zrobie ????? i wtedy już maszyna rusze nogi sie podemna uginaja głowa zaczyna robic sę taka przygłupawa jak wyjde na podwórko a spojże przed sibie to mam tak jakby kfos trzymał braz przedmną i nim ruszał . Ja naprawdę tym razem sie juz chyba załami przechodziłam rózne dolegliwości nerwicowe przez te wszyskie l;ata ale nastapiła poprawa normalni zyłam choć ciągle z brakiem równowagi ale to co sie zrobiło teraz tego nie da się opisać .

  111. Lena

     /  Sierpień 18, 2013

    No ale masz odpowiedz na swoje pytanie to na bank nerwica! skoro zaczynasz o tym myśleć i wtedy tak ci się dzieję i zaczynają się zawroty.Ja mam to samo.Jak tylko zaczynam mysleć że np.jedziemy gdzieś do kogoś na imieniny i ja już w domu analizuję:co to będzie jak się zacznie,czy jest tam np.łazienka abym mogła wyjść na chwilkę,w aucie nic tylko myślę i i myślę i to jest najgorsze.Nasz mózg automatycznie się uruchamia i rozpędza się machina strachu.Mi jeszcze oprócz zawrotów drętwieją dłonie,zwłaszcza lewa,serce mi szybko bije.Ja od paru dni nie powiem bo czuję się w miarę normalnie,ale to tylko dlatego że jakoś przestałam myśleć o tym że kręci mi się w głowie.Wiem że w któryś dzień znowu się zacznie i znów będę się bać ale na razie delektuję się tymi chwilami spokoju:) mam zostać chrzestną u mojej siostry i już zaczynam się martwić jak ja wystoję w kościele bo na bank będę mdleć,chyba połknę jakiegoś uspokajacza bo inaczej nie dam rady.Wiesz co, pocieszę cię jednym.Na 100% od tych zawrotów głowy nic ci nie będzie,nie przewrócisz się,nie zamdlejesz.bo to są tylko nerwy i nic ci się nie może stać.Jeśli była by to jakaś choroba to już dawno coś by ci się stało.Jeszcze tak myślę…..byłaś u laryngologa?moja koleżanka miała straszne zawroty ale to takie że po ścianach chodziła i okazało się że miała coś z błędnikiem w uchu,dostała leki i przeszło.A jak czujesz się rano,zaraz po przebudzeniu,od razu masz te zawroty?bo w nerwicy jest tak że budzimy się wypoczęci,jest fajnie,normalnie no bo jeszcze nie mamy czasu myśleć o zawrotach a za chwilkę wystarczy jedna mała myśl-oooo jak fajnie się czuję,nie mam zawrotów i kurcze nie upłynie parę minut jak zawroty są,już mózg zdążył sobie zakodować moje myśli,a po nocy był wygaszony i wypoczęty.Ja mam takiego trika na moje dolegliwości-zawsze mam przy sobie buteleczkę Amolu,jeśli tylko poczuję żę kręci mi się w głowie to nacieram sobie nim skoronie i kark i mi to pomaga,ożezwia mnie,na chwilkę ale pomaga:)

  112. Lena

     /  Sierpień 18, 2013

    Jeszcze raz namawiam na wizytę u psychologa,powinnaś chodzić na psychoterapię,która pomaga przezwyciężyć lęki,po prostu trzeba swój mózg tego nauczyć,to siedzi w naszej głowie,ja właśnie jestem na takim etapie szukania ,puki czuję się w miarę normalnie bo jak znów mnie to dopadnie to nie będę wstanie nigdzie wyjść z domu,nawet do lekarza.A jak czułaś się wtedy jak brałaś leki?no bo z tego co przeczytałam to brałaś ich bardzo dużo,była poprawa?

  113. Iza_01

     /  Sierpień 31, 2013

    Znalazłam to forum poszukując odpowiedzi na pytania jak do tej pory bez odpowiedzi: skąd ja „to” mam, dlaczego ja i jak się „tego pozbyć”.

  114. Iza_01

     /  Sierpień 31, 2013

    Zaintrygowało mnie połączenie lęku z napięciem. Włączyłam więc „matkę Wikipedię” i wpisałam – napięcie – oczywiście pojawiła się mnoga ilość napięcia ale związanego z prądem elektrycznym. Poczytałam więc trochę o obwodach elektrycznych i trafiłam na „uziemienie”. Z definicji wynikało, że ciało staje się elektrycznie obojętne jeśli połączone zostanie z ziemią. W wyniku połączenia ciało naelektryzowane oddaje lub przyjmuje odpowiednią liczbę ładunków ulegając zobojętnieniu. Połączyłam to z wątkiem tych „spracowanych chłopów i chłopek co to siadywali na przyzbach czy na miedzach aby odpocząć”. Pomyślałam, że to faktycznie może być sposób na rozładownie się.

  115. Iza_01

     /  Sierpień 31, 2013

    Na następny raz jak mnie złapie to „coś” to wyjdę do ogródka w ustronne miejsce i wyłożę się na trawie i poleżę tyle ile będzie trzeba a potem Wam napiszę czy to zadziałało. Generalnie to może być lepsze rozwiązanie niż walenie głową w ścianę w zamkniętym pokoju więcej niż 100 razy aby zneutralizować ten lęk (napięcie) siedzące w czaszce od kilku dni. Pozdrawiam wszystkie bratnie dusze. W końcu znajdziemy rozwiązanie!

  116. Wiara Modlitwa sakramenty terapia MIŁOŚĆ BOGA
    Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać ale MIŁOŚĆ MOJA NIGDY NIE ODSTĄPI OD CIEBIE

  117. jurek

     /  Wrzesień 17, 2013

    moj lek prze smiercia mnie przezwyciezył. niestety nie znałem metody przyciagania , nie wedziałem ze mysli i marzenia sie soałnija zawsze i w modlitwie prosiłem boga o to bym mog jasze spotkac sie z rodzicami i bratem no i niestety stało sie poszedłęm na operacje najiwksza z mozliwych operacje zupe,łnie nmi ne potrzebna i nie mogaca sie odbyc – a wszystko poustawalem nieswiadomie ze usunieto mi całe jelito grubr- całe zdrowe jelito grube. wczesniej byłem juz nie do wytrzymania -tak nerwwy . nie wszpaerałe swej partnerki nawet nie wiedziaę czy ja kocham a ona mnie utzrymywała była sama w irl, ja w poslce sam w pustym zilnym domu i zwariowałem , nie mam juz nikogo z orzystojnego faceta staem sie chudym przestraszonym nikom – umieram nie mam jelita gdubego a przez trucie sie kekami zabiłe perystaltyke jelita cienkiego. opieka społeczna oddaje mnie do dps-u dla przewlekle psychicznie chorych a do operacji bałem sie tylk smiercoi nie zdawałę sobie sprawy co robie do czego doprowadzam , ne poprisie swej oartnerki orzez 9 lat o reke straciłe wszystko .zyłe jak krol niesiwdomy tego ja bardzo kocham swa oartnerke i jak mi dobrze było w irlkandii wystrarczyło 2 lata bez irlandi bym sie zabila neswiadmie.oszedłęm do szkoły – to kooejny z mich kiszmarów i ta mmi szkoiła zawrocia negatywnie w głowie ze nie widxiałę jak mi sie zwiazek rozpada ze nie widziałę jak otrazebny jestem swej popattnerce ze jest sama w irlandiia ja sam tutaj ze ne poleciałęm do niej ze wybrałę szkołe i zabłem sie umeram a moja patrnerka wyszą szaczesliwie za maz za irlandczyka po psychoterapii jaka miałam jesce przedma operacja. umieram bo nie wiedziałęm ci robie. moja lekarka kktoraleczyła mi jelto mowiła mi ze mam jelito zdrowe ze ne mam choroby jelita tylko chorobe w głowie buioeergoterapeuta powedział to sammo ze jelito mam zdrowe ze układ nerwowy w strzepach. nie pamietałem tego tak poukładałę dokumienty i tak sie uxzalałe nad soba ze mi usunei cały zdrowy organa a ja sobie wmowiłem ze uszyja m niwy lepszy sztuczny. vczłowiek ne moze bysc sam w zyco bo zwaroje a byłem samotnikek nie radziłe sie przyjaciól co zrobic a gdy ludie mi mowi ze nie da sie zyc bez jelita od;oweadałę ze sie da ze teraz jest taka supe nowoczesna operacja./..tylkom pomco mi na byłam. byłe duym sinym facetem , a przez to ze ne praciwałe od 2009 roku zapadłęm sie tak w sobie zed zyłęm w nierealnym swiacie i sie zabiłe i straciłę miłosc swego zycia dzwiewczyune ktora była mym wysnoonym darem losu. wszystko orzez brak raxjinalnego myslenie przez brak pozytywnego mysłęnie orzes rak kontaktu ludzmi. uieram w brudnej poscieli czekajac na to az mnie przewioza do dps-u dla chorych psychiczne a ja jestem zdrowy payxhiczne tylko ze teraz juz tak załamany ze ne myjesie od czerwca…mam dosc zycia zabiłe sie zuełne ne biorac pod uwag takiej oopcji. to niesamowite jak czloweikowi mize odwalic. powidziałem do swej patrnerki bedacu nej na swieta b.n w itlandi ze wytne flaka i sobie wycuołem jelito – najlepszyp profesor w polsce mi usunał zdrowe jelito tak namieszałęm ze mysła ze jest chore nie przebadał mnie zupełne a ja byłe zupełnie nieswadomy tego co robie. mogłe w zycou miec wszystko ale zle wizuyalzowałem zupwełnier ne marzyłe o przyszłosci nie widziałe swej rodzine dzieci zony – nie wiedziałęm tego ne marzyłę o tym i zamiast wziac slub oszedłęm do szkołki jak maolat bo szkoła sniła mi sie w koszmarach. w dziecinstwie bałę sie zasnac – teraz ne sie juz 1.l5 roku i nic sie ne zmieni bo nie mam Izabeli i nie mam jelita – zdorwego jelita grubego/ prawie wszyscy mowili m nie rob tego!!!nie operukjsie po co ci to a ja nawet ne wiedziale co to za operacja . przed na byłe zupełne zdrowy problemy z jelitem miałe jedynie gdy sie stresowałę a usuneli mi je całe na moje zyczenie. jestem na facebook jerzy burkat. miałek wspanała dziewcztyne i cudowne zycie w rlandii ale nie umałe sie z teto ceszx rzez swoj pesymixzm ne umiałe ciwszyc sie zyciem i sie zabiłę.,irlandia to cudowny kraj ze wspanałym ludzmi a moja Izabela to najcudownesza dzeiwewczyna pod słonce i ja ja zostawole z deresja sama w irl. a tu poszedłęm doszkołki by poznej zw zloeci na jej depresje powiedziec ze wytne sobie flaka na swe jelito . nie miałe miósci nawrt do siebie i umeram w tak młodym wieku sam jak paec.wdps-ie nikt mnie nie zadba tal wnustwo najgorszyc wariatow najbardzij chorych ludzi jest ne do opNIWAMNIE A JA BYŁE ZDRPWY DO OPERACJI NC MI NIE BYŁOTYLKO ZBYT ODREALNIINY ZBYT DŁUGO SAM BEZ PRACY I ODKEIŁEKM SIE ZACHIWYWALE JAK HRABIA A TERAZ UMIERAM JAK SZCZUR BRUDNY I SMIERDACY WAZE 30 KG MNIE J JUZ NE PRZED OPERACJA. gine w ocxach ;bo całe zycie mowłe ze cis mi dolega nia potrzfiłe powiedziec ze dobrze sie czuje a fizyczne byłe zdrowy potrzebowae psychoterapii wakacji nad mrze i słonca by wstac z kola . za długo byłe tu zupełnie sam stałem sie agresywny i bezczynny idprwadze do pwracji. pienedze slałąmi dziwczyns w koncu powedziała dosc i stałposie peracjia i umieram a byłezdrowy zupełne zdrowy . miałe zupełne zdrowe jelito grube- wyrostek był do usunecia nic wiecej.nie ma mnie kto przygarnac ne ma rodziny do opewracji uchidziłe za bogaca w rodzinie bo miałe dom samochod dziewczyne dentystke w irlandii – teraz ne ma nivcc juz straciłem wszystko a wystarczypoe tylk,o poorosic izabeleo reke by zistała ma zona i zaczac psychterapie i znenic mysene robickrok do przodu.ja nie widzialem zupelnie tego ze wszyscy w moim wiekiu jz dawni maja dorsle dzieci a ja nic i tak trwałę wrociłe do polski i sie zabiłem za miast poslubic piekna izabele.dzieki niej mogłem miec wszystko to zloty czlowiek miałe supeł prace w irl orzez nerwy ne dałe rady jednak. zwoariowłe b ne wedziełe kogo wybrac ne zaknczyłe ednego zwazku w poslece i to sie ciagneło iza była mam przyszkoscia tylko ja kochałem ale nie potrafiłe poprosic jej o reke gdyz ni lubiłe jej mamy i za siostra nie przepadałe – tak sie naie da zyc . uza byla mym całym swiatem jednak ja potrzebowale kogos kto by mnie pokerował powiejdział mi jak zyc co mam zrobic . ne udało sie zabilem posedłem ma najweksza z operacji z usmiechem na ustaxh ie majac pojecie ze sie zabja i trace Izabele. tak mne strach orzed smiercia przed operacja opqaniwał z ezamiast zaufac swym wizjom a widziałe zw mi robaki oczy wyjadaja widziałe ize z innym widziałe siebie ze sotmia i bezdomnego na lawce to zamiast zawierzyx tym wizjom i owiedziec po co mi ta ieracja ne ude na rzadna oweracje – poszedlęm na nia strac mnie zablokowal zupelni ezablokowłmi zdrowy rzsademk i to co mi intuicja pospoqiedala. umieram w wieku 39 lat kedy do peracji mogłe skały radva c golymi rekami ae zbyt dlugo nic ne robiłemne racowałem zupelnie sie odkeiłemk i kuciełe z e wszytkimi co mieli ine zdanie.

  118. Rem / Październik 13, 2012 wypowiedział piękną myśl :

    „JESTEM PEWIEN że jedynymi ale jakże znakomitymi lekarzami możemy być MY sami. Indywidualnie czy też w formie mini-społezności jak ta tutaj. To oczywiście tylko moje zdanie, ale uważam, że fobie, natręctwa itd to tylko i wyłącznie nasz wirtualny twór. My “to” stworzyliśmy, MY i tylko MY możemy to unicestwić.”

    Popieram go w całej rozciągłości. Oto mój sposób na nerwicę serca :

    Nerwica serca – glistnik

    Stare powiedzenie mówi : „najprostsze sposoby są najlepsze”. Kierując się tą zasadą i wiedzą uzyskaną o roślinach / min. duża w tym zasługa portali administrowanych i prowadzonych przez dr. Henryka Różańskiego i występujących na tych portalach komentatorów/, od wielu lat zmagając się z przewlekłą nerwicą serca spróbowałem na sobie działanie glistnika –jaskółcze ziele. Jeden z komentatorów pod jednym z artykułów stwierdził, iż działa na niego uspokajająca , nawet bardziej , niż inne zalecane na uspokojenie zioła , a jest ich cała masa : dziurawiec, melisa, kozłek lekarski /waleriana/, serdecznik, głóg, arcydzięgiel itd. O dziwo skutek był niesamowity. Po kilku dniach nerwica serca ustąpiła. W swoim czasie pracowałem w Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, byłem tam oficerem kontrwywiadu wojskowego. Z tego okresu mam w środowisku lekarzy wielu kolegów i przyjaciół, w tym kardiologów. Gdy ich prosiłem o pomoc z reguły przepisywali mi jakiś lek, który mi nie pomagał i który zazwyczaj szybko odstawiałem. Glistnik zadziałał na mnie piorunująco szybko i skutecznie. Po wcześniejszych negatywnych doświadczeniach z lekami byłem i cały czas jestem zaskoczony tym faktem. Nawet w najpiękniejszych snach nie spodziewałem się takiego efektu i tego, iż lek na moje serce jest tak blisko mnie / rośnie na trawniku/. Po ustąpieniu objawów nerwicowych /kłucie w okolicy serca/ odstawiłem glistnik. Objawy nie wróciły. Ostatnio wyjechałem w góry w okolicę Bukowiny Tatrzańskiej. Zmiana środowiska i klimatu , stres towarzyszący temu pobytowi spowodował, iż objawy powróciły. Usiłowałem sięgnąć po moje lekarstwo. Okazało się to bezskuteczne z prostej przyczyny. W tamtej okolicy po prostu glistnik nie rośnie. Szukając glistnika natrafiłem za to na wspaniałą roślinność, górskie źródła, torfowiska. Byłem w bacówce na Rusińskim Wierchu, gdzie bacowie poczęstowali mnie żętycą /serwatką z mleka owczego, ściętego/ mówiąc, iż jest lepsza, niż wiagra. Jestem pełen podziwu i szacunku dla trudu tych ludzi, którzy siedząc przy palenisku /prawdopodobnie przez cały dzień/, w niesamowitym dymie własnymi rękami lepili oscypki. Są przepyszne o czym przekonały się moje dzieci po moim powrocie do Łodzi. Pierwsze co zrobiłem po przyjeździe to sięgnąłem po mój lek glistnik . Pomogło !!! Bogatszy o górskie doświadczenie następnego dnia zabezpieczyłem kilka sadzonek glistnika na zimę sadząc je do skrzynki i doniczki.

    Uwaga : glistnik zażywałem prosto z krzaka żując liść, mocniejsza jest przełamana łodyga z wyciekającym żółtym sokiem oraz nasiona glistnika. Wydaje mi się , iż ziele glistnika może równie dobrze i skutecznie działać na inne nerwice narządowe.

    PS. W górach odwiedziłem pod strzechami wielu górali. Pomimo tego, iż część ich rodzin przebywa obecnie na emigracji ich przywiązanie do ziemi jest niesamowite. Oni nigdy nie zrezygnują ze swojej ziemi w przeciwieństwie do ludności wiejskiej z nizin. Wbrew powszechnemu mniemaniu oni też chorują na choroby cywilizacyjne / choroby krążeniowe, rak, cukrzyca, Alzheimer/ pomimo tego, iż odżywiają się zdrowo i przebywają w czystym środowisku/ . Zdziwiło mnie, iż mają niesamowicie niską wiedzę w zakresie ziołolecznictwa, chociaż pod ręką mają czyste zioła.

    Tekst ten został opublikowany pod adresem :

    http://rozanski.ch/forum/index.php?topic=2037.0

  119. Hmmm jest zdziwiona tym glistnikiem….z chęcią bym go wypróbowała na sobie:) tylko gdzie ja go dostanę?u mnie nie rośnie,albo po prostu nie wiem jak wygląda.

  120. Anonim

     /  Październik 8, 2013

    Czy nie uważasz, że proponowana tu metoda jest tożsama z mindfullnes?

  121. Czy jest tu ktoś, kto regularnie ćwiczy wyciszenie i może powiedzieć coś o efektach?

  122. Według mnie nie, w mindfulness koncetrujemy się przede wszystkim na oddechu. Tutaj nie ma wymogu konkrentrowania się na czymkolwiek, wręcz przeciwnie, jest to odradzane. Jak dla mnie to główna, dość znacząca różnica. Poza tym pozycja – w mindfulness często się zaleca na poduszce medytacyjnej bądź na siedząco ze skrzyżowanymi nogami. Tutaj jest to odradzane – a zalecane siedzenie na krześle, lekko podpartym o oparcie krzesła, ale jednak wyprostowanym. Trzecia różnica to korzenie. Mindfulness pochodzi o medytacji buddyjskiej, a technika odpoczynku jest bardziej naukowa, mniej związana z religią.

  123. Joanna

     /  Październik 26, 2013

    Do REM czy pomógł Ci tylko tapping. Piszesz, że już nic Ci nie dolega.

  124. Joanna

     /  Październik 26, 2013

    a co myślicie o leczeniu bardzo dużymi dawkami witamin np PP albo magnezem.

  125. mamcik

     /  Listopad 4, 2013

    witam was wszystkich
    wczoraj przypadkowo trafiłam na to forum.jak czytałam post „abzz” to jakbym poprostu czytała o sobie.pierwszy objaw paniki dostałam 5 lat temu w sklepie,dziwne uczucie,które szybko minęło,ale w mojej pamięci zostało na długo.od tamtej pory analizuję swoje życie i szukam przyczyny tych stanów lękowych.całe życie małżeńskie byłam można powiedzieć sama z dziećmi,mąż w pracy do popołudnia,a potem wczesnym wieczorem koledzy do późnego wieczora a nawet do nocy.tak było codziennie,samotność,i tak jest również do tej pory,choć obiecywał że poświęci mi więcej czasu wieczorem na rozmowę,bycie ze sobą,tak jak powinno być.ale to nie był główny powód mojego zaburzenia.6 lat temu zmarł mój teść,bardzo fajny gość(mój dawny nauczyciel),po pogrzebie wszyscy się rozjechali,siostra i brat mojego męża także,a my zostaliśmy na miejscu,gdyż mieszkamy w tej samej miejscowości.ktoś musiał się zająć moją teściową,mój mąż miał kolegów,więc padło na mnie.przez miesiąc byłam z nią non stop,wpadałam do domu zobaczyć do dzieci czy wszystko ok.i cały miesiąc słuchałam że jej się nie chce żyć,że ma depresję ,że dlaczego my żyjemy a jej mąż nie.starałam się jej pomóć,ale nie potrafiłam do niej dotrzeć a do psychologa nie było mowy żeby poszła.byłam wyczerpana psychicznie,nikt do mnie nie przychodził,ani ja do nikogo bo nie miałam czasu.od teściowej takie teksty słucham do tej pory,czyli 6 lat,do nikogo się więcej nie żali tylko do mnie.znalazła sobie poprostu jelenia.pracuję za granicą także nie mogłam się doczekać wyjazdu i w końcu odpocząć.tak jak pisałam pierwszy objaw 5lat temu,rok po śmierci teścia,potem częściej i częściej.wchodziłam na różne fora i byłam jeszcze gorzej chora bo wydawało mi się że wszystkie objawy jakie mają inni ja też mam.nawet nie mogłam dobrze zdiagnozować swoje zaburzenie,dodam że do tej pory nie byłam u lekarza.
    okrąg wokół mnie stale się zaciskał,przestałam chodzić sama gdziekolwiek,ale z mężem daję radę,czasami poczuję się gorzej ale zaraz przechodzi.co dziwne wyjeżdżam nadal do pracy za granicę i tu czuję się dobrze tylko że też za bardzo nie wychodzę.nigdy nie miałam lęków w domu.zawroty głowy miewam jak tylko oddalę się od domu idąć np.do rodziców pare naście metrów dalej,ale daję radę.jeżdże na wakacje,nad morze ale z mężem nigdy sama.autem to samo,prowadzę gdy mąż jest obok.jestem od niego uzależniona to wiem napewno i bardzo mnie to denerwuje,a on bardzo dobrze o tym wie.chciałabym się z tego uścisku wydostać.nigdy nie braam leków antydepresantów lub psychotropów,ale w torebce mam zawsze na uspokojenie homeopatyczne tabletki.placebo?może i tak ale mi pomagają.po za tym przeczytałam duo książek,stosowałam „kody uzdrawiania” i technikę relaksacyjną EFT.nie wiem czy pomogło,poprostu przestałam.ale bardzo polecam.ostatnie parę dni czuję się świetnie,nawet byłam w restauracji ze znajomymi tu za granicą,toaletę oczywiście od razu namierzyłam,było cudownie i tak też się czułam ,jak za dawnych lat.to na tyle o mnie,może za bardzo się rozpisałam ale trochę lżej się poczułam.doda jeszcze że na mojego męża mogę liczyć zawsze ale nie rozmawiam z nim na ten temat bo niby rozumie ale rozumie napewno.a propos moja teścowa do tej pory cieszy się b. dobrym zdrowiem psychicznym.co myślicie o moim przypadku?

  126. mamcik

     /  Listopad 4, 2013

    dodam jeszcze tylko że chyba u mnie teraz najgorsze jest się zmusic do wyjścia gdziekolwiek,zaraz znajduję wymówki,a to pogoda a to coś jeszcze,takim też sposobem pozbyłam się koleżanek.może i dobrze.ale gdy już wyjdę oczywiście nie sama,czuję się super i do końca dnia to „szczęście” mnie nie opuszcza.ale rano następnego dnia już wiem że muszę się przełamywać od nowa i od nowa i tak w kółko.nic nie mogę zrobić spontanicznie.proszę niech ktoś napisze czy ten mój przypadek to agorafobia?

  127. „Lena
    / Październik 1, 2013

    Hmmm jest zdziwiona tym glistnikiem….z chęcią bym go wypróbowała na sobie:) tylko gdzie ja go dostanę?u mnie nie rośnie,albo po prostu nie wiem jak wygląda.”

    Lena popatrz jak wygląda glistnik :

    Dobrze się rozejrzyj wokół siebie i na pewno je znajdziesz .

  128. Kejt

     /  Marzec 15, 2014

    Chciałabym się zwrócić o poradę, walcze z nerwica juz rok czasu. Zaczelo sie od mysli natretnych, poszlam do psychiatry przepisal mi zoloft. Uspokoilam sie, bylo lepiej. Mysli po jakims czasie przestaly wystepowac z taka sila jak wczesniej i moglam w miare funkcjonowac. Po drodze mialam sporo stresujacych wydarzen, ale staralam sie trzymac i jakos przejsc przez to wszystko. Ktoregos razu przeczytalam sobie na roznych forach ze bez lekow da sie wyleczyc i stwierdzilam ze moze tez mnie sie uda i odstawilam zoloft. Bylo ciezko, ale jakos sie trzymam. Trafilam w miedzy czasie na ksiazke dr Weeks ktora faktycznie daje nadzieje i trafne porady. Moje pytanie brzmi czy przy stosowaniu tych wszystkich metod powrotu do zdrowia o ktorych pisze dr Weeks i o ktorych mowa jest na tym blogu lepiej zebym przyjmowala zoloft (bo nadal mam czasami ataki paniki i odczuwam wyczerpanie psychiczne) czy lepiej zebym juz nie wracala do lekow? Bede bardzo wdzieczna za odpowiedz:)

  129. Anonim

     /  Marzec 16, 2014

    Kejt, Ja zamiast leków czytam, czytam i czytam. To pomaga mi poczuć się lepiej i uświadomić sobie, że nie jestem sama. Są inni, którzy tak jak ja walczą ze swoimi słabościami. Wczoraj obejrzałam film pt. Poradnik pozytywnego myślenia. http://www.youtube.com/watch?v=gBJocPosTrI
    i myślę, że jest dla nas szansa na lepsze jutro. W gruncie rzeczy nie różnimy się tak bardzo od innych ludzi, bo każdy żyje w ograniczonym świecie. Trzymaj się ciepło a leki weź jeśli będzie naprawdę, naprawdę, naprawdę źle!

  130. Kejt

     /  Marzec 16, 2014

    Dziękuję:) a jeżeli mogę spytać to na jaki rodzaj nerwicy chorujesz? Mnie oprócz moich natrętnych myśli przeszkadza moja nadwrażliwość. To w jaki sposób odczuwam każde uczucie jest dość wyczerpujące. Kolezanka nie odp od razu – zlosc bo nie odp wtedy kiedy tego potrzebuje i mimo ze mowie sobie „no przeciez akurat moze jest zajeta” to i tak to nie pomaga:( wszystko odczuwam z podwojona sila:(

  131. Anonim

     /  Marzec 17, 2014

    Jaki rodzaj nerwicy? To jest dobre pytanie. Jest kilka teorii na mój temat ale ja po prostu jestem bardzo, bardzo, bardzo wrażliwa. Normalność to coś co dotyczy większej grupy ludzi. Jeśli ktoś nie jest w tej grupie mówi się o nim, że jest inny. Inny nie znaczy jednak gorszy. Ja jestem po prostu inna i tyle. Pocieszam się tym, że oprócz tzw. ogólnej sprawności intelektualnej IQ istnieje inteligencja emocjonalna EQ i to zdecydowanie moja mocna strona. A co do mojej wrażliwości to za nic w świecie nie mogę oglądać brutalnych filmów, bo widząc cierpienie aktorów momentalnie odczuwam ból ludzi którzy umierają w filmie. Czuję rozpacz ich rodzin, płacz żon, matek i dzieci. Nie chodzi o science fiction ale filmy oparte na faktach. Wyobrażam sobie, że jestem właśnie tam i cierpię tak jak oni. Czuję niemoc i rozpacz. Tragedia. Po za ty jeśli czegoś chcę to chcę natychmiast. Jestem niecierpliwa. Jak mała dziewczynka. Mam miłość mojego męża ale chcę więcej i nie tak jak on mi to chce dać. Chcę aby zawsze był i zgadywał o co mi chodzi. Żądam oddania i poświęcenia. Staram się w przenośni „nie wieszać na jego szyi” i żyć samodzielnie ale samodzielne życie mnie przeraża. Boję się samotności choć mam kochające dzieci i męża. Ciągle wracam do przeszłości i niezbyt miłego domu moich rodziców. Nie mogę się odciąć od wspomnień pozostawionego sobie samemu dziecka. Jeśli komuś udało się odciąć od zimnego domu małego wrażliwca to czekam na sugestie. Najważniejsze jednak, że każdego dnia wstaję z łóżka i walczę o siebie. Innej drogi nie ma a poddawanie się nie jest w moim stylu. Taki ze mnie wrażliwiec bojownik. Popłaczę, poczytam i dalej i dalej i dalej przed siebie! Pozdrawiam wszystkich:)

  132. czytając twój post Anonim jak bym przerabiał swoje życie:(

  133. lecz nic nie pomaga:(zastanawiam się cały czas co ze mną ni tak?

  134. Jak dobrze, że Jesteś po stokroć Dziekuje,

  135. saba26

     /  Październik 12, 2014

    Drodzy Forumowicze, długo zastanawiałam się nad tym, kiedy i czy w ogóle napisać parę słów na tej stronie. Wasze posty prześledziłam w sierpniu, w trakcie luksusowych wakacji w egzotycznym kraju (celowo to akcentuję, by zwrócić uwagę na fakt idiotyzmu całej sytuacji – wakacje a ja na forum internetowym o nerwicy lękowej). Wreszcie zdecydowałam się, chociaż nadal nie wiem, czy „taplanie się” w objawach nerwicy swojej i innych, nie przyniesie mi więcej szkody. Bo faktycznie jest tak w moim przypadku, że czytając Wasze posty utożsamiam się z Waszymi problemami, Waszymi stanami. Gdybym miała sięgnąć pamięcią, kiedy dokładnie uznałam, że przestaję nad sobą panować, prawdopodobnie byłaby to śmierć mojego taty przed dwoma laty. Do tego czasu robiąc karierę zawodowo-finansową, funkcjonowałam w ogromnym napięciu starając się okiełznać chorobę taty, mniejsze i większe problemy po urodzeniu dwójki dzieci, drobne problemiki małżeńskie. Zawsze uchodziłam za osobę, o której mówiło się „Ty taka dzielna, zaradna, rozwiążesz każdy problem, jak nie Ty to kto?” itp. I nagle śmierć taty, towarzyszenie mu w różnych sytuacjach operacyjnych. W tym czasie usłyszałam od jakiegoś lekarza, że mam wysokie ciśnienie krwi. Zalecił mi kontrolę w domu (byłam przekonana, że to coś chwilowego). A tu w domu przy pomiarach okazało się, że to regularna sytuacja. Później doszły do tego jakieś dziwne odczucia w sercu – potykanie, omijane skurcze, przyśpieszony rytm. Na pierwszych badaniach kardiologicznych okazało się, że wszystko ok, tylko są pojedyncze skurcze dodatkowe, niby nic groźnego, co ma wiele osób. I to nadciśnienie, na którego zaczęłm wówczas brać leki (biorę od dwóch lat). W podobnym momencie pojawiły się poważne problemy zdrowotne mojego męża. I tak stopniowo zaczęłam wpadać w jakiś dziwny kołowrotek zależności – wsłuchiwanie się w siebie, strach o swoje serce (bo „mogę mieć migotanie przedsionków jak tata, udar, śmierć – a kto wychowa moje dzieci?” – skrótowo o moim mechanizmie myślenia). Do tego ciągły strach o pogarszające się zdrowie męża. Jakiś koszmar. Szukanie metod alternatywnych leczenia, badania, bo albo mi słabo, albo dziwnie, ale zbyt śpiąca, albo ciągle pobudzona, albo, albo, albo. I nagle, latem ubiegłego roku, gdy wydawało mi się, że mam okres stabilny, bez stresu, z przeprowadzką do kiedyś wymarzonego domu – szok. Zamiast myślenia o nowych meblach – słuchanie siebie. Sytuacje irracjonalne – spotkanie z ekipą remontową, a ja zaczynam czuć, że nie oddycham miarowo i jakoś mi duszno. Później te okresy wyczuwanej duszności pojawiały się coraz częściej, aż zaczęłam otwierać okna w samochodzie podczas jazdy, bo wciąż wydawało mi się, że mi duszno. Po tym, a może równolegle z tym, doszło uczucie takiego niepokoju skumulowanego w żołądku (nie ból, tylko niepokój, jak przed ważnym egzaminem). Przez 4 miesiące miałam też zawroty głowy na tyle uporczywe, że leczyłam zatoki, kręgosłup i…przeszło, nie wiem nawet kiedy. Pół roku temu wraz z objawami zawrotowo-uciskowymi w żołądku trafiłam do dobrej psychoterapeutki. Pisząc w skrócie – w dużej mierze chyba mi pomogła, uświadamiając problem nerwicy i jej objawów. Ale to nie koniec. te objawy w dużej mierze ustąpiły, ale pojawiło się coś zupełnie zaskakującego. Ni stąd ni zowąd zaczęłam panicznie bać się badań. Tych kardiologicznych. Każde EKG (a miałam 3 w ciągu mijającego półrocza) wywołuje u mnie taki ataki lęku, że na kozetce słabnę, kręci mi się w głowie, zamiast się wyciszyć do badania to nakręcam organizm tak, że puls wychodzi przyśpieszony od 100-120 uderzeń. Podczas gdy normalnie mój rytm spoczynkowy to 75 uderzeń. Lekarze czytając to usg dziwią się i straszą, że takimi stanami zagrażam faktycznie swojemu zdrowiu wywołując efekt nocebo (tak, tak, moi drodzy, ciągłe wmawianie sobie problemu z daną chorobą lub organem może faktycznie doprowadzić do choroby tego organu). Niedawno podjęłam próbę terapii hipnozą i sesjami w komorze deprywacyjnej. O skutkach na razie nie piszę, bo to dopiero trzeci raz. Pozdrawiam przepraszając jednocześnie za trochę chaotyczny wpis, ale tyle rzeczy przychodzi do głowy i chciałoby się ująć wszystko.

  136. Anonim

     /  Październik 19, 2014

    Teraz nie czuje się sama i wiem, że to jest wyleczalne. Zbyt długo to trwa. Pozdrawiam

  137. Anonim

     /  Październik 26, 2014

    Kilka słów o mnie:
    Reakcje lękowe u Izy straciły swoją przystosowawczą funkcję i są nieadekwatne do bodźców, a niepokój wywołują sytuacje nie mające znamion zagrożenia.
    Domniemany lęk stale dominuje w zachowaniu Izy i nie pozwala na swobodę, a w konsekwencji prowadzi do zaburzeń.
    Zachowanie Izy zależy od typu informacji, jakie docierają do niej z zewnątrz oraz sposobu, w jaki ona te informacje przekształca i interpretuje.
    U podłoża jej stanu leżą nieracjonalne schematy poznawcze, które mają źródło w dzieciństwie i są rezultatem traumatycznych wydarzeń, powtarzanych negatywnych osądów (najczęściej przez opiekunów) oraz naśladowania depresyjnych modeli.
    Negatywne myśli o sobie, o świecie i o przyszłości powodują emocjonalne i fizyczne objawy napięciowe ze strony obręczy barkowej, kręgosłupa, etc.
    Iza po 5 latach analizowania swojego problemu stworzyła tzw. ‘’Instrukcję obsługi Izy w sytuacji kryzysowej, czyli domniemanego lęku”. Uwierzyła, że przekształcenie jej schematów poznawczych za pomocą instrukcji doprowadzi do korzystnych zmian w metabolizmie jej kory mózgowej i uwolni ją od domniemanego lęku.
    Od początku była przekonana, że najlepszym terapeutą będzie dla niej ktoś kto jest jej sercu najbliższy.
    Pragnęła aby to właśnie on, jako przysłowiowy książe na białym koniu i w ślniącej zbroi złapał za włócznię i przegonił smoka w postaci jej negatywnego stanu emocjonalnego.
    Licząc na księcia chciała przestać bać się niebezpieczeństwa, objawiającego się jako niepokój, uczucie napięcia, skrępowania i zagrożenia.

  138. Anonim

     /  Październik 26, 2014

    a oto instrukcja:
    INSTRUKCJA OBSŁUGI IZY w sytuacji kryzysowej, czyli domniemanego lęku

    1. Zauważyć niepokój (napięcie, niepatrzenie w oczy rozmówcy, smutek na twarzy, nieobecność, zagryzanie warg, skulenie się, wyrzuty, nerwowość, itp.) .

    2. Zablokować niepokój, działać zdecydowanie i po kolei.

    o Zauważyć lęk i szybko sięgnąć pamięcią do instrukcji, tak aby postępować po kolei (kolejność ma kluczowe znaczenie).

    o Nie brać do siebie tonu wypowiedzi Izy.
    Nasilający niepokój zmusza ją do postępowania wg. schematycznego wzorca wypowiedzi. Jej wypowiedzi stają się inne niż zwykle: nieskoordynowane, niespójne, chaotyczne, pretensjonalne, kąśliwe i niemiłe. Dlatego nie ma sensu polemizować, tłumaczyć się, szukać wyjaśnień, irytować się czy denerwować się. Tylko cierpliwość, wyrozumiałość i opanowanie mogą pomóc wstępnie opanować sytuację. Nerwowe reakcje lub opuszczanie pokoju prowadzi do pewnej eskalacji lęku. Iza powinna dostać wyraźny sygnał zainteresowania i gotowości do pomocy ze strony drugiej osoby co jej uświadomi, że nie jest sama i jest szansa na rychłą poprawę.

    o Przygotować się do wykonania zadania. Pozałatwiać szybko to co jest niezbędne tak aby mieć kilka godzin czasu przeznaczonego tylko i wyłącznie dla Izy (min. 3 godz.). Zorganizować czas dzieciom, przygotować sobie strój odpowiedni do zadania, dopilnować innych formalności które należałoby zrobić gdyby ta sytuacja nie wystąpiła. Ważne jest aby Iza miała przekonanie, że jest teraz najważniejsza, ma się dla niej czas a cel jest jeden – neutralizacja jej lęku.

    o Zrobić picie i jedzenie (ciepłą herbatę i kanapkę z dużą ilością masła i szynką).
    Dopilnować aby herbata została wypita bo rozluźnia. Kanapka zajmie organizm trawieniem i także rozluźni. Zawsze mówić co teraz chce się zrobić, aby nie było zaskoczenia.

    o Mocno i zdecydowanie przytulić, głaskać po głowie i mówić ciągle.
    Jeśli jeszcze chwila nie jest odpowiednia to nie dotykać, nie przyspieszać działań, być konsekwentnym, nie zmieniać celów, nie robić zamieszania, podawać argumenty, dlaczego warto coś robić.

    o Recytować uspokajający tekst.
    ‘’Jestem z Toba, nie bój się, nie musisz się martwić, zaraz to minie. Wiem, co mam robić, jestem przy tobie, pomogę Ci przez to przejść, nic złego ci się nie stanie, ja cię obronię, jesteś bezpieczna, będzie dobrze!’’…………… i tak do skutku, do złapania kontaktu, do wstępnego uspokojenia się Izy.

    o Jeśli sytuacja się wstępnie uspokoi zrobić masaż najlepiej intensywny, rozluźniejąc po kolei wszystkie partie kręgosłupa. Cały czas utrzymywac kontakt słowny.

    o Na koniec przytulić i znowu recytować uspokajający tekst.
    Utulić do zaśnięcia.

    3. Działać do skutku
    Iza musi potwierdzić, że już jest dobrze przytulając się mocno i mówiąc że już jest OK.

  139. Anonim

     /  Październik 26, 2014

    A Wy czy macie swoją instrukcję obsługi?
    pozdrawiam
    Iza

  140. Anonimowa_ona

     /  Listopad 30, 2014

    Witam
    Nie wiem od czego zacząć postaram sie jakos wszystko opisac w miare normalnie od okolo 2 tygodni moje zycie zamienilo sie w czyste pieklo mam straszne lękii ze zaraz umre udusze sie, mam 3 letniego synka wychowuje go sama blisko 2 lata temu moj maz zmarl na nowotwor boje sie ze cos mi sie stanie i moj syn zostanie sam juz nie wiem co mam robic zaczęłam zazywac Afobam na wlasna reke ale musze zwiekszac dawke bo 3 tabletki juz mi nie wystarczaja i wtedy jest znosnie dodam ze od jakis dwoch tygodni mam zapalenie oskrzeli a w styczniu ide usuwać migdalki to jeszcze tylko pogarsza moje lęki ze sie zaraz udusze z kaszlu albo umre w czasie zabiegu ogolnie to sie boje czy dozyje do jutra czy ktos mial podobna sytuacje prosze o pomoc czuje ze zaczynam juz wariowac zapisalam sie do psychiatry ale to dopiero za tydzien nie wiem czy wytrzymam do tego czasu blagam o pomoc jakiekolwiek slowo prosze!!!

  141. Anonim

     /  Grudzień 1, 2014

    Witaj, masz prawo się bać! Zmarł twój mąż, masz malutkiego synka i problemy ze zdrowiem. To wystarczająco dużo na jedną istotę. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś w takiej sytuacji nie odczuwał silnego strachu.
    Ojciec mojego syna nie umarł ale poinformował mnie, że odchodzi kiedy syn miał rok a ja ledwo co wróciłam do pracy. Poczułam się wtedy szalenie osamotniona i strach ściskający za gardło, uginające się nogi czy silne migreny nie są mi obce. Po tym co się stało posypałam się psychicznie i fizycznie. Wyłam i ciągle pytałam samą siebie – dlaczego tak się stało?, co ja zrobiłam źle? przecież tak się starałam!
    Zawsze byłam okazem zdrowia a w jednej chwili pojawiły się: duszności, omdlenia, kamienie na nerkach i wrzody żołądka. Pamiętam, że bardzo przestraszyłam się śmierci. Chodziła za mną jak cień! I wiesz co?
    Pewnego dnia powiedziałam sobie, że tak łatwo mnie nie zabierze! Będę walczyć i będę to robić do końca!
    Było ciężko, raz lepiej raz gorzej ale po jakimś czasie „zmuszania się” do pozytywnego myślenia sytuacja się ustabilizowała. Kamienie i wrzody wyleczyłam, przeszłam na dietę zgodnie z zaleceniami lekarza, powoli ustąpiły duszności.
    Teraz jest OK, ale było naprawdę krytycznie więc mogę sobie po części wyobrazić co może się dziać z Tobą.
    Do tej pory muszę sobie każdego dnia powtarzać: WSTAŃ, WALCZ, JESTEŚ SAMA ALE TO TEŻ MOŻE DAWAĆ SIŁĘ, MASZ SYNKA I DLA KOGO ŻYĆ, JESTEŚ SILNA, JESTEŚ MĄDRA, DASZ RADĘ! – i to działa:) musi działać, bo nic lepszego nie wymyśliłam. Pozdrawiam cię serdecznie i życzę abyś się nie poddała. Iza

  142. Anonim

     /  Grudzień 28, 2014

    Moi Kochani,
    Zaczęłam terapię podczas której mam nadzieję uwolnić się od negatywnych uczuć, które zatruwają mnie od środka. A jak?
    Stosując poniższą technikę:
    1. Wybierz silne negatywne uczucie.
    2. Połóż się i odetchnij głęboko.
    3. Pozwól sobie poczuć, co się dzieje kiedy myślisz o tym stwierdzeniu.
    4. Poproś w myślach o naprowadzenie cię na sens, jaki ma dla ciebie to stwierdzenie.
    5. Gdy znajdujesz jakąś odpowiedź – pojawi się obraz, wgląd, fala silnych uczuć – poproś o uwolnienie.
    6. Odetchnij głęboko i wypuść z siebie wszystko, co zechce wyjść: szloch, krzyk, ruch, głębokie westchnienie czy choćby fala zmęczenia.
    7. Przeżyj wszystkie wspomnienia, jakie ci się nasuwają w związku z tymi przeżyciami (często mogą to być kadry z dzieciństwa, z tego lub poprzednich związków).
    8. Gdy poczujesz pełny kontakt z tym emocjonalnym ładunkiem, kryjącym się za danym stwierdzeniem, poproś o uwolnienie się od niego.
    9. Oddychaj miarowo do chwili aż się rozluźnisz i zostanie rozładowane wszelkie napięcie. Gdy blokady zostaną usunięte, popłynie energia.

    Może komuś się to przyda.
    Iza_01

  143. ja

     /  Styczeń 5, 2015

    Z nerwicy wyjsc mozna wtedy tykko kiedy przestaniemy sie tym przejmowac

  144. depersona

     /  Styczeń 18, 2015

    Jestem tu nowa,ale ze starymi bo 15 letnimi lękami.Czytając wasze wpisy nie jest mi lżej,ale czuję,że obraz waszych objawów jest szeroki..kiedyś myślałam,że w tej nerwicy jest albo,albo.teraz wiem ,że jedno goni drugie.ja mam taki szeroki wachlarz objawów,że nie nadążam.kiedyś miewałam epizody,,,,,,teraz jestem w ciągłym napięciu,które potęguje objawy somatyczne.nad jednym się tylko zastanawiam_czy to się kiedyś skończy…..chcę normalnie żyć…jak kiedyś.cieszyć się z tego co kiedyś..patrzeć na ludzi „normalnym okiem”bez uczucia odrealnienia..czy ktoś tu jeszcze wchodzi?

  145. Anonim

     /  Styczeń 19, 2015

    Hej, Ja tu np. zaglądam. A po co jak i tak nic nie pomaga? Choćby po to aby wiedzieć, że nie jestem sama. Lęk mniejszy czy większy towarzyszy mi odkąd tylko pamiętam, czyli przeszło 40 lat. Co ciekawe dopiero kilka tygodni temu uświadomiłam sobie, że muszę skorzystać z psychoterapii. A niech tam, może czegoś się dowiem więcej o swojej zwariowanej głowie. Jak będę mieć jakieś konkretne spostrzeżenia to wam je opiszę. Jak do tej pory to ja mówię przez 50 minut a psychoterapeuta słucha (1x w tygodniu). Widocznie tak ma być. W końcu musi mnie poznać. Jest mi opowiadać i trudno i łatwo. Na szczęście powiedział mi, że mogę pleść co mi tylko ślina na język przyniesie i nie zastanawiać się na sensem wypowiedzi. Konkrety mają przyjść później. Mam nadzieję, że przyjdą bo jak na razie to trochę mnie to niecierpliwi. Pozdrawiam ciepło wszystkich znerwicowanych.

  146. Juli

     /  Styczeń 23, 2015

    A czy próbowaliscie metody o ktorej pisze tutaj autorka bloga? Bo ja „stosuję” ją od 1,5 miesiąca i pierwsze 2 tygodnie były wspaniałe! Mimo, że mineły ciesze się, ze pokazały mi, ze wciąż mam dostęp do takiego poczucia, że mogę wszystko, mogę jechac na drugi koniec miasta tramwajem, isc do galerii itd. Teraz spowrtoem małe kroczki, ale i tak jest lepiej. Piszę o tym dlatego, żebyscie, tzn. te osoby, ktore piszą, ze nic im nie pomaga, spróbowały. Tytul „dla tych, którzy stracili juz nadzieje” jest moim zdaniem bardzo trafny. Pozdrawiam i powodzenia 🙂

  147. Witaicje jestem tu nowa choruje na nerwice juz cztery lata ale jest coraz lepiej mam swietnego lekarza rodzinnego ktury dopasowal mi leki

  148. Karina

     /  Luty 21, 2015

    Witajcie ! Choruję od , właśnie ?! Pierwszy atak miałam 2 lata temu, wtedy nie wiedziałam co się stało , stałam na przystanku w drodze do pracy, nagle poczułam nogi jak z waty, jakbym miała zemdleć , palpitacja serca, poty i się trzęsłam, dojechałam do pracy – jakoś. Od tamtej pory do marca 2014 kiedy to było już tak źle, że wezwałam pogotowie , raz, drugi, trzeci, aż w końcu cudowny lekarz z pogotowia zadał mi pytanie: Czy pani leczy się na nerwy ?! I tak później trafiłam do psychiatry. Zrobiłam wszystkie badania aby mieć pewność czy coś się nie dzieje. Zanim trafiłam do psychiatry lęk był ze mną 0-24. Od właściwie lipca 2014, jestem na lekach , brałam Afobam , miragen xydroxyzinum . Afobam okazał się cudownym lekiem wtedy, ale niestety lekarz po 4tyg. kazał mi je odstawić i przepisał xydro Citronil i Miansegen. Dla mnie była to tragedia odstawić lek który tak cudownie działał na moje lęki, był moim najlepszym przyjacielem w cięzkich stanach .. A tu musze go odstawić. Lęki wróciły, Lekarz który u mnie zdiagnozował depresyjne napady lękowe , chciał mnie wysłać do szpitala, jak do szpitala ? Szpital kojarzy mi się z przeszłością kiedy leżałam 2m-ce dwie ciężkie operacje. Odpowiedziałam mu że nie pójdę nie chce. Poza tym od pierwszego ataku kiedy czekałam na autobus w drodze do pracy, dziś jak mam jechać autobusem – koszmar,lęki, lęk, lęk ……….. Samo stanie na przystanku doprowadza do paniki.Zgodziłam się na terapię na oddziale dziennym od wtorku zaczynam. Odkąd zrozumiałam i uświadomiłam sobie co mi jest, staram się sama sobie pomóc, bo na dobrego psychologa z NFZ ciężko ….. Szukam informacji w internecie, na forum, blogach. PRZYNAJMNIEJ NIE JESTEM SAMA, TERAZ WIEM JAK STRASZNA JEST TO CHOROBA. Czytając wasze historie , po prostu płaczę, jak bardzo cierpicie i ja sama. Zastanawiam się CO TO W OGÓLE JEST ? I dlaczego tak męczy człowieka. Byłam zawsze wesołą dziewczyną, lubianą , a tu PSTRYK ! Wszystko się skończyło, zostałam ja i lęk …….. Czytam Was i te lata mnie przerażają od 5 do xx lat chorujecie ? Ja odczuwam lęk od 2 lat . JESTEM PRZERAŻONA ŻE NIKT TAK NA PRAWDĘ NIE NAPISAŁ ŻE TO SIĘ DA WYLECZYĆ ?! Ja wiem że praca nad sobą, ale jak pracować nad sobą gdzie warunki i system niesprzyjający spokojowi. Zwolnili mnie z pracy, kolejny cios, mama zachorowała kolejny cios … i co dalej ?! Jak się skupić na medytacji, owszem medytuję, słucham muzyki relaksacyjnej, palę świece, poprawiam sobie nastrój robiąc to co mi sprawia przyjemność, ale co z tego jak trzeba wyjść z domu i zmagać się z otoczeniem i zmartwieniami o jutro. Poszłam do Opieki Społecznej dostanę zasiłek 540zł, jak tu żyć i wyleczyć się z lęków, jak walka o jutro trwa … Choruję drugi rok i już wiem że BĘDZIE CIĘŻKO !!!!!!!!!! Mam do Was pytanie ? Czy ktoś z Was brał Miansegen ? Jak się po nim czuliście ?! Jak również Citronil. Proszę was o opinię na temat tych leków. ŻYCZĄC Wam spokoju ducha i lekkości duchowej na co dzień 😉

  149. Juli

     /  Luty 22, 2015

    Karina, piszesz komentarz pod artykułem, w którym autorka tego bloga właśnie przedstawia WYLECZENIE, przeczytaj dokładnie i spróbuj.

  150. Iza_01

     /  Luty 22, 2015

    A ja mam taki problem, że boję się leków o działaniu przeciwdepresyjnym. Boję się, że mnie uzależnią i że nie będę myśleć racjonalnie. Dlatego jedynie co stosuję to zioła. Ostatnio wyczytałam na innym forum, że istnieją ziołowe tabletki uspokajające LABOFARM (skład: kozłek, chmiel, melisa, serdecznik). Nawet są niedrogie ale czy skuteczne? Co myślicie o ziołowych tabletkach? Pomagają czy działają jak placebo?

  151. Iza-01 nie bój się leków, nie uzaleznisz się,poczytaj w rozdziale:Drogi zdrowienia-ciało-leki psychotropowe- autorka dokładnie wyjasnia ich działanie. ja tez się bałam leków panicznie, teraz tylko się boje czasami.Byłam w krytycznym stanie z powodu lęku, nie mogłam chodzic, mysleć, przełykać sliny, bałam się wszystkiego, tabletkę zazywałam po cwiartce ale to była moja jedyna nadzieja. Dzieki Bogu zaczeło działać, zazywam escitalopram 10mg, przez 10 dni hydroksyzyne, teraz doraźnie validol.Otumaniona byłam bez leków, teraz moge mysleć. trafiłam na dobrego psychiatrę, dziwię się jak czytam tu że od razu przepisują benzodiazepiny. Z ziołowych leków najlepiej działa validol, a te inne są skuteczne przy regularnym zażywaniu przez dłuższy czas np 3 mce. Pozdrawiam.

  152. monikaaa

     /  Marzec 23, 2015

    Witam, bardzo ciezko mi mowic komukolwiek o tym co sie ze mna dzieje ale czytajac te posty wiem ze nie jestem z tym sama. Wszystko zaczelo sie jakies 3 lata temu od przebudzenia sie z silnymi zawrotami glowy, wzewano pogotowie jednak okazalo sie ze fizycznie jest ze mna wszystko dobrze, ale to uczucie wraclo i sie poglebialo poniewaz myslalm ze jestm na cos chora. Poszlam do neurologa skierowal mnie na baadania tomograf i rezonans okazalo sie ze takze wszystko jest dobrze i nie mam sie czym martwic ale ja ciagle czulam to uczucie w glowie silne zawroty, po jakims czasie doszlo jeszcze dretwienie rak, nog, poty i uczucie ze zaraz zemdleje. Balam sie tego qszystkiego tak bardzo ze nie potrafilam nad tym zapanowac. Wkoncu przyszlo najgorsze kiedy bylam w pracy juz nie wytrzymalm wyszlam i poszlam do domu, szlam jakbym byla pijana i balam sie ze zaraz upadne i niek mi nie pomoze, przyszlam do domu zaczelam plakac i tak peklam ze opowiedzialm o wszystkim mamie ktora zrobila wszystko zeby mi pomoc. Po kilku dniach lezenia i wkrecania sobie choroby po raz kolejny mialam silny atka, myslam ze mam zawal i wezwano pogotowie po czym pani doktor stwierdzila nerwice, powiedzial ze cos trzeba z tym zrobic bo szkoda tak mlodej dziewczyny. Mialam wtedy 24 lata, teraz mam 27. Umowiono mnie wkoncu fo psychiatry bo juz sama nie wiedzialm co mam ze soba zrobic, balam sie wychodzic z domu nawet na chwile, wstawanie z lozka tez bylo czyms okropnym poniewaz myslalam ze zaraz zemdleje, tak mi sie strasznie krecilo w glowie. Po wizycie u psychiatry dostalam lek alventa 70mg i od razu pomoglo wstalam z lozka czulam sie lepiej, ale nie do konca. Strach i lek towarzyszyl mi nawet juz bie pamietam jaki czas ale nagle znikl i po skonczeniu jednego opakowania odstawilam ale bardzo sie tego balam poniewaz myslalam ze jak odstawie to znowu to wszystko wroci. Jednak okazalo sie ze leki wracaly strach tez ale juz nie byly tak nasilone jak te wczesniejsze. Wkoncu zapomnialam ze jestem chora az do momentu kiedy 1,5 roku pozniej znowu mnie chwycilo przez jakis czas dawalam sovie rade mowiac sobie ze to znowi wrocilo ale dam sobie z tym rade i tak bylo. Nie wiek jak to sie stalo ze poraz kolejny stwierdzilam ze znowu czuje sie fatalnie i zaczelam brac kolejne opakowanie alventa po wizycie u lekarza psychiatry ktory stwoerdzil ze musze brac przez jakis czas zeby sie wyciszyc a nie ze zrobi mi sie dobrze i odstawie lek. Posluchalam i bralam ale tylko poltora opakowania i znowu to sam odstawilam. Teraz poraz 3 zaczelam brac bo nie moglam sobie przetlumaczyc w glowie ze to tylko moja wyobraznia ze nie mam sie czego bac ale to jest odemnie silniejsz, i jesli moge sobie w jakis sposob ulzyc to wezne znowu. Ale wrocilo to do mnie tak,jak za pierwszym razen znowu poszlam z pracy poodmawilam ludziom i przyszlam do domu i peklam. Najorsze jest uczucie strach ktory towazyszy mi w pracy ze zaraz zemdleje albo zwarouje ze cos zrobie czego bym kie chiala zrobic. Bardzo bym chciala z kims o tym porozmawiac boje sie teho strasznie, mam chlopaka ktorry mi pomaga podtrzzymuje na duchu ale to nie to, bo jesli nikt teho nie przezyl to nie wie o co chodzi tak mi sie wydaje i nikomu nie zycze czegos takiego. Pozdrawiam i przepraszam za bledy.

  153. Moniko tak to prawda ze ten kto na ta cholrrna nerwice nie choruje to nie wie co sie z nami dzieje ja choruje od 4 lat cala rodzina wie na co choruje ale i tak do konca nie rozumia co mi jest . niektozy potrafia tylko mowic zebym nie trula sie tymi tabletkami ale ja bez tabletek nie daje rady nawet z wyra wstac bo tak sie zle czuje. Biorac leki i tak co dziennie zle sie czuje co dziennie boli mnie glowa mam straszny ucisk w glowie nogi jak z waty momentami mam dosc zycia ale musze se radzic bo mam male dzieci i meza.

  154. It’s going to be finish of mine day, but before ending I am reading this great post to increase my experience.

  155. Bogdanson

     /  Kwiecień 18, 2015

    Jak chcecie wyjsc z nerwicy to jedzcie cukierki mietowe :)) naprawde to dziala :))

    medytacji nie polecam bo jest bez Boga

  156. Lili

     /  Czerwiec 24, 2015

    Roxi jesteś tu jeszcze? Miałam to samo co Ty i poradziłam sobie z tym!!! Twój adres e-mail nie działa 😦 a chciałam Ci wysłać wiadomość.
    Może napiszę co mi pomogło na nerwicę z napadami duszności, odrętwienia mięśni (również języka, policzków, nosa(!), całej szyi i barków oraz pleców, pośladków, rąk i nóg). Miałam takie duszności, że nie mogłam nawet głowy utrzymać i leżałam na podłodze, a mąż z płaczem trzymał mi głowę abym się nie udusiła.

    Wszystkie napady były zawsze związane z nerwami (badania nigdy nic nie wykazały, a lekarze patrzyli na mnie z ironią i kpiną, że wymyślam).

    Co mi POMAGAŁO i pomaga nadal… ? Głupoty, na które nie zwracałam uwagi…….
    – za mało piłam płynów (z tego powodu miałam kołatania serca i napięcie w klatce) jak zaczęłam dużo pić ziół (majeranku) to mi zaczęło się serce uspokajać. Co dziennie piję kakao na wodzie (mleko mi szkodziło) i 2 żółtka jajek (białka powodują nerwy i podnoszą temperaturę, więc ich nie jem) i duuuuużo białego twarogu…. po wypiciu kakao jem kanapki z twarogiem.

    Kakao z twarogiem ZAWSZE MNIE ROZLUŹNIA, jakiekolwiek by silne napięcie mięśni nei było, to po wypiciu kakao na wodzie i zjedzeniu twarogu napięcie mięśni mija….. . W nerwicy potwornie szybko organizm pozbywa się/wypłukuje związki i witaminy….. czyli dlatego po zjedzeniu takiej dawki (kakao ma magnez na serce, a twaróg nei wiem dlaczego mi pomaga…), braki minerałów, witamin się uzupełniają i dlatego napięcie mija….. . Ale najbardziej trzeba dużo pić… .
    Ale…… twaróg zauważyłam, że tylko ekołukty mi pomaga……. bo inne jakoś szkodziły ;/

    Nie jem w ogóle smażonego (tylko czasami raz w miesiącu frytki…), nie jem prawie mięsa, bo mi szkodziło (ciągle było mi zimno po nim i miałam nerwy) tylko gotowane z zupy. No i wprowadziłam zasady p. Stefanii Korżawskiej… co do zdrowego jedzenia… . Człowiek by nie pomyślał ile sobie szkodzi jedzeniem. I dziś nie mam już napięć, a jak się pojawiają to od razu mijają po zjedzeniu tego co pisałam… .

    Ale duchowo najbardziej mi pomaga czytanie „Dzienniczka” św. Faustyny……. to jest lek na każdą moją nerwicę myślową, gdy nie mam objawów fizycznych, a tylko takie myślowe… – bo mam też problemy z wychodzeniem z domu, że potrafię raz w miesiącu wyjść z domu… . Może to komuś pomoże… ten mój post. Kakao, twaróg, dużo picia i św. Faustyna 🙂
    Dużo pomaga siedzenie w Kościele poza Mszą, gdy nikogo nie ma… ta cisza pomaga poukładać nerwicowe myśli… . Św. Faustyna miała bardzo dużo napięć i myśli, do tego potępienie przez ludzi itd. ale te Jej myśli i słowa Jezusa na nie bardzo mi pomogły… . Polecam poczytać………. . Nawet jeśli ktoś nie chodzi do Kościoła. To po ludzku tam dużo można dla siebie coś znaleźć.

  157. Hej, jestem tu nowa i nie wiem czy ktoś jeszcze tu zagląda……ale może… Mam 35 lat, samotnie wychowuję córkę mam nawracającą depresję i boję się wszystkiego….jestem na lekach bo przestałam wychodzić z domu i lęki nie pozwoliły mi pójść do pracy….boję się że też ją stracę 😦 Wieczorem jest trochę lepiej a tak cały dzień do niczego…..rano jak wstanę nie wiem w co ubrać siebie i dziecko, co zrobić na śniadanie o obiedzie nie mówiąc….córka pyta się co będziemy robiły a ja się boję……Nie chce mi się jeść i najchętniej przespalabym caly dzień bezpiecznie pod kołdrą….Jest lato a ja jak mam wyjść to wyszukuję preteksty aby tego nie zrobić….idąć do sklepu bo lodówka pusta nie wiem co kupić….czy ktoś tak ma czy ja po prostu wariuję….czuję się jak w czarnej dziurze……

  158. Iza_01

     /  Lipiec 5, 2015

    Asiu, to takie prawdziwe co piszesz. Ja przechodziłam przez coś bardzo podobnego i reagowałam dokładnie tak jak ty. Każdy kolejny dzień był cierpieniem. Praca, dom, dzieci napawały mnie przeraźliwym lękiem. Czułam się zaszczuta a świat wirował w około. Czułam się jak duch, który z boku patrzy na wszystko i zastanawiałam się czy jeszcze żyję. Z przymusu wychodziłam rano do pracy. Przed pracą na parkingu siedziałam skulona i łapałam oddech aby się uspokoić i zmusić do wejścia do pracy. Byłam taka okropnie zmęczona. Dzieci coś ode mnie chciały, a ja z ciśniętym sercem uciekałam w kąt. Chciałam aby mnie ktoś z tego wyrwał i zabrał aby to błędne koło się skończyło. Niestety nikt mnie z tego nie wyrwał. Nie przyszedł i nie otoczył troską. Ludzie boją się takich jak my. Starają się trzymać z daleka.
    Nie wiem co ci doradzić. Nie mam dobrej rady. Wiedz tylko, że nie jesteś sama a takich jak ty są tysiące. Każdego dnia wstajemy i musimy wykrzesać trochę sił i wierzyć, że kiedyś zaświeci choć trochę słoneczka. Życzę ci aby dla ciebie zaświeciło już wkrótce. Pozdrawiam cię serdecznie. Iza

  159. Anioł

     /  Marzec 25, 2016

    Witam

    Piękny blog. Czytam już któryś z rzędu artykuł, a medytacja wyciszenia daje nieznany i intrygujący stan. Piękne jest to uczucie odpuszczenia, kiedy zdaję sobie sprawę że w tym momencie tak naprawdę NIC NIE MUSZĘ. Do tej pory żyłem w mniejszym lub większym napięciu, w poczuciu tego że MUSZĘ coś zrobić… Doszło do tego że podczas długo wyczekiwanego urlopu nie potrafię odpocząć. Bezczynność na którą tak bardzo czekałem, w której pokładałem tak duże nadzieje wydawała mi się czymś nie na miejscu kiedy tyle jest do zrobienia (mam bardzo pochłaniającą pracę), oraz zapuszczony ogródek który obiecałem sobie doprowadzić do stanu używalności w tym sezonie. Doszło do tego że praca w ogródku zamiast przynosić mi ulgę tak jak to sobie zakładałem na początku, powoduje że rozmaite myśli przeplatają się prze moją głowę powodując to że jestem nieszczęśliwy (czasem nadmiernie rozwijam w myślach niepomyślne dla mnie scenariusze związane z różnymi osobami co jest o tyle dziwne że mam dużą wiarę w dobroć ludzi). Nie mam tych licznych przypadłości o których pisali moi Poprzednicy ale napięcie bywa czasem bardzo uciążliwe, zwłaszcza poranny lęk. Życzę wszystkim powrotu do zdrowia… Właśnie powrotu bo zapewne wszyscy pamiętacie jak to było zanim zaczęły się te objawy. Wierzę że Wam się uda, świadczy o tym fakt że szukacie, a każdy kto szuka znajdzie w końcu właściwie dla siebie rozwiązanie, więc to tylko kwestia czasu. Wierzę w Was… gorąco pozdrawiam

  160. Kasia

     /  Maj 15, 2016

    Dziekuje za ten wpis ☺️ Zabieram sie za studiowanie kolejnych!

  1. Wróćmy do naszych serc i bądźmy sobą | Nerwica lękowa może wskazać drogę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: