Jak powstaje nerwica?

Powstanie zaburzeń lękowych nigdy nie jest wynikiem działania jednego tylko czynnika. Zawsze jest to proces, w którym nakłada się kilka czynników. Obecne rozumienie przyczyn powstawania lęku łączy różne podejścia. W powstaniu zaburzeń lękowych duże znaczenie mają czynniki działające w długim okresie, ale wspierają je czynniki biologiczne i podtrzymujące. To właśnie te dwa ostatnie utrudniają wyjście z nerwicy, nawet po przejściu terapii.

Czynniki działające w długim czasie:

Dziedziczność

Badania wykazały, że prawdopodobieństwo, że oba bliźniaki jednojajowe będą cierpień na zaburzenia lękowe jest dwa razy większe niż, że cierpieć będą bliźniaki różno jajowe.
Prawdopodobnie to co jest dziedziczone to typ osobowości, który predysponuje do większego przeżywania lęku.  Może być to także bardziej reaktywny układ nerwowy – czyli reagujący większym pobudzeniem na impulsy.
Ostatnie prowadzono także badania nad konkretnymi genami związanymi z lękiem. Np. siedemnasty chromosom zawiera gen o nazwie SERT (gen transportera serotoniny), który bierze udział w wytwarzaniu tego neuroprzekaźnika. Ludzi, którzy mają „krótki” wariant tego mają większe predyspozycje do zaburzeń lękowych.

Dzieciństwo

Stwierdzono, że napady paniki poprzedzają separacyjne zaburzenia lękowe w dzieciństwie, kiedy dziecko zostaje oddzielone od rodziców. Obserwacje E. Bourne wskazują na pewne postawy rodziców, które sprzyjają rozwojowi zaburzeń lękowych u ich dzieci:

  • Rodzice nadmiernie boją się o dziecko i przekazują dziecku postawę lękową wobec świata

Rodzice charakteryzuje postawa perfekcjonistyczna, są bardzo krytyczni i stawiają dziecku wysokie wymagania, prowadząc w ten sposób do utrwalenia poczucia braku poczucia podstawowego bezpieczeństwa u dziecka. Podobne skutki ma wychowanie w rodzinie alkoholików. W zasadzie wszystkich ludzi z zaburzeniami lękowymi charakteryzuje głęboko zakorzeniony brak poczucia bezpieczeństwa. W efekcie tego dzieci, które doświadczają tego braku rozwijają wobec rodziców, a następnie partnerów lub miejsc (jak dom), silną postawę zależności.

  • Rodzice tłumią ekspresję emocjonalną i asertywność dziecka.

Brak umiejętności asertywności i nie możność wyrażania gniewu często prowadzi także do depresji. Gniew nie może współistnieć z lękiem, często więc pod lękiem kryją się ogromne pokłady złości, nienawiści i gniewu, z którymi dana osoba straciła kontakt.

Narastający stres

Taki stres ma miejsce wtedy, kiedy przez wiele lat funkcjonuje się w sposób zaburzony, często mechanizmy dostosowawcze w dzieciństwie są kontynuowane w dorosłości, uniemożliwiając człowiekowi jego rozwój czy doświadczanie trudnych emocji, ich wyrażanie, oraz ustanowienie granic i zbudowanie własnej tożsamości. Taki stan może ciągnąć się przez wiele lat i nie dawać żadnych łatwo uchwytnych objawów. Aż pewnego dnia doświadczamy pierwszego w życiu napadu paniki…

Narastający stres może być także spowodowany nagromadzeniem trudnych sytuacji życiowych lub zmiany biegu życia. Zaburzenia lękowe spowodowane takimi przyczynami są zdecydowanie łatwiejsze do wyleczenia.

Czynniki biologiczne:

Dziedziczna podatność

W przypadku zaburzeń lękowych zależność ta nie jest prosta i bezpośrednia. Z badań prowadzonych przez E. Slatera wynika, że na rodzaj objawów nerwicowych ma także wpływ cech stałych, takich jak temperament czy charakter. Jednakże dziedziczenie niewątpliwie ma jakiś wpływ i utrzymuje się, że zachodzi w stopniu umiarkowanym. Oznacza to, że sama dziedziczność nie jest wystarczającym czynnikiem do wystąpienia zaburzeń lękowych i musi być wspierana przez czynniki psychospołeczne.

Skłonności konstytucjonalne (stałe, z nimi się rodzimy):

Cechy temperamentu

Cechy temperamentu są niewątpliwie związane z dziedzicznością. To właśnie przez temperament przejawia się emocjonalność i nastrój człowieka, a także strategie jakie podejmie on wobec wydarzeń życiowych i dynamiki systemu rodzinnego.

Jacek Olszewski w swojej książce O zaradności obezwładnionych lękiem (Wydawnictwo Uniwersytetu M. Curie-Skłodowskiej, Lublin 2010 r) opartej na pracy doktorskiej pisze:

Czynniki temperamentalne, w powiązaniu z genetycznymi, poprzez wywieranie wpływu na szybkość i siłę reakcji emocjonalnych sprzyjają powstawaniu zaburzeń lękowych.

Ogólny stan somatyczny

Reklamy
Następny wpis
Dodaj komentarz

4 komentarze

  1. malgosia

     /  Marzec 5, 2013

    Często nie wiemy, że coś niedobrego dzieje się z naszym sercem, ponieważ nie mamy żadnych dolegliwości. Tymczasem choroba rozwija się i niszczy nie tylko serce, ale i cały organizm. Dlatego, zwłaszcza po 40. roku życia, powinniśmy sprawdzać, w jakim stanie jest nasz układ krążenia.

  2. MonikaChadryś

     /  Lipiec 10, 2013

    Szpital psychiatryczny okazał się miejscem
    dla normalnych ludzi.

    Ludzie boją się szpitali psychiatrycznych, a nawet ich unikają!
    Tak jak ja. W styczniu tego roku zachorowałam na depresję.
    Jednak minęły aż dwa miesiące, zanim zdecydowałam się
    zwrócić po profesjonalną pomoc. Bałam się. W Łodzi krążą
    o szpitalu J. Babińskiego plotki, że to miejsce dla głupich,
    że z niego się nie wychodzi, że można trafić z niego bez
    własnej zgody w jeszcze gorsze miejsce. Z kolej przyjmowane
    proszki ogłupiają i uzależniają.

    To wszystko okazało się nieprawdą.
    Zachorowałam w styczniu, jednak nie od razu dałam się
    przekonać do szpitala. Moja rodzina zachowała się rozsądnie.
    Po prostu przy pełnej akceptacji decyzję pozostawili mnie
    samej.

    Do szpitala trafiłam w nocy z 12 na 13 marca tego roku.
    Wiedziałam już, że chcę się poddać terapii.
    Andżelika, moja koleżanka, dała mi odczuć, że zaakceptuje
    moją chorobę. To przekonało mnie do leczenia. Z kolej Joanna
    wezwała pogotowie, które mnie tam zabrało. Kiedy byłam w
    szpitalu, pomogła mi się pozbierać. Skutecznie. Bowiem sama
    przeszła piekło depresji.

    Kiedy trafiłam na oddział kobiecy A, wtedy pojawił się strach
    „Co będzie ze mną, jeśli z tej choroby nie wyjdę”? Czułam się
    bardzo źle. Myślałam, że będę wywieziona gdzieś bez mojej
    zgody. Lekarze dość długo mi tłumaczyli, że tak się nie stanie.
    Przeszkadzało mi też całkowite zamknięcie oddziału obserwacyjnego. To wszystko się zmieniło kiedy po dwóch tygodniach leżenia na dole zostałam przeniesiona na górę. A to znaczna zmiana. Nie czuje się tam tak atmosfery szpitala. Wielu pacjentów z dołu chce się tam
    przenieść. W części pobytowej są tylko pacjentki rokujące
    wyzdrowieniem. Dlatego nie ma możliwości przebywania
    z chorymi krzyczącymi, czy niebezpiecznymi. Na pierwszym
    piętrze są kwiaty w oknach. Firanki. W pokojach zamiast
    szpitalnych łóżek tapczany przykryte kolorowymi kocami.
    Szafy. Na korytarzu zamiast łóżek stoliki z zielonymi krzesłami.
    Obchód lekarski raz na dwa dni. Pielęgniarki przychodzą jedynie na podawanie leków. Dyskretnie oraz intymnie.

    Dużo mi pomogła zmiana pokoju związana z odwszawianiem. Zarażonych chorych umieszczono w jednej izbie.
    Tak poznałam fantastyczne kobiety, które pokazały mi, że
    można, nawet w warunkach szpitalnych, świetnie o siebie
    zadbać. A trzeba! Pacjentki na górze muszą być ubrane, brać
    codziennie udział w gimnastyce oraz innych zajęciach
    terapeutycznych. W świetlicy wijemy przepiękne koszyki z
    gazety, malujemy na szkle, robimy na drutach i na szydełku.
    Dzieł mógłby nam pozazdrościć niejeden zawodowy artysta!
    Mamy fajne warsztaty psychologiczne czy kulinarne, które
    prowadzą młodzi, energiczni ludzie. W czwartki jest
    muzykoterapia. Chodzimy też na ciekawe prelekcje do
    szpitalnej biblioteki czy świetlicy. Chętnie czytamy książki,
    które w szpitalu pozbawionym dostępu do Internetu są
    wstępem do innego świata. Byliśmy na koncercie rockowym!
    Dostajemy przepustki. Codziennie również spacerujemy po
    przepięknym parku i lesie okalającym szpital.
    I tak nam upływa tydzień.

    Wyszłam 20 maja, a tydzień później rozpoczęłam codzienną terapię na oddziale dziennym. Dojeżdżam z domu. Okazuje się, że zamknięcie to nie jedyna forma leczenia szpitalnego. Zaletą oddziału dziennego jest właśnie możliwość połączenia terapii szpitalnej z przebywaniem przez większą część doby w środowisku rodzinnym. Jest to ważne zwłaszcza dla osób, które tak jak ja z początku, źle znoszą szpital całodobowy. Nie bez znaczenia jest także aspekt ekonomiczny-oddziały dzienne wymagają mniejszych nakładów niż całodobowe.
    Oddział na ul. Aleksandrowskiej w Łodzi jest koedukacyjny i ma charakter terapeutyczno-readaptacyjny. Bierzemy udział w terapii zajęciowej, chodzimy do kina, muzeum i na spacery. Ja najbardziej lubię zebrania naszej społeczności i obchody lekarskie, kiedy to
    chwalimy się tym, co nas dobrego spotkało.
    Zrozumiałam, że nawet w szpitalu psychiatrycznym można się dobrze bawić, poznając fantastycznych ludzi!

    Ten artykuł dedykuję Paniom Doktor Elizie Groman,
    ordynator oddziału IVA dr Ewie Kozaneckiej-Murak,
    Rodzicom, Cioci, Oli, Tomkowi, Joannie, Ewie, Kasi i pacjentkom z
    Sali nr 1 z góry oraz oddziałowi dziennemu.

  3. Ewa

     /  Czerwiec 7, 2016

    Ostatnio szukałam informacji na temat nerwicy lękowej i znalazłam taki artykuł może komuś się przyda http://zdrowenowosci.pl/nerwica-lekowa/

  4. FelixB

     /  Styczeń 20, 2017

    Kto chce zarobic w necie kilka dolarow dziennie?? Sposob jest prosty i dziala, poszukajcie sobie w google: jak kosic kase na adfly

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: